Różaniec pielgrzyma z Romanem Ziębą

Roman Zięba

TAJEMNICE RADOSNE

I Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie

Łatwo się zgubić w wąskich uliczkach starego Nazaretu. Gwar straganów cichnie od upału lipcowego popołudnia. Wyschnięta studnia z białego kamienia jeszcze pamięta ożywczy chłód wody. To tutaj przychodziła z dzbanem, nucąc cichutko pochwałę Elohim.
Wchodzę do okazałej bazyliki zbudowanej wokół małejwymurowanej wnęki, gdzie rozmawiała z archaniołem. Cisza koi rozproszone zmysły. To tutaj zabrzmiały słowa: Pan z Tobą, a potem w odpowiedzi ciche Fiat.
Panie mój! W tej skromnej izdebce pokornego serca całkowicie powierzyłeś się człowiekowi. Od tamtej chwili pragniesz tego samego dla mnie.Proszę, uczyń mnie zdolnym odpowiedzieć, tak jak zrobiła to Maryja.

II Nawiedzenie św. Elżbiety

Z Nazaretu do Ain-Karim idzie się pięć dni. Drogą na południe trzeba pokonać góry niegościnnej Samarii. W samotnej drodze nocne niebocierpliwie wysłuchuje najtrudniejszych pytań.
Odpowiedzią jest żywiczny zapach sykomor i głośne nawoływanie świerszczyraz po raz.Ciemność nie jest już ciemnością, bo gwiazdy schodzą aż na ziemię. I samotność nie jest samotnością, bo Ty jesteśteraz tak blisko.
Pozwól mi nieść Ciebie do tych, którym pragnę służyć.

III Narodzenie Pana Jezusa

W Betlejem nocleg dają mi siostry elżbietanki, które budują tu sierociniec dla palestyńskich dzieci. Przemoc i cierpienie nadal są tutaj codziennością – wrogość między dwoma narodami rozdziera ziemię na pół. A jednak Miłość wybrała sobie właśnie to niepozorne, ubogie miejsce i stąd rozlega się orędzie pokoju, które przyszło w słabości Dziecka. W tej słabości ukazałeś swoją największą potęgę, przed którą pokłony biją aniołowie.
Panie, uczyń mnie znowu ufnym jak dziecko! Uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju.

IV Ofiarowanie Pana Jezusa

Zastanawiam się, co mam tutaj ze sobą najcenniejszego. Jaka ofiara będzie godna? Mam w plecaku tylko kilka niezbędnych rzeczy, a i tak ciążą w upale… Dotykam poranionych stóp. Przydałby się dzień odpoczynku. A może… natrę je na noc oliwą i wykorzystam jutro chłód poranka, żeby nadrobić kilometry, które straciłem dzisiaj przez tenupał?
Tak naprawdę mam do oddania tylko moją słabość. Ufam, że w to miejsce otrzymam siłę do dalszej drogi, bo zatrzymuje mnie tyle wymówek…
Panie, jestem słaby. Przyjmij więc jako ofiarę mnie całego, wszystko bez wyjątku. Ale zrób to przez ręce swojej Matki, bo tylko wtedy oczyścisz mnie z egoizmu.

V Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni

Czego szukam? Co spodziewam się znaleźć w kurzu drogi, w tej codziennej niepewności? Podczas samotnej drogi opadają zasłony i przychodzi czas szczerości. Czy szukam uznania? A może zwykłego zrozumienia?
Ten człowiek, który przez zamknięte drzwi powiedział, że mam się wynosić… Kim on był? Czy mu wybaczyłem? Panie Jezu, już wiem, że mieszkasz w drugim człowieku, w tym, którego nie rozumiem.
Już nie zamknę przed nikim drzwi, nie wypowiem złego słowa, tylko proszę, pozwól mi Ciebie odnaleźć!
Pozwól mi odnaleźć Ciebie w zamachowcu, pijanym nędzarzu, przestępcy, narkomanie, a także w kapłanie, który traci wiarę!

