Wierny syn Maryi

KS. WOJCIECH PRZYBYLSKI

Kard. Stefan Wyszyński kochał Maryję jak dziecko. Nie rozstawał się z różańcem. Wierzył, że przy pomocy tej prostej modlitwy można u Boga wszystko uprosić.

Całe życie prymasa Stefana Wyszyńskiego było naznaczone obecnością i działaniem Matki Bożej. Tak było od dzieciństwa. Wspominał, że w jego domu rodzinnym wisiały dwa obrazy Maryi: Matki Bożej Ostrobramskiej i Czarnej Madonny. Mama pielgrzymowała do Wilna do Ostrej Bramy, tata – na Jasną Górę. Cześć Maryi w domu państwa Wyszyńskich była żywa i głęboka.

Mały Stefan miał zaledwie 9 lat, kiedy stracił mamę. Być może stąd wielkie pragnienie młodego ks. Wyszyńskiego: „Chcę mieć Matkę, która będzie już zawsze, która nie umiera, aby stanęła przy każdej mojej Mszy”.

Zwycięstwo przyjdzie przez Maryję

Stefan od dzieciństwa myślał o kapłaństwie i jego marzenie się spełniło. Święcenia przyjął w katedrze włocławskiej, w kaplicy Matki Bożej. Tak to skomentował: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, to już Ona zatroszczy się o to, by reszta mojego życia była zgodna z Bożym planem”. Pierwszą Mszę Świętą nowo wyświęcony kapłan odprawia zwykle w swojej rodzinnej parafii. Młody ks. Wyszyński postanowił jednak, że odprawi ją na Jasnej Górze. Niedługo potem pojechał do sanktuarium Matki Bożej w Licheniu. Tam został przez Maryję uzdrowiony ze swoich dolegliwości, dzięki temu mógł podjąć kapłańskie zadania.

Poprzednikiem bp. Wyszyńskiego na urzędzie prymasa Polski był kard. August Hlond. On to w chwili śmierci powiedział: „Nie traćcie nadziei. Lecz zwycięstwo, jeśli przyjdzie – będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny. Walczcie z ufnością. Pracujcie pod opieką błogosławionej Maryi Dziewicy. Wasze zwycięstwo jest pewne”.

Słowa te można odnieść do posługi prymasa Wyszyńskiego, która stanęła pod znakiem Matki Bożej. Jej wszystko zawierzył, stał się Jej niewolnikiem. Dzięki pomocy Maryi przeprowadził Kościół w Polsce przez straszny okres prześladowań wiary w czasach komunistycznego reżimu. Jego zawołaniem biskupim była maksyma: „Samemu Bogu”, a potem zaraz dodawał: „Przez Maryję”.

Non possumus

Komunistyczne władze wydały wojnę na śmierć i życie Bogu i Kościołowi w Polsce. Kiedy sięgnięto po nasze największe świętości, Prymas uznał, że nie możemy tego, co Boże, oddawać ateistycznym władzom, lepiej jest cierpieć i umierać. W 1953 r. ks. Prymasa aresztowali funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Był gotowy na wszystko. Zabrał ze sobą tylko brewiarz, różaniec i… niezłomną wiarę w Boga oraz ufność w opiekę Matki Najświętszej. I się nie zawiódł.

W Stoczku Warmińskim 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, oddał całe życie w ręce Niebieskiej Matki. Pisał: „Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciw Tobie”. W Komańczy zaś, ostatnim miejscu odosobnienia, ks. Prymas napisał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. Pragnął oddać całą naszą Ojczyznę pod niezawodną opiekę niebieskiej Matki, by przeprowadziła nas przez ciemności niewiary i prześladowań Kościoła. Tekst Jasnogórskich Ślubów w obecności setek tysięcy Polaków został odczytany 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze. Padły tam m.in. takie słowa: „Królowo Polski! Ciebie za Patronkę naszą i za Królową Narodu polskiego uznajemy. Wzywamy Twojej pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności Bogu, krzyżowi i Ewangelii”.

Cierpienie prymasa i papieża

Prymas pragnął, by kopia Cudownego Obrazu Jasnogórskiej Pani nawiedziła każdą polską parafię. Tak też się stało. W wielu parafiach był osobiście, by się modlić razem z Ludem Bożym. Bardzo przeżywał uwięzienie Obrazu przez władze widzące gorącą wiarę i miłość Polaków do Matki Bożej. Św. Jan Paweł II wkrótce po wyborze na papieża powiedział do Prymasa i rodaków: „Nie byłoby papieża Polaka, gdyby nie było zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i całego okresu dziejów Kościoła w naszej Ojczyźnie, który jest związany z twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”.

Na początku 1981 r. zdrowie ks. Prymasa zaczęło się pogarszać. Wszyscy myśleli, że zbliża się koniec jego życia, ale w cudowny sposób doszedł do siebie. Mówił, że zawdzięcza to ukochanej Matce. Choroba jednak wkrótce znowu zaatakowała. Na łożu śmierci dowiedział się, że na placu św. Piotra strzelano do papieża. Prosił wtedy, by wszystkie modlitwy skierować „ku Matce Chrystusowej, błagając o zdrowie i siły dla Ojca Świętego”.

Czciciel Matki Chrystusowej

Prymas Tysiąclecia zmarł 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Tak się opatrznościowo składało, że wszystkie ważniejsze wydarzenia w życiu ks. Prymasa działy się w święta maryjne. Jej zawierzył wszystko. „Czciciele Matki Chrystusowej najprędzej są wynoszeni na ołtarze”, powiedział kiedyś prymas Wyszyński. Jego słowa spełniły się na nim samym. Na tym, który wszystko postawił na Maryję.

Słowa ks. Prymasa: „Musimy oddać się Matce Chrystusowej całkowicie, aby mogła się nami posługiwać według swojej woli dla dobra Kościoła i ludzi. Musimy stać się Jej pomocnikami” – niech będą dla nas testamentem i wyzwaniem. A jego samego prośmy o pomoc w ich realizacji.

 

Partnerzy medialni