Bądź honorowy!

AGNIESZKA HUF

Mówi się o więzach krwi, o braterstwie krwi. Krew jest więc symbolem rodziny i głębokiej przyjaźni, tej sprawdzonej w boju lub w trudnej sytuacji. Krew może także ratować życie – wówczas dawca daje „coś” cennego z siebie swemu bliźniemu, który jest w potrzebie. Staje się jego przyjacielem.

W niedzielne popołudnie, 28 stycznia 2006 r., jak miliony Polaków zastygłam przed telewizorem, z przerażeniem obserwując akcję ratunkową po zawaleniu dachu hali MTK w Chorzowie. Tragedia poruszyła chyba wszystkich Polaków, ale nam, Ślązakom, kołatało w głowach pytanie: czy pod gruzami nie ma naszych bliskich, znajomych? Po chwili oderwałam się od telewizora, złapałam dowód osobisty i wybiegłam z domu. W kolejce, wśród ludzi tkniętych tym samym impulsem, czekałam prawie 4 godziny, ale udało się – oddałam krew. Dałam komuś szansę na życie.

Niemal dokładnie trzy lata wcześniej, 24 stycznia 2003 r., taką szansę otrzymał Radosław Pazura. Na skutek wypadku samochodowego zginął jego przyjaciel, a on sam w ciężkim stanie trafił do szpitala. Rozpoczęła się dwutygodniowa batalia o jego życie, pobyt na intensywnej terapii przeplatany kolejnymi operacjami. Dwukrotnie przetaczano mu krew, w sumie około 5 litrów. Przeżył.

Medycyna rozwija się w piorunującym tempie. Choroby, które jeszcze 50 lat temu oznaczały wyrok śmierci, dziś są z powodzeniem leczone. Pojawiają się coraz to nowe, innowacyjne leki… ale naukowcom nadal nie udało się stworzyć sztucznej krwi.

– To niesamowita sprawa – mówi Radosław Pazura. – Medycyna poszła tak daleko do przodu, a krew nadal jest dla nas czymś tajemniczym, nie da się jej niczym zastąpić. Myślę, że nigdy nie uda się nam stworzyć jej sztucznie, bo to jest taki Boski czynnik. Coś, co nie leży w kompetencjach człowieka. To dla mnie jeden z dowodów, że Bóg jest.

Nigdy tego nie robiłem…

Z takimi myślami mierzył się kiedyś każdy przyszły dawca.

– Możemy zachęcać do oddawania krwi, tłumacząc i argumentując, ale nic nie zastąpi własnego przykładu – twierdzi ks. Michał Siennicki, pallotyn.

Sam ma na koncie już kilkadziesiąt oddanych litrów. Zaczął jeszcze w nowicjacie w Wadowicach, kiedy jeden z kolegów rocznikowych, sam będący już dawcą, zaproponował innym wspólną wyprawę.

– Pójście w takiej grupie było fajnym doświadczeniem. Potem oddawałem krew w seminarium i będąc wikarym w parafii. Ludziom czasem trudno jest znaleźć drogę do punktu krwiodawstwa albo trudno zdobyć się na pierwszy krok. Wtedy proponuję: pójdźmy razem, będę twoim przewodnikiem. Wiem, co trzeba zabrać, jak się przygotować. „Nowicjuszowi” w takiej sytuacji jest łatwiej.

Nie wiem, czy się nadaję

Warunki, które musi spełniać krwiodawca, nie są specjalnie wyśrubowane – trzeba mieć ukończone 18 lat, ważyć minimum 50 kilo i być zdrowym. O tym, jakie choroby dyskwalifikują dawcę, można przeczytać na stronie Krwiodawcy.org. A choć pozyskiwany jest najcenniejszy lek świata, procedura nie jest skomplikowana.

Wystarczy się zgłosić – koniecznie po zjedzeniu lekkiego posiłku i wypiciu dużej ilości płynów – do najbliższego punktu krwiodawstwa. Tam należy wypełnić ankietę i przejść badanie lekarskie. Trzeba też oddać próbkę krwi. Badanie ma zabezpieczyć zarówno przyszłego biorcę, który musi otrzymać „produkt najwyższej jakości”, jak i dawcę – lekarz musi mieć pewność, że oddanie krwi nie wpłynie negatywnie na jego stan zdrowia.

Jeśli diagnostyka wypadnie pomyślnie, nadchodzi godzina zero – dawca ląduje na wygodnym fotelu i zaczyna się donacja. Igły stosowane w krwiodawstwie są specjalnie ostrzone i profilowane, dlatego zabieg nie jest bolesny. Oddanie 450 ml krwi, bo tyle standardowo jest pobierane, zajmuje od 5 do 12 min. Potem pozostaje jeszcze chwilę odpocząć pod okiem personelu, odebrać posiłek regeneracyjny (czyli sławetne czekolady), ewentualnie zaświadczenie o dniu wolnym od pracy i gotowe. Całość zwykle nie trwa więcej niż godzinę.

Co z tego będę mieć?

Z regularnym oddawaniem krwi wiążą się konkretne przywileje – Zasłużeni Honorowi Dawcy Krwi mają prawo do bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską, zniżek na wybrane leki, a także do korzystania poza kolejnością ze świadczeń opieki zdrowotnej. Zdarza się, że niektóre schroniska górskie, hotele, sklepy czy firmy usługowe oferują im specjalne zniżki. Jednak korzyści nie są istotą idei krwiodawstwa.

– Nie bez przyczyny mówimy o honorowym dawstwie krwi, bo nie dostaniemy za krew pieniędzy. To konkretny czyn miłosierdzia wymagający poświęcenia: muszę przeznaczyć na to czas, zadbać o siebie – tłumaczy ks. Michał Siennicki.

– Sam fakt, że mogę oddać krew,  jest  największą nagrodą dla krwiodawcy, bo dzięki temu mam świadomość, że mogłem uratować komuś życie, a to naprawdę wielka sprawa – dodaje Radosław Pazura. – Poza tym pierwszą zasadą naszej wiary jest miłość: Bóg jest miłością, my z tej miłości zostaliśmy stworzeni i jesteśmy do niej uzdolnieni, ale ciągle musimy się jej uczyć. A oddawanie krwi, czyli dzielenie się częścią siebie, jest doskonałym wyrazem naszej miłości – wyjaśnia aktor.

Agnieszka Nikel z Pszowa przez kilka lat oddawała krew. Później wizyty w punkcie krwiodawstwa zostały zmiecione przez napływ życiowych obowiązków. Ostatnio obudziło się w niej jednak pragnienie powrotu do dzielenia się częścią siebie.

– Jestem osobą wierzącą i na co dzień staram się naśladować Jezusa, który mówi: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Uwielbiam pomagać ludziom, a oddanie krwi jest jednym ze sposobów pomagania. Kocham też śpiewać, ważną częścią mojego życia jest muzyka. W piosence, która szczególnie porusza moje serce, padają słowa: „Dla mnie wziąłeś krzyż, dla mnie umarłeś, dla mnie przelałeś krew, dla mnie, dla mnie…”. To dla mnie Jezus oddał życie, przelał swoją Krew! Oddał coś tak cennego! Jeśli ja mogę choć w niewielkim stopniu w tym Go naśladować, to nad czym tu się zastanawiać…

 

 


Partnerzy medialni