Reportaż: II Pielgrzymka Czytelników „Różańca” (2010r.)


Ks. bp. Romuald Kamiński

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Wypada raz jeszcze powtórzyć – przynajmniej krótko – powitanie, bo jest to, Najmilsi, niezwykle ważna cząstka w naszym dzisiejszym spotkaniu. To nie tylko spełnienie technicznego obowiązku, ale nawiązanie bliskich relacji, zwłaszcza gdy to spotkanie wyznacza nam modlitwa w tak szczególnym miejscu, jakim jest sanktuarium. Wspólnotom, które przybywają tu z różnych stron naszej Ojczyzny, przyświeca ten sam cel. Pozwólcie, że jeszcze raz wymienię Rodzinę Loretańską. To już 11. rok istnienia tej formacji. Jestem bardzo wdzięczny za obecność czytelników miesięcznika „Różaniec” i za członków kół różańcowych.

Bądźcie przywitani współbracia kapłani, i to w Roku Kapłańskim, a do tego jeszcze w miejscu, które obrał sobie przed ponad 80 laty wybitny kapłan – najpierw lubelski, potem warszawski, dziś błogosławiony, ks. Ignacy Kłopotowski. W przyszłym roku mija 80. rocznica dnia, w którym odszedł do Pana, a w tym roku obchodzi niewielki, bo piąty jubileusz wyniesienia do chwały ołtarzy.
Witam także Gospodynie tego miejsca, Siostry Loretanki z Matką Zofią, przełożoną generalną na czele.

To jest już, Najmilsi, spora historia tego miejsca, o którym kiedyś dość nieśmiale zaczęliśmy mówić, że może nazywać się sanktuarium. Ci, którzy tutaj przybywają od przynajmniej kilkunastu lat, dziś widzą, jak łaska Boża czyni swoje i przy współpracy ludzi dobrej woli, a szczególnie sióstr i zaprzyjaźnionych kapłanów, miejsce to staje się rzeczywistym domem Boga i Maryi, gdzie mamy wszelką sposobność, żeby zyskiwać niezwykłe łaski. I jest nam tutaj bardzo dobrze przy Maryi i bł. ks. Ignacym Kłopotowskim.

Byliśmy przed chwilą ubogaceni Słowem Bożym. Jest to słowo zupełnie inne niż to, które znajdujemy w codziennej prasie, książkach, którym się posługujemy, [bo pochodzi] od samego Boga. Jest to Słowo Żywotne. Na pozór bardzo podobne do tamtego, a jednak niesie ze sobą niezwykłą moc, która ma na celu przemianę naszych serc. Jesteśmy zawsze Bogu wdzięczni za takie karmienie nas Jego Słowem.

Kiedy czytamy tekst o Zwiastowaniu, to oczywiście na pierwszy plan wysuwa się oddanie Matki Bożej poprzez całkowite zawierzenie Panu Bogu. „Niech mi się stanie według Twego słowa”. I kiedy rozpoczyna się ta Ewangelia, którą przecież znamy, czekamy na ten moment zasadniczy, w którym będziemy mogli usłyszeć te słowa. Ale zanim do nich dochodzi, często nie zwracamy uwagi na te pierwsze, a zachęcam, byśmy z uwagą śledzili wszystkie te wielkie etapy i umieli je zgłębić.

Otóż, kiedy Gabriel przybywa do Maryi, tak po prostu po ludzku wita się z Nią i wypowiada w stosunku do niej bardzo miłe, ale i wyjątkowe słowa: „Bądź pozdrowiona, Maryjo, jesteś napełniona łaską”. Zwróćcie, Kochani, uwagę na te słowa, bo one stanowią fundament późniejszych wydarzeń. To w tym pozdrowieniu anielskim wielkie rzeczy mają swój początek. Maryja w sposób tak stanowczy, poważny, odpowiada na wezwanie Boże. Gdyby Maryja nie była napełniona łaską z wysoka i przepojona łaskami Bożymi, nigdy nie zdobyłaby się na tak heroiczny akt całkowitego oddania i zawierzenia się Panu Bogu. My to, Kochani, poznajemy po sobie. Zobaczcie, Najmilsi, ileż my mamy problemów, by odpowiedzieć Bogu twierdząco w dużo mniej poważnych sytuacjach. Czujemy w sobie absolutną słabość, niewystarczalność, a cóż dopiero mówić o sytuacji, gdyby zwrócił się do nas Pan Bóg z podobną, jak do Maryi, propozycją. Przecież trzeba rozumieć, co to znaczy być Matką Boga. Jakie to jest wielkie i odpowiedzialne, jakie to jest wyróżnienie. A przecież była to dziewczyna 17- może 18-letnia. Skąd ta mądrość? Zwróćmy uwagę na to, co stanowi Jej moc i w ogóle świadczy o sile człowieka – napełnienie łaską z wysoka. Katecheza ta prowadzi nas do bardzo prostych wniosków. Weźmy sobie to do serca. Jeżeli w życiu w wielu wypadkach nie radzimy sobie z dużo mniejszymi sprawami, to zapytajmy siebie, ile w nas jest mocy Bożej, a jak często liczymy tylko na własne siły, przemyślenia, na własną zaradność. Człowiek może bardzo wiele pod warunkiem, że jest napełniony mocami z wysoka. Nasza moc jest z Boga.

I patrzymy na Maryję w dalszej Jej drodze. Potem będzie Nawiedzenie. Właśnie to napełnienie łaskami Bożymi sprawia, że Maryja ma olbrzymie siły w sobie i nie zatrzymuje tego dla siebie. Ona chce tę wielką moc, zdolność do czynienia dobra uzewnętrznić. Idzie pomagać (…) św. Elżbiecie, bo chrześcijanin jest otwarty na służbę Bogu i drugiemu człowiekowi.

