Lubię Brewiarz

Lubię Brewiarz – obrazek z życia Błogosławionego

z zapisków ks. Ignacego Kłopotowskiego

Od lat dziecinnych nabrałem do Brewiarza wielkiej czci – powiem bezgranicznej. A zawdzięczam ją opowiadaniom ojca mego, nieuczonego, ale religijnego. Ojciec mój lubił opowiadać rozmaite zdarzenia z przeszłości, najczęściej na tle religijnym. Zawsze słuchałem z uwagą, a najbardziej uderzała mnie opowieść – zdaniem ojca mego najprawdziwsza – o Brewiarzu. Na moją prośbę musiał mi ją nieraz powtarzać. Było to – jak opowiadał – przed laty. Ksiądz proboszcz po nabożeństwie nieszpornym pojechał w gościnę do bardzo bogatego pana, zdaje się nawet księcia. Odbywał się tam w przepysznym pałacu bal i ksiądz proboszcz na balu przepędził całą noc. Ale nad ranem miejscowa ludność z przerażeniem zobaczyła zamiast pałacu olbrzymie jezioro, a na nim pływający Brewiarz, który Pan Bóg cudem ocalił od zagłady.

Słuchałem tej opowieści w niemym zdumieniu, a Brewiarz nabrał w moim przekonaniu wielkiego uroku. Jakoż niebawem zabrała mnie matka do kościoła i po raz pierwszy zobaczyłem księdza proboszcza z Brewiarzem w ręku, pozakładanym różnokolorowymi wstążkami. Bodaj czy nie wtedy już błysnęła mi myśl, abym sam został kapłanem. Tak mi się podobał Brewiarz, a kapłaństwo właśnie dla tego Brewiarza wydało mi się stanem anielskim.

Po wstąpieniu do seminarium bardzo pragnąłem zaraz dostać Brewiarz. Niestety, skończyło się na małym „diurnaliku”, którego dla jego wyglądu nie polubiłem. Lubię Brewiarz.


Partnerzy medialni