Cudowny sen babci Stasi

Czasem trudno nam uwierzyć, że zwykły pacierz może poruszyć niebo. Wtedy Bóg wychodzi naprzeciw naszej słabości, wplatając cuda w nasze codzienne troski, by przymnożyć nam wiary.

JOANNA KALISTY

Z obrazem Najświętszej Maryi Panny, który wisi u mnie w domu, jest związana pewna cudowna historia. To zwykły, stary obraz, nieprzedstawiający żadnej wartości majątkowej. Ot, nadgryzione zębem czasu zdjęcie NMP Nieustającej Pomocy formatu A3, czarno-białe, ale z lekka podbarwione, tak jak to kiedyś robiono z portretami ślubnymi naszych dziadków. Odziedziczyłam ten obraz po śp. mamie mojej mamy.

Babcia nie należała do osób wylewnych, rzadko i niewiele mówiła o sobie. Całe życie ciężko pracowała na roli. Urodziła dziewięcioro dzieci i troskliwie wychowała te z nich, które Pan Bóg pozostawił przy życiu. W swojej pobożności odmawiała wiele Różańców dziennie, a w każdą niedzielę pokonywała pieszo 3 km do kościoła. Zanim odeszła do wieczności, zdążyła jednak opowiedzieć mi o pewnym ważnym w jej życiu zdarzeniu.

Lekarz i diagnoza

Otóż wiele lat temu zauważyła na swoim nadgarstku rosnącego guza. Z początku był niewielki jak ziarnko grochu, z czasem rozmiarem dorównał połówce jajka. Próbowała leczyć się sama. Owijała bolesne w dotyku miejsce, robiąc okłady z liści i stosując jakieś maści. Nie dzieliła się za bardzo z nikim swoją biedą. Była zahartowana w znoszeniu bólu oraz przyzwyczajona do radzenia sobie z chorobą domowymi sposobami. Dopiero „przyciśnięta do muru” przez córki wypytujące z troską o powód tak długiego w czasie bandażowania nadgarstka, przyznała się do kłopotu.

Dorosłe dzieci, zobaczywszy stan ręki matki, natychmiast wysłały ją do lekarza. Ten po oględzinach i serii koniecznych badań zawyrokował, że to nowotwór. Perspektywa pobytu w szpitalu, amputacji dłoni, przyjmowania chemii i zagrożenia życia była na tyle szokująca, że babcia nie przyznała się nikomu do tej diagnozy.

Kuracja z rąk Maryi

Kiedy wróciła do domu, padła na kolana przed świętym obrazem. Powiedziała Matce Pana, że do żadnego szpitala nie pójdzie i ręki sobie nie da uciąć. Jak już musi umrzeć, to trudno. I ofiarowała się Jej w tym swoim strapieniu. Tej samej nocy miała sen. Oto Maryja wychyliła się z tego obrazu i fałdą swojego płaszcza owinęła jej rękę w miejscu guza. Usłyszała też słowa: „Odmawiaj codziennie trzy Zdrowaś Maryjo, a nie umrzesz”.

Stanisława obudziła się zaraz, a była noc. Zdziwiła się, że siedzi na łóżku, trzymając się za chory nadgarstek, a jej usta same szeptały zdrowaśki. Guza zaś nie było! Zniknął! Wszelkie dolegliwości ustały!

Babcia mówiła, że z wdzięczności wobec Najświętszej Panienki za cud uzdrowienia od tamtej pory odmawiała już codziennie dodatkowo trzy Pozdrowienia Anielskie. Zaleconej jej przez Maryję praktyce była wierna do końca swych dni. A choroba nigdy nie powróciła.

 

 

 


Partnerzy medialni