TAJEMNICE ŚWIATŁA

I Chrzest Pana Jezusa w Jordanie

Do miejsca chrztu Jezusa trzeba iść w górę Jordanu, siedem kilometrów od miejsca, gdzie rzeka wpada do Morza Martwego. Idę w upale poboczem asfaltowej drogi, potem skręcam w prawo. Po obu stronach zasieki i tablice ostrzegające przed minami. Wojskowe patrole świadczą o tym, że nie jest to spokojne miejsce. Rzeka Jordan to granica. Za nią rozpoczyna się Królestwo Jordanii. Zdejmuję plecak i ledwie mogę usiąść na rozgrzanych deskach pomostu. Gdy z ulgą zanurzam stopy w lekko zielonkawej wodzie, podpływają trzy zaciekawione rybki. Jest zbyt gorąco, żeby się skupić na modlitwie. Nic nie jest takie, jak sobie wyobrażałem.
W którą stronę iść? – pytali ludzie. Jan Paweł II odpowiadał: Drogą chrztu.
Droga chrztu tylkoczasem prowadzi przez malownicze, przyjazne tereny. Częściej jest todziwny szlak ciemnych dolin, trudnych prób i zaskakujących doświadczeń, choć zawsze rozjaśniony światłem Chrystusa.
Panie, nie pozwól, abym kiedykolwiek zszedł z drogi chrztu świętego!

II Cud w Kanie Galilejskiej

Nie wiadomo kiedy dokonuje się cud: czy w chwili, gdy słudzy nabierają wody ze studni, czy gdy ją niosą, czy gdy napełniają stągwie, czy może, gdy ją niosą w czerpaku staroście weselnemu do spróbowania. Nie wiemy, kiedy dzieje się cud, ale znamy jego skutek: wino najwyższej jakości. I jeszcze coś: cud zawsze wymaga współpracy człowieka. Ten pierwszy cud Jezusa wyjednała Maryja. I odtąd stale wstawia się za nami u Syna. W samotnej drodze pielgrzym wiele razy doświadcza niezwykłych zdarzeń, nie wiedząc kiedy, przekracza granicę cudu.
Jezu, przez Twoją Matkę zawierzam się Tobie i zdaję się na cud Twojej obecności przy mnie i we mnie.

III Głoszenie królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia

Chrystus często mówił o królestwie Bożym. Wiedział, że jego piękno przyciągnie ludzi. Jednak największym znakiem nadchodzącego Królestwa był On sam. I taki przykład pozostawił nam. Nie ma innego sposobu głoszenia Ewangelii jak tylko własna przemiana. Nawracjacie się i wierzcie w Ewangelię! Wszelkie dobre słowa i uczynki są zawsze rezultatem zwrócenia się sercem ku Bogu. Nie mogę być znakiem pokoju, jeżeli sam nie stanę się pokojem.
Panie mój, nie wiem, jak mówić o Twojej miłości. Uczyń więc Twoimi apostołami moje stopy, pod którymi chrzęści żwir, i moją dłoń, zaciśniętą na kiju.

IV Przemienienie na górze Tabor

W spiekocie, zmęczeniu i niepewności wchodziłem na Tabor, zupełnie nie wiedząc, co mnie tam czeka. Gdy nie masz pieniędzy i namiotu, wszystko na drodze jest darem, ale zmęczenie i głód przemawiają po ludzku… językiem pokus i zwątpień. Jednak Jezus czekał tam na mnie; tam, w osiadłej na szczycie góry włoskiej wspólnocie młodych narkomanów wychodzących z uzależnienia przez modlitwę i pracę. Miał ciemną karnację i tatuaże na rękach. W milczeniu nakrywał stół białym obrusem. Liczyłem tylko na wodę i coś do chleba, ale ucieszyłem się, widząc przygotowania do Mszy świętej… Jednak na stole zamiast naczyń liturgicznych pojawiły się potrawy, pięknie podane i cudownie pachnące, a także deser, owoce i bukiecik kwiatów. Padły tylko dwa słowa, nie wiem dlaczego po francusku: bon appetit – i zostałem sam. Łzy same potoczyły się po moich policzkach,gdy brałem chleb do rąk.
Nie po to się wchodzi na szczyt, żeby zostać na nim na zawsze, ale po to, by ujrzeć światło i wrócić na dół, żeby iść dalej.