I teraz, Kochani, kiedy patrzymy na dzisiejszą filozofię życia, na to, do czego wychowuje się dzisiaj człowieka, jakie są prądy filozoficzne w tej materii, to z dużym niepokojem [obserwujemy], jak modeluje się człowieka od wczesnych lat na takiego, by stanął pośrodku rzeczywistości i był tym punktem centralnym, wokół którego wszystko się dzieje. On jest panem i władcą. Chciałby wszystko gromadzić do siebie. To jest tragiczne – obraz człowieka, który wszystko garnie ku sobie. Oczywiście nie widzi, że jest bliźni, że są potrzeby. (…) Ta zaciśnięcia pięść, ta obrona własnego ja, (…) własnego dobra sprawia, że ten człowiek ma niewiele wspólnego z dzieckiem Bożym. Natomiast zupełnie inna jest postawa Maryi, (…) która ma gest ręki otwartej, rozdającej, posługującej, serce otwarte, umysł otwarty (…). I my się tego od Niej uczymy (…). To jest ten zewnętrzny, doczesny rys, który kształtuje się w nas przez wiarę. Maryja, idąc do Elżbiety, idzie nie tylko z pomocą doczesną, materialną. Ona niesie Jezusa. I zestawienie tych dwóch elementów –doczesnego i nadprzyrodzonego, pokazuje nam chrześcijanina z tajemnicy nawiedzenia – jako kogoś niezwykle pięknego. I takiej postawy otwartej na służbę, w której niesie się Chrystusa w każdej możliwej sytuacji, trzeba się po prostu uczyć, od maleńkości.

(…) Następną katechezą, którą się ubogacamy jest scena z Kany Galilejskiej, kiedy Maryja w postawie całkowitego zaufania do Boga mówi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam mój Syn powie”. To jest podstawa dziecięctwa Bożego. Ileż mamy w tej materii problemów. I to nawet ludzie poważnie zaawansowani w swoim wyrobieniu wiary – w miłości do Boga i do bliźniego. Ciągle mamy ten niedosyt zaufania do Pana Boga. Jak czytamy, Najmilsi, Dzienniczek Siostry Faustyny, to zauważmy tam, że Pan Jezus ciągle o tym całkowitym zaufaniu przypomina (…), bo ono podoba się Bogu najbardziej. (…) Na tym właśnie polega piękno bycia dzieckiem Bożym. Wystarczy spojrzeć na zachowanie małego dziecka, (…) w nim można poznać pełnię zaufania do miłujących rodziców – (…). Choćby mu powiedziano, że gdzieś niedaleko czai się wielkie niebezpieczeństwo, to ono nic sobie z tego nie robi, bo ma świadomość obecności miłującego ojca i matki. (…) Jeżeli dzieje się tak w realiach czysto ziemskich, to jakże piękne musi być to zaufanie do Pana Boga w kontekście wieczności, które przecież ma zupełnie inne proporcje. Jakże człowiek jest szczęśliwy i jak Bóg jest radosny – jeśli możemy takimi określeniami się posługiwać – kiedy widzi zaufanie człowieka do siebie. Ale nie na tym koniec. Zaufanie, którego uczy nas Matka Boża, kieruje nas w stronę rzeczy jeszcze ważniejszych, które pokazuje nam Pan Jezus. Tak, w Kanie Galilejskiej rozpoczęło się (…) wprowadzanie do życia sakramentalnego. Tam dokonał się ten pierwszy krok, odkrycie tego niezwykłego sakramentu, jakim jest Eucharystia.

(…) Podążamy dalej za Matką Bożą, widzimy ją pod krzyżem. Padają tu bardzo ważne słowa: „Oto syn Twój” – powiada Jezus do Matki, „Oto Matka Twoja” – powiada do ucznia (…). Zwróćmy, Kochani, uwagę na to, że testament ten tworzony jest w sytuacji tragicznej. Jaka jest Matka Boża pod krzyżem? W pełni zjednoczona z (…) Jezusem. Nie ma tam nic z rozpaczy, narzekania, czy czegoś gorszego, jak to zdarza się nam, kiedy przychodzi cierpienie. Nam się zdarza i przekleństwo, i złowroga postawa wobec Boga i człowieka. Maryja umie to cierpienie zagospodarować. Drodzy moi, (…) gdybyśmy cierpienie, które dotyka nas w różnych formach każdego dnia, umieli złączyć z cierpieniem Jezusa i wykorzystać w dobrych sprawach, tyle tej łaski nie płynęłoby strumieniem obok nas. Nauczmy się tego. Wielka jest moc współcierpienia.

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na wielkość i godność człowieka. Gdybyśmy tak naprawdę rozumieli, co to znaczy być dzieckiem Bożym, czym jest godność ludzka, to w bardzo wielu wypadkach uniknęlibyśmy grzechu i złych następstw, które każdy grzech rodzi. (…) Kiedy przychodzą chwile trudne, trzeba od razu mówić – nie wypada mi jako dziecku Bożemu czynić źle, ponieważ noszę w sobie niezwykłą godność poprzez to, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, że jesteśmy nazwani dziećmi Bożymi, że zostaliśmy stworzeni do nieśmiertelności, że Bóg odwzorował w nas na wieczność swój obraz. (…) Po takiej refleksji (…) nie wypada pewnych rzeczy robić. (…) Potrzeba nam nieustannie przypominać o tej godności. Człowiek powinien wzrastać w (…) atmosferze, jaka przypisana jest człowiekowi. Do wielkich rzeczy Bóg nas powołał. I to nie jest żadna sprawa pychy. Musimy mieć świadomość naszego wybraństwa, naszego powołania.

