Piękny człowiek

Zasiała w nas ziarno świętej wiary katolickiej – tak o Stanisławie Tomasiewicz mówi jej wnuczka Dominika. Ks. Roman Kot dodaje: Pozostanie dla nas odblaskiem silnej wiary i miłości do Boga.

Najstarsza zelatorka Żywego Różańca (ŻR) w diecezji warszawsko-praskiej zmarła 27 stycznia 2021 r. Miała prawie 100 lat. Nieprzeciętna osoba. Odznaczała się niezłomną wiarą, wiernością Kościołowi, miłością do Matki Bożej i świadectwem niestrudzonej modlitwy różańcowej. Pogrzeb odbył się 30 stycznia w Dębem Wielkim.

Niezłomna i odważna

Kim była ta niestrudzona bohaterka, wytrwała służebnica Pana? Wychowała na wspaniałych ludzi 12 dzieci. Katechizowała, wielu doprowadziła do chrztu. W czasie komunizmu walczyła o obecność krzyży w szkołach. Przez wiele lat organizowała pielgrzymki do sanktuariów maryjnych, a także gminne kulturalno-oświatowe wydarzenia, kierowała zespołem artystycznym, działała na rzecz przeciwdziałania alkoholizmowi i aborcji. Zawsze była obecna w środowisku, urzędzie i kościele. Miała niespożytą energię. Została uhonorowana tytułem „Zasłużona dla Gminy Dębe Wielkie”. Pisała wiersze. Za pracę społeczną, kulturalną i wychowawczą otrzymała wiele odznaczeń i wyróżnień.

Na znak żałoby i smutku po zesłaniu męża na Sybir za działalność w AK w czasie komunizmu ubierała się na czarno. Od chwili rozstania wierzyła, że tylko Bóg może uratować mu życie i sprawić, by powrócił do rodziny. Nigdy nie zwątpiła, że tak się stanie, wytrwale modląc się przez wstawiennictwo św. Judy Tadeusza i pracując społecznie. Po trzech latach jej modlitwy zostały wysłuchane.

Tak ją wspomina ks. Roman Kot, diecezjalny moderator ŻR:

– Zawsze gorliwie oddawała się posłudze Maryi przez modlitwę różańcową. Z radością opowiadała, jak mając lat 14, została zelatorką ŻR, do którego należała przez 85 lat. Podziwiałem w niej niezwykły pokój, siłę działania, zaangażowanie. Brała czynny udział w licznych spotkaniach, dzieliła się swoją wiarą. Przez wiele lat była katechetką. Potrafiła zachęcić młodzież do modlitwy i przyprowadzić do Boga. Była to niezwykła osoba, z której na co dzień emanowały pogoda ducha, ciepło, ale przede wszystkim pokora. Była dla nas przykładem odpowiedzialności, życzliwości, serdeczności, otwartości i rzetelności.

– Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie – mówił ze wzruszeniem podczas pogrzebu jej syn ks. Ewaryst. – Żyła przede wszystkim dla Boga i dla nas…

Była niesamowicie dobrą osobą, najlepszą matką, babcią i prababcią! – tak wspomina ją rodzina, mówiąc niejako jednym głosem.

Niezwykle czule wyraża się o niej córka Ewa:

– Skąd brała siłę, żeby pracować zawodowo, mając dom na głowie? Działać społecznie i zawsze służyć innym? Zasypiała z różańcem i budziła się z modlitwą.

Gorliwa zelatorka

 W dniu pogrzebu śp. Stanisławy Dorota Bortkiewicz, zelatorka ŻR w parafii pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła w Dębem Wielkim, zorganizowała wspólną modlitwę różańcową, którą poprowadzili świeccy reprezentanci różnych wspólnot parafialnych. Rozważania tajemnic radosnych Różańca świętego zaczerpnięto z Ceremoniału Żywego Różańca. Wymownym znakiem był biały różaniec z Medziugorie na trumnie.