V Ustanowienie Eucharystii

W moim życiu daleko odszedłem od Boga, ale On pozostawał tak samo blisko mnie przez cały ten czas. Jak to możliwe? – pytałem nieraz samego siebie. Czym jest ten kawałek chleba, przed którym w proch obracają się wszystkie potęgi nieba? Tak prosty i bliski, i tak nieskończenie potężny obecnością całego kosmosu i wszystkich czasów…Ty jesteś Chlebem! Ty jesteś Chlebem! Jak to pojąć bez ofiary z siebie samego? Tym, co dajesz mi do spożywania, jest chleb posłuszeństwa. Zaczynam więc rozumieć, że łamiąc Twój chleb, muszę „połamać” siebie samego, złamać mój upór, dumę i własną wolę, ugiąć się i powiedzieć tak – wszystkiemu, czego ode mnie zażądasz.
Teraz ja powtarzam słowa: Oto idę, Boże, pełnić Twoją wolę!

TAJEMNICE BOLESNE

I Modlitwa Jezusa w Ogrójcu

Są takie rodzaje duchów, które wypędza się tylko postem i modlitwą – powiedział Jezus, gdy uczniowie nie potrafili uzdrowić chorego. Czasem postem jest zgoda na cierpienie. Wziąć na siebie czyjeś cierpienie, to pokonać złego ducha. Żeby to zrozumieć, trzeba umieć wejść w samotność, bo z cierpieniem można się zmierzyć tylko w samotności. Dlatego Jezus w chwili próby był sam.
Samotne pielgrzymowanie to zgoda na przyjęcie cierpienia. Jezus pragnie, abyśmy – zgadzając się na cierpienie i śmierć – nie dali się zaskoczyć ciemności i samotności, zamiast tego – uczynili z nich narzędzie do pokonania zła, którego inaczej nie można usunąć ze świata. Życie każdego człowieka jest samotnym pielgrzymowaniem i każdy jest wezwany do postu samotnej drogi, choć każdy na swoją miarę.
Panie Jezu, pozwól mi być przy Tobie w godzinie próby!

II Biczowanie Pana Jezusa

Jezusa bito pięścią, pluto Mu w oczy, stalowymi haczykami rozdzierano ciało. A On nie usuwał się spod ciosów. Pozostał wierny do końca. Czy ja, zwykły śmiertelnik, słaby człowiek, ośmieliłbym się twierdzić, że potrafię być wierny swojej drodze? Maryja potrafiła. Jej cierpliwość, milczenie i pokora są dla mnie wzorem, bo przecież tak jak ja była człowiekiem. A zatem – gdy będę lżony, oskarżany o fanatyzm, wyśmiewany czy lekceważony – mam przed sobą wzór i przykład.
Kto wyrusza w drogę, żeby głosić Ewangelię, tego na pewno spotkają próby.
Panie, spraw, abym – służąc Tobie – nie zszedł z obranej drogi i pozostał wierny Tobie do końca.

III Cierniem ukoronowanie

W jerozolimskiej bazylice Grobu widziałem w gablocie w zakrystii koronę uplecioną z ciernia – być może podobną do tej, jaką założono Jezusowi. Przeraziły mnie grube, ostre kolce. Zrozumiałem, dlaczego do nałożenia tej korony rzymscy żołnierze użyli kija. Cierniowa korona była dla mnie dotąd jakimś rekwizytem, wianuszkiem uplecionym z kłujących gałązek. Zrozumiałem teraz, że człowiek nie może długo myśleć o silnym bólu, nie mówiąc już o znoszeniu jego fizycznej obecności. Chyba dlatego tak łatwo zapominamy o cierpieniu drugiego człowieka.
A jednak to palestyński cierń jest koroną chwały, a przyjęcie cierpienia jest miarą prawdziwej władzy w królestwie, którego potęga nie zna granic. Takie jest niebo – królestwo miłości, która się poświęca.
Panie Jezu, zapomniałem o Twoim cierpieniu. Ze strachu stale zapominam. Chciałbym ulżyć Twojemu cierpieniu, ale tej korony nawet dotknąć nie potrafię. Pomóż mi!