Jest dzisiaj z nami Rodzina Loretańska. To już 11. rok, od kiedy zrodził się zamysł jej powołania. Do zadań tej Rodziny należy ubogacanie swoją postawą życia codziennego. To mozolna, codzienna praca nad przemienianiem na lepsze, na piękniejsze naszej codzienności. To także promocja rodziny oraz wykorzystanie mass mediów tak, aby one nie wprowadzały nieszczęścia i nie lubowały się w nieszczęściu, ale były środkiem – do czego zresztą przygotowywał nas bł. ks. Ignacy – ewangelizacji, niezwykle przydatnym na dzisiejsze czasy. Drodzy moi, to byłoby zdumiewające, gdybyśmy tych wielkich mocarzy mogli zaprząc, aby służyli dobru, pięknu i prawdzie.

Skoro mowa o Rodzinie Loretańskiej, to przyglądamy się rodzinie. Chcemy poznawać i dziękować Bogu za ten niezwykły zamysł Boży. Otwieramy księgę Pisma Świętego i zaraz po kilku stronach pojawia się wielka historia powołania do życia człowieka i mowa o pierwszej wspólnocie – o małżeństwie. Obfite błogosławieństwo skierował Bóg do małżeństwa. Jemu powierzył Bóg to pierwsze zadanie (…), które kontynuuje rodzina. I dziś, kiedy myślimy, w jaki sposób odrodzić naszą Ojczyznę i cały świat, to nasze działania i modlitwa, i wszelka troska powinny być skierowane najpierw na ukształtowanie wspólnoty małżeńskiej – jako świętej, jako wyjątkowej przed Bogiem. Tutaj na ziemi Pan Bóg nie powołał innej wspólnoty tak trwałej i tak pięknej. Jedyną tylko tak szczególnie pobłogosławił. Jest to małżeństwo, przekształcające się potem w rodzinę. I jej zadania są niezwykłe. Przecież tutaj poczyna się życie, człowiek przychodzi na świat. Tutaj w tym gnieździe wzrasta i przygotowuje się do życia, tutaj poznaje Boga i rozpoznaje swoje powołanie. Nic w realiach ziemskich nie zastąpi tej wspólnoty, jaką jest małżeństwo i rodzina.

Warto też podjąć temat powszechnej plagi rozwodów i zrozumieć, jak wielka jest to tragedia. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z wielkości problemu, jaki przeżywają małżonkowie. Jeszcze bardziej dotyka to dzieci. Jeden z niefrasobliwych ojców chciał zakomunikować swojemu synowi, że opuszcza gniazdo rodzinne, bo ma inne plany. I tłumaczył to synowi, który jakby porażony słuchał ojca. Nie miał nawet siły, żeby się odezwać. Po dłuższym czasie ojciec tak zakończył: „Nie bój się synu. Od tego świat się nie zawali”. Wreszcie syn przemówił: „Ojcze, ten świat się we mnie już zawalił, w tym momencie, kiedy to powiedziałeś”. Bo właśnie świat się zawala przez zawalanie się tego, co najpiękniejsze i najwartościowsze jest w człowieku. A jedna z matek, umierając, pisała do swoich dzieci testament, ale do każdego inny w zależności do sytuacji, w jakiej dane dziecko się znajdowało. Do córki, która wychodziła za mąż, napisała mniej więcej tak: „Rób wszystko w swoim życiu, abyś nigdy nie opuściła swojego męża. I choćby przyszły trudności, nawet bardzo wielkie, byś nie opuściła z nim razem swoich dzieci”. Po bardzo wielu latach ta córka przyznała duszpasterzowi, że były sytuacje bardzo trudne w jej życiu, nawet bardzo tragiczne. I w takich chwilach wyciągała testament matki. Był jej bardzo pomocny.

Została nam jeszcze sprawa różańca. Trzeba się różańcem posługiwać i trzeba o różańcu mówić – o sile tej niezwykłej modlitwy. Kiedy pielgrzymujemy przez dzieje objawione z Maryją i kiedy jak echo powtarzamy Zdrowaśki, przeplatane modlitwą Ojcze nasz i nasze myśli biegną do tajemnic zapisanych w Świętej Księdze, to wtedy spowija się cała nasza doczesność taką niezwykłą mocą pochodzącą od Boga. Tutaj dana została nam niezwykła moc do działania i dzisiaj, kiedy przeżywamy bardzo dużo różnych trudności, nieraz przekraczających nasze możliwości ziemskie, to raz jeszcze niech będzie przypomniana wielka łaska płynąca ze świętego różańca. Amen.

ks. bp. Romuald Kamiński


Przemówienie ks. Szymona Muchy, redaktora naczelnego „Różańca”:

Przez różaniec do „Różańca”

Kto odmawia różaniec bez znużenia? José María Salaverr wymienia trzy kategorie ludzi, którzy odmawiają różaniec bez znużenia:

Żebracy – to są ludzie bezradni, żebrak wyciąga rękę i czeka na to, kto mu coś da, na to liczy, z tego żyje. Żebracy – ludzie bezradni, którzy schronienia szukają pod płaszczem Matki Bożej.

Rozbitkowie – ludzie znajdujący się w niebezpieczeństwie, oni nieustannie wysyłają nieustannie ten sam komunikat SOS. Kiedy widzą latarnię morską, cieszą się, że dopływają bezpiecznie do brzegu. Różaniec dla nich jest takim SOS wysyłanym do Matki Bożej w bardzo konkretnych sytuacjach życiowych.

Zakochani – tym się nigdy nie znudzi powtarzać sto, tysiąc i więcej razy dziennie: „Kocham Cię”. (…) I ci, którzy są zakochani w Panu Bogu, w Matce Bożej, nigdy się nie nudzą przy nieustannym powtarzaniu: Zdrowaś Maryjo, Pozdrawiam Cię, Maryjo, kocham Cię, Maryjo.