Po Mszy Świętej koncelebrowanej przez wielu kapłanów pod przewodnictwem bp. Rafała Markowskiego przedstawiciele różnych grup żegnali swoją siostrę w Panu, wyrażając Bogu wdzięczność za dar jej życia i piękne świadectwo żywej wiary. W imieniu wspólnoty ŻR uczyniła to Dorota Bortkiewicz:

– Pani Stanisława odeszła do Domu Ojca wyczekiwana zapewne u progu nieba przez Matkę Bożą. To Maryja była Tą, której pani Stasia zawierzyła życie i losy swojej rodziny. (…) Pozostawiła nam cenny testament. Jest nim świadectwo trwania mocno w wierze mimo wszystko, bycia wierną Kościołowi oraz umiłowania modlitwy, szczególnie różańcowej. Składamy jej dziś hołd za to, że pozostawiła nam wzór gorliwej zelatorki ŻR i Pomocnika Maryi. (…) Wszyscy pamiętamy jej płynące z serca i mówione z pamięci rozważania różańcowe. Była ewangelizatorką Różańca. Zasiane ziarno odmówionych przez nią dziesiątek różańcowych kiełkuje do dziś. To dzięki aktywności i modlitwie naszej różańcowej siostry Stasi zrodziły się nowe róże w naszej parafii. Od 2012 r. była w Apostolacie Złotej Róży. Modliła się i pościła w intencji kapłanów. Zawsze chciała być i była blisko ołtarza – ze złożonymi rękami, rozmodlona na Eucharystii. (…) Niosła ze sobą dobro, ale przede wszystkim wdzięczność za wszystko, pokorne słowo „proszę” i odbijające się jeszcze w naszych uszach wielokrotnie powtarzane słowo „dziękuję”. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci…

***

Stanisława Tomasiewicz zostawiła nam wiele przesłań i inspiracji do pięknego życia. Wśród nich też to z książki oblata benedyktyńskiego In sinu Jesu. Kiedy Serce mówi do serca: „Bądź wierny Różańcowi. On jest tarczą i mieczem w duchowej walce. Gwarantuje ci zwycięstwo nad siłami ciemności. Dlaczego? Bo jest pokorną modlitwą, modlitwą wiążącą duszę tego, kto go odmawia, ze zwycięstwem mojej Matki nad wężem”.

S. Wioletta Ostrowska CSL

 

Życzliwość i świadectwo życia

Wspomnienie wnuczki DOMINIKI TOMASIEWICZ

To była niezwykła babcia. Karmiła nas życzliwością, świadectwem swojego życia, modlitwą, zaufaniem i wytrwałością pracy dla Pana.

„Bóg, Honor i Ojczyzna“ – hasło to towarzyszyło jej podczas działań na rzecz lokalnej społeczności, a także podczas wielu pielgrzymek, na które często nas zabierała. Do wszystkich pielgrzymek przygotowywała się bardzo starannie. Krzewiła wśród swoich najbliższych, uczniów, sąsiadów, pielgrzymów historię Polski, patriotyzm i miłość do Ojczyzny. Miała przepiękny głos, dźwięczny, donośny, mocny, który do dziś słyszę w moim sercu. Kiedy przyjeżdżała do nas, do swoich wnuków, opowiadała nam do poduszki historie wojenne, w tym tę najcenniejszą o cudownym powrocie dziadka z Syberii. Słuchaliśmy ich z dużym przejęciem…

Była kobietą niezwykle odważną. W czasach komunizmu nie bała się mówić o Bogu podczas wydarzeń kulturalno-religijnych, których była organizatorką. Była sądzona, ponieważ upominała się o pozostawienie krzyży w szkołach. Sędzia, który słuchał jej mowy obronnej, powiedział, że
z taką (!) wiarą jeszcze się nie spotkał. Opowiadała później, jak modliła się
o to, aby Duch Święty poprowadził tę mowę, by dał jej natchnienie.

Zawsze ujmowało mnie to, z jaką pokorą, cierpliwością i pogodą ducha znosiła cierpienia czy choroby, których z biegiem lat przybywało. W jednym z wywiadów powiedziała: „Nie najważniejsze jest nasze uzdrowienie, ale nasze zbawienie. Tu chodzi o to, co Bogu milsze: czy znoszenie cierpienia, które jest ważnym i potrzebnym elementem naszego życia, czy też jakieś działanie”.

 


Partnerzy medialni