IV Dźwiganie krzyża

Droga Krzyżowa liczy XIV stacji i przez 1450 kroków prowadzi ciasnymi uliczkami starej Jerozolimy, obok straganów, kafejek i sklepików z pamiątkami. Rozważając ostatnią drogę Chrystusa, trzeba przeciskać się przez tłum wśród wielojęzycznego gwaru i egzotycznych zapachów. Każdy, kto przyjeżdża tu po raz pierwszy, jest zaskoczony i zmuszony zmienić swoje wyobrażenie o Via Dolorosa.
Podobnie zaskakują nas drogi krzyżowe w naszym życiu. I czasem tak jak tu, w Jerozolimie, ktoś niesie na plecach wielki drewniany krzyż, a zajęty swoimi sprawami tłum nie zwraca na niego uwagi.
Panie Jezu, nic nie wiem o moim krzyżu. Wiem, że mam go nieść, ale czym on jest? Jeżeli jest tak blisko, że nie mogę go dostrzec, wskaż mi go i pomóż wziąć na ramiona.

V Śmierć Pana Jezusa na krzyżu

Przeraża tak wielka różnica między życiem a śmiercią. A przecież wierzę, że potem jest niebo, życie doskonałe. Skąd więc ten strach, przecież mam wiarę, tak? Przed wejściem na Pustynię Judzką usłyszałem kilka opowieści o znalezionych tam w przeszłości ciałach, o tym, jak pewien włoski ksiądz siedział oparty o skałę, był martwy od wielu dni, a na nim drapieżne ptaki. Obrazy śmierci są przerażające, ale czym jest sama śmierć, gdy pozbawi się ją egzystencjalnego lęku? Czy nie jest zaproszeniem do największej radości? Pogodzić to, co przed i za progiem śmierci potrafią tylko święci. Porafił to bł. Jan Paweł II i św. Maksymilian Kolbe. Czy ja również będę potrafił? Ten moment przybliża się każdego dnia. Każda chwila niech więc będzie przygotowaniem.
Boże, uczyń mnie świętym i daj mi taką wiarę, bym umiał bez lęku zostawić świat i wejść w śmierć, tak jak Ty to zrobiłeś.

TAJEMNICE CHWALEBNE

I Zmartwychwstanie Jezusa

Absolutna pustka. Lodowata nicość. Tego doświadczali uczniowie Jezusa po Jego śmierci, w piątek wieczorem. Z niczym ludzki rozum nie zderzył się dotychczas tak brutalnie, jak z tą prawdą: Jezus umarł, krwawiąc jak zwykły człowiek. Były na to dowody: włócznia, ciało złożone do grobu. Krzyż ciągle stał, pod nim nadal była jeszcze nieusunięta krew. Szok, przerażenie i osamotnienie. A może wielki zawód? Przed nimi otwierała się bezdenna czeluść sobotniego poranka. Jaki był tamten dzień? Pochmurny? Czym go wypełnili? Pierwszy poranek bez Jezusa, bez wspólnej modlitwy. Tylko jedna osoba zachowała w tym czasie równowagę i spokój.
W niedzielę rano zaalarmowała uczniów Maria Magdalena: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Pójdą do grobu Jan i Piotr. Zobaczą to samo: płótna i chustę. Jeden uwierzy od razu, drugi wróci do siebie, dziwiąc się temu, co się stało.
Pustka grobu przyciąga przez kolejne stulecia miliardy błogosławionych, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Jezus zmartwychwstał, tak jak zapowiedział. Oto Miłość pokonała śmierć. Dla ludzkości zaczął się nowy czas.
Maryjo, Matko Jezusa, daj mi zrozumieć, dlaczego nawet doświadczenie okrutnej śmierci Twojego Syna nie zachwiało Twojej pewności w spełnienie się Bożej zapowiedzi.