Dlatego Drodzy, Kochani Żebracy, Rozbitkowie i Zakochani,
Drodzy, Kochani Czytelnicy „Różańca”,
Droga, Kochana Rodzino Loretańska,

Zwracam się w ten sposób do Was, bo przecież Wy bez znużenia odmawiacie codziennie różaniec. Modlitwa ta Was nie nuży. Przeciwnie, jest ona dla Was wielką radością, pomocą w codziennym życiu i nie wyobrażacie sobie, by dzień minął bez wzięcia różańca do ręki. Wy, Kochani, bierzecie także do ręki kolejny numer naszego miesięcznika „Różaniec”, który ma już przecież 100 lat. Można by powiedzieć, że staruszek, a przecież wciąż taki młody. Chce nadążyć za współczesnym światem i chce być właśnie na dzisiejsze czasy.

Tajemnica sukcesu

„Różaniec to tajemnica sukcesu w 20 rozdziałach” – tak pisał w swoim dzienniczku duchowym Faustino Pérez-Manglano, który wyczerpany walką z chorobą umiera, mając 17 lat. Ten chłopiec, gdy miał 10 lat przyrzekł, że będzie do końca swojego życia codziennie odmawiał różaniec. Jego ostatnie zapiski były takie: „Odmówiłem różaniec podczas zabiegu radioterapii. Ostatni różaniec odmówiłem tuż po północy. (…) Bardzo bolało, nie mogłem już znieść tego bólu. Różaniec to tajemnica sukcesu w 20 rozdziałach”. (…)

Dzisiaj możemy zapytać o tajemnicę sukcesu współczesnego człowieka. Różne odpowiedzi możemy usłyszeć. „Miałem dzisiaj szczęście, dlatego mi się udało. Jestem człowiekiem sukcesu”, „Umiałem dobrze zainwestować pieniądze, dlatego dzisiaj nie brakuje mi tych pieniędzy”. „Tajemnica mojego sukcesu – praca, pracowitość, bo tak mnie w domu wychowali, by uczciwie pracować. I tym się sposobem dorobiłem, dłużej może niż inni – uczciwie, ale to jest tajemnica sukcesu mojego życia”. Mogą też być jednak inne odpowiedzi. „Trzeba kombinować, bo inaczej nic się w życiu nie osiągnie, trzeba mieć znajomości, trzeba rozpychać się w życiu łokciami, nie patrzeć na innych, tylko na siebie, bo inaczej nie ma mowy o żadnym sukcesie”.

Przypomnijmy sobie, Kochani, pochylonego, przygniecionego ciężarem odpowiedzialności za Kościół człowieka w białej sutannie. Nie miał on ani żadnej armii uzbrojonej i broni masowej zagłady. On miał różańce. Jak pamiętamy, ściskał go w ostatnich chwilach życia w swojej drżącej ręce. Przez długie lata swojego pontyfikatu rozdawał różaniec każdemu – i temu, kto wierzy, i ateistom, i głowom państw, i ubogim, i tam, gdzie groziły bratobójcze wojny, zawoził różaniec. U początku swego pontyfikatu Jan Paweł II powiedział: „Różaniec to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem”. To jest tajemnica sukcesu Papieża Polaka w 20 rozdziałach.

Ile razy jestem na Jasnej Górze, (…) patrzę na różańce, które ludzie zostawili jako wotum – na te przepiękne brylantowe i złote, które przywieźli monarchowie i możni władcy świata, które przywieźli, dziękując za zwycięstwa i wolność Ojczyzny. Przyznam jednak, Kochani, że ze wzruszeniem patrzę na te szare różańce, nie te błyszczące, ale szare, starte, z drewna, robione na pryczy w łagrach sowieckich, obozach dla internowanych. I myślę, że to jest tajemnica sukcesu w 20 rozdziałach – tajemnica sukcesu ludzi, którzy odmawiali różaniec gdzieś po cichu, po kryjomu, z nadzieją, że wrócą, że przeżyją ten trudny czas. Dziś, Kochani, usłyszymy o wirtualnym różańcu, odmawianym za pomocą internetu w kilkunastu językach. Dzisiaj, kiedy mamy takie możliwości, Papież Benedykt XVI łączy się z wiernymi z różnych zakątków świata i odmawia wspólnie te modlitwę różańcową.

„Różaniec” – oczekiwanym gościem. Dziękujemy!

I w tę „tajemnicę sukcesu w 20 rozdziałach” wpisuje się już od 100 lat miesięcznik „Różaniec”, który zaczął wydawać bł. ks. Ignacy Kłopotowski. A dziś to dzieło kontynuują siostry loretanki przy wsparciu wielu kapłanów, ludzi świeckich, którzy wspólnie tworzą „klimat” „Różańca”.

Przyznam się, Kochani, że znałem „Różaniec”, miałem go kilka razy w ręku, ale kiedy byłem wikariuszem w Lipsku, doświadczyłem, tej „tajemnicy sukcesu”. Ksiądz Dziekan bardzo troszczył się o Koła Żywego Różańca. Kiedy tylko przyszedł jako proboszcz, pierwsze, co zrobił, to zaprenumerował dla każdego Koła „Różaniec”. Na początku nie było wielkiego entuzjazmu. Po dwóch latach zelatorki same przychodziły do zakrystii i pytały: czy już jest nowy numer „Różańca”. Ten „Różaniec” krążył po domach, podawali go sobie do czytania. Na zmiance czytały fragmenty i ciekawsze artykuły. Pani Danusia – zelatorka czasem „zaginała” nas kapłanów pytaniami, bo ona od początku do końca czytała „Różaniec”.

