Modlitwa o spokojną śmierć

DARIA GŁOWACKA

Gdy pani Barbara dowiedziała się o chorobie swojej mamy, przeżyła ciężkie chwile. Jednak jeszcze trudniejsze okazało się to, że znajomi zaczęli ją namawiać, aby rodzina zdecydowała się na eutanazję, dzięki której cierpiąca miałaby lekką śmierć.

Gdy papież Jan XXIII był już pewny, że zbliża się kres jego ziemskiego życia, powiedział: „moje walizki są spakowane, jestem gotów do podróży”. Nie dla każdego jednak śmierć jest łatwa. Niektórzy ciężko chorzy ludzie cierpią tak bardzo, że ich jedynym pragnieniem jest to, aby śmierć nadeszła szybko i co najważniejsze – nie była zbyt bolesna. Śmierć okupiona cierpieniem jest bowiem prawdziwą męczarnią. Nie zawsze lekarze są w stanie ulżyć pacjentowi w bólu. Czasem mimo największego wysiłku nie można zdziałać zbyt wiele. Wówczas pozostaje tylko modlitwa o spokojną śmierć.

By ulżyć w cierpieniu

– Moja mama bardzo ciężko zachorowała na nowotwór. Guz był złośliwy, a w dodatku pojawiły się przerzuty – wspomina dziś pani Barbara. – Wiedzieliśmy już, że oprócz modlitwy nie możemy nic dla niej zrobić – dopowiada. Jak wynika z jej relacji, chora na nowotwór pani Teresa również przeczuwała zbliżającą się śmierć. Tym bardziej że ból był ogromny, a chora z dnia na dzień czuła się coraz gorzej.

– Mama czuła, że umiera, a my staraliśmy się ulżyć jej w cierpieniu – mówi córka. – W dodatku czuliśmy, że powinniśmy być przy niej niemal nieustannie. Toteż mój brat i ja, a także dalsza rodzina, codziennie zmienialiśmy się przy jej łóżku. Chcieliśmy być przy niej i pomagać w jej pielęgnacji. Tylko tyle mogliśmy zrobić. Pozostała jeszcze jedna rzecz – najważniejsza – zapewnienie jej modlitwy i pomocy duszpasterskiej.

Pani Basia wspomina jeszcze, że bliscy znajomi sugerowali eutanazję, co bardzo zbulwersowało jej najbliższą rodzinę.

– Jak można o czymś takim pomyśleć? – zastanawia się kobieta. – Powiedziałam im wtedy, że tutaj pomóc może jedynie modlitwa – dodaje. Dużym wsparciem dla rodziny okazały się słowa zapisane w książce ks. Romana Rogowskiego pt. W wierze jest Pan: „Tylko ból sprawia, że odczuwa się istnienie, tylko ból pogłębia poczucie człowieczeństwa. Przyjemność i radość mniej, a może wcale”.

Bóg obecny w sakramentach

Pani Basia nie ukrywa, że duże znaczenie miała dla nich w tamtym czasie pomoc duszpasterska, nieograniczająca się tylko do sakramentów.

– W tym trudnym okresie z pomocą przyszedł nam ksiądz Robert. Wspaniały duszpasterz, a także dobry i wyjątkowy człowiek – mówi pani Barbara. – Udzielił chorej mamie wszystkich potrzebnych sakramentów: pokuty, namaszczenia chorych i Komunii św., co miało w tamtym momencie ogromne znaczenie dla całej rodziny, ponieważ pogłębiło i umocniło więź między nami a Bogiem – przekonuje. Jest to zgodne ze słowami Pana: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 54).

Nadzieja na życie wieczne

– Przyjęcie w godzinie śmierci Komunii św. w formie Wiatyku jest obowiązkiem każdego wierzącego, jest sakramentem właściwym dla umierających. Ten „pokarm na drogę” powinien przyjmujący otrzymać jeszcze przy pełnej świadomości – mówi ksiądz Robert.

– Wiedzieliśmy, że jest już coraz gorzej, a stan mamy jest krytyczny. W czasie gdy ksiądz udzielał sakramentów, my modliliśmy się na różańcu do Matki Najświętszej. Prosiliśmy o spokojną i bezbolesną śmierć. Zarówno w szpitalu, jak i w domu razem czuwaliśmy przy łóżku mamy. Na krótko przed śmiercią mama poczuła się lepiej. Brat był przekonany, że wraca do zdrowia, choć wcześniej jej stan był bardzo ciężki – wspomina pani Barbara. – Ja jednak widziałam tutaj jedynie Bożą Opatrzność i opiekę Matki Najświętszej. To Ona czuwała nad nami, aby ta śmierć, która i tak przyniosła wszystkim dużo cierpienia, stała się łaskawsza. Aby łzy i ból, których doświadczyliśmy, zmieniły się w nadzieję na spotkanie z Bogiem. Nadzieję na życie wieczne, które ma dopiero nastąpić. Dziś właśnie tak wspominam tamto wydarzenie. Mam też nadzieję, że w tej chwili mama jest znów szczęśliwa i że może cieszyć się życiem wiecznym.


Partnerzy medialni