II Wniebowstąpienie Pana Jezusa

Leżę na plecach z rękami pod głową. Odgarnąłem suche, ostre trawy i kolczaste krzewy, żeby móc się położyć i patrzeć stąd w niebo. Jego żywy błękit sprawia, że czuję, jakby to tam było życie, a nie na tej spalonej lipcowym żarem ziemi. Przyglądam się z bliska wysuszonym roślinom. Wszystkie mają przemyślne haczyki, kolce i rzepy, jakby jedynym ich pragnieniem było uczepić się czyjegoś buta i wywędrować z tej suchej krainy do miejsca, gdzie jest więcej wody. Woda. Nad wodą zaczęła się historia Jezusa – Nauczyciela, a tu, na tej górze, Jego historia znalazła swój ziemski finał. Tutaj widziano Go po raz ostatni, gdy odchodził do nieba. Co wtedy mówił? Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Pokazałeś mi, mój Nauczycielu, że miłość już zwyciężyła. To ona jest teraz prawdziwą tęsknotą każdego serca, ale potrzeba decyzji. Spraw, abym swoim życiem umiał się włączyć w dzieło cywilizacji miłości.

III Zesłanie Ducha Świętego

Po co wyruszam w drogę? Pragnę poczuć obecność Ducha Bożego. Otwierając się na Ducha, poznaję prawdę, choć przychodzi ona inaczej niż wcześniej myślałem – przychodzi, kiedy chce. Ale czas przyjścia zawsze przybliża pokorne zawierzenie, dziecięca ufność, świadomość, że mądrość i umiejętności człowieka nie znaczą wiele, że budować można tylko na tym, co jest darem Bożej łaski. Dlatego Patronką samotnych dróg jest Maryja, Ta, która nie zostawiając nic dla siebie, w całości dała się wypełnić Duchowi Świętemu.
Maryjo, naucz mnie czekać z ufnością.

IV Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

W zachodniej Turcji, na szczycie zielonej góry koło Efezu, zwanej Górą Słowików, w cieniu drzew, wśród ptasiej muzyki i zapachu kwiatów, stoi mały domek z kamienia. Z podwórka rozciąga się widok na morze i greckie wyspy. Siadał tu wieczorami św. Jan i pisał swoje listy, a potem wracał do domku, żeby razem z Maryją zjeść posiłek. To z tego miejsca Bóg powołał Maryję do nieba. Gdy wszedłem na szczyt góry, zachwyciło mnie piękno tego zakątka, choć wcześniej odwiedziłem już wiele pięknych miejsc. Gdy ponad sto lat temu odnaleziono ruiny domku, pod kamieniami odkryto posąg Maryi z utrąconymi dłońmi. Dziś w domku urządzono kaplicę, a posąg stanął w ołtarzu. Nie dorobiono mu dłoni. Lubiłem tam przychodzić i w ciszy mu się przyglądać. Te dłonie są stale zajęte pracą. Stały się niewidzialne, bo ta praca nie jest już wykonywana na ziemi.
Maryjo, pozwól mi być Twoim sługą. Na ziemi i w niebie.

V Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny

Co robisz na najwyższych tronach Ty, prosta i skromna, młoda żydowska dziewczyno? Co to znaczy, że jesteś Panią wszystkich ludzi, narodów i całego świata, ziemi i nieba? To dla mnie zbyt wiele. Pomóż mi to zrozumieć. A może… zamiast o tym rozmyślać, powinienem po prostu mocniej pokochać, jak Ty pokochałaś? I nie pragnąć ludzkich odpowiedzi, jak Ty nie pragnęłaś. Nie szukać rozwiązań największych tajemnic, tylko rozważać je w sercu, jak Ty rozważałaś.
Matko Najświętsza, moja Królowo, pomóż mi lepiej Cię poznać i goręcej pokochać.


Partnerzy medialni