Ludzie na nowo odkrywają to czasopismo. Trzeba to jasno i wyraźnie powiedzieć, ponieważ ludzie czują ogromną potrzebę formacji, chcą lepiej i głębiej się modlić, chcą więcej wiedzieć. W „Różańcu” odnajdują rozważania różańcowe, konferencje formacyjne, konspekt spotkań różańcowych. Wielu ceni sobie codzienne spotkanie z Biblią.

Ale „Różaniec” byłby bardzo „sztywny”, gdyby nie comiesięczna „dawka świeżego powietrza”: – czyli to, czym żyjemy na co dzień: sprawy rodziny, problemy moralne, aktualne wydarzenia w Kościele i Ojczyźnie. To jest przecież to, o czym rozmawiamy na co dzień między sobą w sklepie, na ulicy, w autobusie.

„Różaniec” to konkretna formacja intelektualna i duchowa. To nie „łapanie” czytelników na kolorowe obrazki i sensacyjne wiadomości. To formowanie, czyli umocnienie wszystkich, dla których modlitwa różańcowa jest „tajemnicą sukcesu w 20 rozdziałach” – tajemnicą sukcesu ich życia.

Drodzy, Kochani Żebracy, Rozbitkowie, Zakochani!
Drodzy, Kochani, Wierni Czytelnicy „Różańca”!
Dziękujemy Wam za Waszą obecność!
Dziękujemy za życzliwość, z którą spotykamy się z Waszej strony na co dzień (telefony, listy do redakcji). Dziękujemy za Waszą troskę o dzieło „Różańca” wyrażoną w pytaniach kierowanych do redakcji (oby ich było jeszcze więcej).

To niesamowite mieć poczucie, że jesteśmy potrzebni, że „Różaniec” jest oczekiwanym gościem w wielu katolickich domach i że jest on na dzisiejsze czasy.

Dlatego to dzisiejsze spotkanie jest też po to, by Wam to, Kochani powiedzieć, nie tylko przez pisane słowo,
ale patrząc Wam Kochani, prosto w oczy – powiedzieć: Dziękujemy Wam, że jesteście!

 

Rozmowa z s. Alojzą Hornowską CSL – animatorką Rodziny Matki Bożej Loretańskiej

Rodzina Loretańska to Boża Armia

– Co to jest Rodzina Matki Bożej Loretańskiej?
– Rodzina Matki Bożej Loretańskiej to wspólnota osób. Każdy z nas urodził się w rodzinie, ma rodzinę. Można pojęcie rodziny rozszerzyć i mówić o rodzinie parafialnej, zakonnej i wielkiej rodzinie ludzkiej. Przez chrzest włączeni zostaliśmy do Kościoła – Rodziny Bożej. Zatem powinno nam zależeć, aby dzieło Odkupienia, którego dokonał Pan Bóg w Jezusie Chrystusie, stało się udziałem wszystkich ludzi. Na pewno prawdy te najpełniej przeniknęły Najświętszą Maryję Pannę, która najgłębiej została włączona w nurt Odkupienia, stając się Współodkupicielką.

Maryja, objawiając się w różnych miejscach, szuka ludzi, którzy dobrowolnie zechcą ofiarować się Bogu, podejmą pokutę, modlitwę, przyjmą cierpienia – jako zadośćuczynienie za grzechy ludzkości oraz by wyprosić w ten sposób nawrócenie grzeszników. Maryja zapewnia przy tym, że łaska Boża będzie ich wspierała. Rodzina Loretańska to Boża Armia wspierająca Najświętszą Maryję Pannę w wypraszaniu łask dla ludzkości.

– Kiedy powstała Rodzina Matki Bożej Loretańskiej?
– Rodzina Loretańska powstała w 1999 r. Myśl zrodziła się w rocznicę śmierci – dziś już błogosławionego – ks. Ignacego Kłopotowskiego, 7 września tegoż roku.

– Kto może należeć do Rodziny Loretańskiej?
– Do Rodziny Loretańskiej może należeć każdy, kto chce być pomocnikiem Matki Bożej Loretańskiej i czuje się do tego powołanym.

– Co jest istotą Rodziny Loretańskiej?
– Istotą jest świadoma współpraca z Matką Bożą Loretańską, polegająca na składaniu ofiar duchowych.

– Co może być taką ofiarą duchową?
– Modlitwa, przystępowanie do sakramentów świętych, znoszenie cierpień fizycznych i przykrości moralnych, spełnianie obowiązków w duchu wiary, podejmowane uczynki miłosierdzia, walka ze swymi wadami i pokusami, dobrowolne drobne wyrzeczenia, umartwienia.

– Czy jest jakiś określony dla wszystkich sposób i rodzaj podejmowanych ofiar duchowych?
– Myślę, że tyle jest sposobów, ile ludzi należących do Rodziny Loretańskiej. Każdy na miarę możliwości zrozumienia angażuje się w to dzieło. Chyba można powiedzieć, że sposób włączenia się w Rodzinę Loretańską i trwanie w niej jest pewnym wskaźnikiem Bożej miłości, działania łaski w człowieku oraz odpowiedzi, jaką on daje, współpracując.

– Czy członkowie Rodziny Loretańskiej mogą przyjąć na siebie stałe zobowiązanie składania jakiejś ofiary duchowej?
– Oczywiście, że mogą, jeśli chcą i czują wewnętrzne przynaglenie łaski. Są zachęcani do codziennego aktu oddania Matce Bożej Loretańskiej. Mogą również podjąć inną codzienną modlitwę, np. różaniec, Litanię Loretańską lub Anioł Pański – modlitwę wyjątkowo loretańską. Zapewne ci, którzy do wyproszenia łask najbardziej się przyczynią – będą z nich również najobficiej korzystać. Matka Boża będzie ich miała w swojej szczególnej opiece, dając im wyjątkowe prawa do swego Serca.

– Jakie kręgi ludzi korzystają z łask, które wyprasza Rodzina Loretańska?
– Członkowie Rodziny Loretańskiej, oddając wszystko Maryi, zdają się całkowicie na Nią – ufają Jej, że Ona wie najlepiej, komu ma przyjść z pomocą. Chociaż – tak po ludzku patrząc – powierzają pielgrzymów przybywających do sanktuarium w Loretto, Zgromadzenie Sióstr Loretanek i dzieła, które ono prowadzi, diecezję warszawsko-praską, na terenie której leży Loretto, Kościół w Polsce i na świecie, Ojca Świętego, umiłowaną Ojczyznę i całą ludzkość, tak bardzo spragnioną miłości, sprawiedliwości i pokoju.

– Jak to się dzieje, że w tym dzisiejszym zlaicyzowanym świecie Maryja znajduje pomocników, których włącza w tak wielkie sprawy?
– Człowiek, który doświadczył Bożej Miłości, Serca Kochającej Matki – Maryi, staje się po prostu „małym apostołem” i prawdziwym świadkiem w swoim środowisku.

– Wspomniała Siostra, że członkowie Rodziny Loretańskiej modlą się m.in. za Zgromadzenie i dzieła, które Siostry podejmują. A co czyni Zgromadzenie dla członków Rodziny Loretańskiej?
– Siostry Loretanki wspierają współpracowników Matki Bożej, dając im udział w owocach swoich wspólnych modlitw oraz ofiarę Mszy świętej sprawowanej co miesiąc w intencji całej Rodziny Loretańskiej i poszczególnych jej członków – o błogosławieństwo Boże dla żyjących i zbawienie dla zmarłych.

– Tak już na koniec, proszę powiedzieć, co jest największym pragnieniem Siostry?
– Aby odwieczny plan Pana Boga, jaki On ma wobec każdego z nas, mógł być zrealizowany, również wobec Rodziny Loretańskiej.

Rozmawiała Małgorzata Stachera

 

Modlitwa do Matki Bożej nie pozostaje nigdy bez odpowiedzi

Mam na imię Henryka, jestem z parafii Matki Bożej Różańcowej z Warszawy. Poprzez przynależność do Rodziny Loretańskiej, przez wstawiennictwo bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego oraz Matki Bożej Loretańskiej otrzymuję bardzo wiele łask.

Do Rodziny Loretańskiej należę od 12 września 1999 r., a więc od naszej parafialnej pierwszej pielgrzymki do Loretto. Od tamtej pory przyjeżdżamy każdego roku we wrześniu na odpust i już drugi raz jesteśmy na pielgrzymce majowej. To, że udaje mi się organizować te pielgrzymki, to też zasługa Matki Bożej. Ona mnie do tego przynagla. Mam takie przekonanie, że mamy tu być. Ks. bp Kazimierz Romaniuk powiedział, że to jest nasza praska Częstochowa. I tak sobie pomyślałam, że jeździmy do Częstochowy ponad 200 km, a mamy tak blisko Loretto, które również może być narodowym sanktuarium.

Zapisałam się do Rodziny Loretańskiej, nie bardzo wiedząc, na czym ta przynależność będzie polegała, z czasem jednak zaczęłam coraz bardziej uczestniczyć w jej loretańskiej duchowości – by więcej i bardziej się modlić, by modlić się i składać ofiary także za innych, bo przecież też na tym polega duchowość Rodziny Loretańskiej. Staram się więc pamiętać o wszystkich członkach Rodziny, o całym Kościele, kapłanach, o najbliższych. Temu służą m.in. comiesięczne spotkania nocne adoracyjne w sanktuarium w Loretto. Długo nie mogłam znaleźć czasu na te spotkania. Matka Boża mi jednak tak organizuje czas, że mogę przyjechać. Te czuwania są naprawdę cudowne, trzeba tego koniecznie doświadczyć. Zachęcam wszystkich! Trzeba tu chociaż raz przyjechać. Moje zaangażowanie w Rodzinę Loretańską Maryja wynagradza mi stokrotnie. Cały czas doświadczam Jej bliskości.

Jakiś czas temu stwierdzono u mnie guza trzustki, potwierdzony był on wieloma badaniami. 29 listopada 2008 r. byłam na spotkaniu modlitewnym (miało ono miejsce na ul. Ogińskiego u sióstr loretanek), modliłam się gorąco w kaplicy do Matki Bożej Loretańskiej i bł. ks. Kłopotowskiego. Prosiłam Matkę Bożą, a także bł. ks. Ignacego, żeby – jeśli taka jest wola Boża – choć jeden krzyż ode mnie zabrał. I właśnie tam, na czuwaniu, poczułam, że coś we mnie pękło, poczułam stróżkę ciepła. To jednak było coś więcej niż tylko fizyczne doznanie. Było to poczucie bliskości Pana Boga. Wszelkie bóle przeminęły. Badania lekarskie wykazały, że nie ma żadnego śladu, by cokolwiek było na trzustce. Wszystkie narządy są czyste, zdrowe, trzustka również. Lekarz potwierdził, że to było cudowne uzdrowienie. Ja to właśnie przypisuję przynależności do Rodziny Loretańskiej. Nie tylko ja się modlę, ale modlimy się za siebie nawzajem wszyscy. Przekonałam się, że modlitwa do Matki Bożej nie pozostaje nigdy bez odpowiedzi, dlatego też zachęcam wszystkich, kto jeszcze nie należy, by się zapisał. Uczestnictwo to nie wymaga większych zobowiązań, a owoce z tego są naprawdę duże.

Henryka

Zawierzamy wszystko Matce Bożej

Mamy czworo dzieci, dwóch wnuków. Od początku byliśmy wierzący, ale dopiero gdy zaczęliśmy należeć do Rodziny Loretańskiej, nasza wiara – jeśli można tak powiedzieć – do nas dociera. Widzimy wyraźniej to piękno, jakie Pan Bóg wokół nas stworzył, i wszystko to, co jest w nas. Wszelkie nasze rodzinne radości, a zwłaszcza trudy zawierzamy Matce Bożej. Dużo również zawdzięczamy bł. ks. Ignacemu, z którym jesteśmy w bardzo zażyłych relacjach. Zwłaszcza w Loretto czujemy jego obecność. Nie potrzeba nam widzieć ks. Kłopotowskiego na fotografii, zdjęciu, po prostu wiemy, że jest przy nas. Wszystko mu mówimy – to, co jest w nas, w sercu. Przez to, że należymy do Rodziny Loretańskiej, kochamy też wszystkie siostry loretanki. One są takim widzialnym uobecnieniem ks. Ignacego i dlatego mamy kontakt również z nimi.

Trzy lata temu zmarła moja mama. Chorowała bardzo poważnie. Skumulowały się w niej wszystkie choroby – i cukrzyca, i serce… Było nam wtedy ciężko – czwórka dzieci, mama chora, tata po trzech zawałach. Pewien ksiądz opowiedział nam o Rodzinie Loretańskiej. Nie słyszeliśmy wcześniej o niej, a mieszkamy niedaleko od Loretto (36 km). Powiedział nam ten ksiądz o ks. Kłopotowskim, o jego chorobie, o wszystkim, co z Loretto związane. I tak powoli zaczęłam czytać i modlić się, i weszłam w relację z ks. Kłopotowskim, którego prosiłam o pomoc. Mama jeszcze w tym czasie miała mieć amputowaną nogę powyżej kolana ze względu na chorobę. Wszystko zawierzałam Matce. Doświadczałam też ogromnego wsparcia ze strony męża i dzieci. Choroba nie ustąpiła, lecz obeszło się bez amputacji nogi. Po paru dobach została wypisana ze szpitala. Miałam się wtedy zajmować mamą. I znów prosiłam ks. Kłopotowskiego o pomoc, bo przecież nie jestem ani lekarzem, ani pielęgniarką. Trudno mi było. Noga się mamie tak zagoiła, że zaczęła nawet chodzić. Jestem bardzo wdzięczna ks. Ignacemu. Mama zawsze się cieszyła, jak przyjeżdżałam do Loretto. Każdy nasz wyjazd – a dużo jeździmy – zawierzamy Maryi, ks. Ignacemu zaś szczególnie naszego tatę, który dzięki Bogu jeszcze żyje. Jest po udarze, leży, już nie chodzi. I cieszymy się zawsze, kiedy jesteśmy w Loretto. To nie jest jedyne świadectwo. Mamy ich znacznie więcej.

Inne zdarzenie, które pokazuje wstawiennictwo ks. Ignacego, związane jest z podróżą. Kiedy się bardzo spieszyłam, wsiadłam do samochodu, zostawiając dokumenty na masce pojazdu. I w ten sposób je zgubiłam. Wróciłam do domu, wszędzie szukałam, ale nigdzie nie było. A więc szybko na kolana i modlę się do ks. Kłopotowskiego: „Księże Ignacy, pomóż. Nie mogę funkcjonować bez tych dokumentów…”. Mąż wraca do domu i przywozi dokumenty. Pewien chłopak, po którym nie spodziewałabym się takiego gestu, taki, który w innej sytuacji nie oddałby dokumentów i portfela, znalazł je i przekazał mężowi. Nasza radość była wielka. Wiem, że ks. Kłopotowski mi pomógł. Bardzo mu ufam. A więc nie tylko pomaga, ale i przemienia. Trzeba go tylko prosić, on dużo może.

Wanda

W różańcu nasza siła

„Jeżeli w życiu (…) sobie nie radzimy (…), to zapytajmy siebie, ile w nas jest mocy Bożej, a w ilu przypadkach liczymy tylko na własne siły, przemyślenia, na własny spryt. Człowiek może bardzo wiele pod warunkiem, że jest napełniony mocami z wysoka. Wasza moc jest z Boga” – powiedział ks. bp Romuald Kamiński do zgromadzonych 22 maja 2010 r. w Loretto uczestników II Pielgrzymki Czytelników „Różańca” i Rodziny Loretańskiej. Jej hasłem przewodnim były słowa: „W różańcu nasza siła”.

Rok temu, gdy miała miejsce I Pielgrzymka, w Loretto padał deszcz… Tym razem – mimo równie pesymistycznych prognoz – była przepiękna pogoda. W kontekście ostatnich trudnych doświadczeń, które stały się udziałem naszego narodu, błękitne niebo i intensywnie święcące słońce – cieszyło i dodawało nadziei i sił. Niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii Polskę sparaliżowała ogromna powódź. Tysiące ludzi zostały pozbawione swych domów. To nasi Bracia i Siostry w Chrystusie, którzy teraz potrzebują dosłownie wszystkiego, zwłaszcza modlitwy. I właśnie w ten trudny czas wpisuje się tegoroczna pielgrzymka.

Tajemnica sukcesu w 20 rozdziałach

Wszystkich przybyłych do Loretto łączy miłość do różańca. Pani Agnieszka i pani Krystyna przyjechały z parafii Matki Bożej Różańcowej na warszawskim Bródnie. Należą one do Rodziny Loretańskiej, są również stałymi czytelniczkami „Różańca”. „Do Loretto zawsze przyjeżdżamy bardzo chętnie. Wszędzie tu czujemy obecność Matki Bożej” – powiedziała pani Krystyna. I wyraziła radość z nowej loretańskiej inicjatywy, jaką jest „Ekspress Loretto”. „Stwarza on szansę na częstsze przyjazdy do sanktuarium. Może w ten sposób więcej ludzi odwiedzi to miejsce” – dopowiedziała pani Agnieszka. Nie żegnając się z Paniami, lecz mówiąc: „Do zobaczenia za rok”, idziemy dalej. Tym razem spotykamy większą grupę. „Przyjechaliśmy z Raszyna. Jest nas 40 osób. Część z nas należy do Żywego Różańca, część do Rodziny Loretańskiej, ale wszyscy jesteśmy czytelnikami «Różańca»” – przedstawiają się nam. A pani Halina, zelatorka Żywego Różańca, dodaje: „To, co jest w piśmie, wystarcza nam. Cieszymy się, że od kilku miesięcy mamy do dyspozycji konspekty dla kół różańcowych. Bardzo nam to pomaga. Nie kupujemy innych gazet, a «Różaniec» zawsze”.

Jednym z punktów pielgrzymki było spotkanie czytelników z redaktorem naczelnym naszego miesięcznika, ks. Szymonem Muchą, który jest też autorem wspomnianych konspektów. Ks. Redaktor zwrócił się do zebranych w sposób niezwykle ciepły, aczkolwiek nieco niekonwencjonalny: „Kochani Żebracy, Rozbitkowie, Zakochani”. I zaraz wyjaśnił, że te określenia opisują ludzi, którzy „różaniec odmawiają bez znużenia”. „Żebracy – to ludzie bezradni (…), którzy schronienia szukają pod płaszczem Matki Bożej. Rozbitkowie – to ludzie (…) w niebezpieczeństwie. (…) Różaniec jest dla nich takim SOS wysyłanym do Matki Bożej. Zakochani – tym nigdy się nie znudzi powtarzanie: Kocham Cię. (…) Podobnie ci, którzy kochają Matkę Bożą, mówią Jej nieustannie: Zdrowaś Maryjo…”.

W swoim słowie ks. Szymon wielokrotnie przywoływał piękną myśl Faustino Pérez-Manglano Magro – hiszpańskiego chłopca, który w wieku zaledwie 17 lat powiedział: „Różaniec to tajemnica sukcesu w 20 rozdziałach”. Dowodem na autentyczność tych słów jest chociażby posługiwanie Ojca Świętego Jana Pawła II, który nigdy nie rozstawał się z różańcem. To była jego „tajemnica sukcesu w 20 rozdziałach”. Ks. Mucha wyraził przekonanie, że podobna postawa cechuje także czytelników „Różańca”. Podziękował im za to i wyraził nadzieję, że nasze pismo jest dla nich drogowskazem i pomocą.

Służyć aż po krzyż

Najważniejszym momentem pielgrzymki była Msza święta, koncelebrowana przez 15 kapłanów. Przewodniczył jej ks. bp Romuald Kamiński, który w wygłoszonej homilii ukazał na przykładzie Bogarodzicy istotę autentycznej służby – od zwiastowania aż po krzyż. „Maryja ma olbrzymie siły w sobie i to napełnienie mocami Boga sprawia, że Ona tego nie zatrzymuje dla siebie. Ona chce tę wielką moc, zdolność do czynienia dobra, uzewnętrznić” – oto zasadniczy wyróżnik postawy Maryi. Jej służba to nie tylko otwartość na wolę Bożą, uwidoczniona najpełniej podczas zwiastowania, lecz także całkowite zaufanie, które – jak zaznaczył Ksiądz Biskup – Panu Bogu najbardziej się podoba. Inną ważną cechą Niepokalanej jest umiejętność „dobrego zagospodarowania cierpienia”. „Jaka jest Matka Boża pod krzyżem? – kontynuował swoją refleksję. W pełni zjednoczona z cierpieniem Jezusa. Nie ma tam nic z paniki, narzekania, biadolenia”.

Na tle Maryjnej postawy niezwykle wymownie zabrzmiało rozważanie nad duchowym stanem współczesnego człowieka. Ksiądz Biskup wyraził duszpasterskie zatroskanie o ludzką duchową kondycję: „Z pewnym, nawet dużym, niepokojem patrzymy, jak od maleńkości modeluje się człowieka tak, (…) żeby miał świadomość, iż wszystko dzieje się wokół niego. On jest panem i władcą. (…) Chciałby wszystko gromadzić do siebie. Bardzo to jest tragiczne (…). Oczywiście, taki człowiek nie widzi, że wokół niego (…) są bliźni, że są potrzeby. Nie. Ta zaciśnięta pięść, ta obrona własnego ja, własnej sytuacji, własnego dobra sprawia, że ma on niewiele wspólnego z dzieckiem Bożym”. Jakże ta postawa jest daleka od Maryjnej gotowości służenia innym…

Zawierzenie Maryi

Majowa pielgrzymka do Loretto to również święto Rodziny Loretańskiej. Spotkanie jej członków poprowadziła animatorka, s. Alojza Hornowska CSL, wokół której zgromadziło się wiele osób pragnących podzielić się swoim doświadczeniem Boga w dotychczasowym życiu. „Nasza rodzina nieustannie dostępuje wielu łask od Matki Bożej. Była ona w najtrudniejszych momentach choroby mojej mamy, jest obecna we wszystkich naszych rodzinnych sytuacjach. Kochamy także bł. ks. Ignacego. To nasz patron od szczególnie trudnych kłopotów” – wyznała pani Wanda, matka czworga dzieci. Potwierdzeniem jej świadectwa była stojąca obok niej, uśmiechnięta, przytulona do siebie rodzina. Podobnych świadectw można było usłyszeć wiele.

Pielgrzymi mieli także okazję wysłuchać konferencji ks. Feliksa Folejewskiego SAC, asystenta kościelnego „Różańca” – niestrudzonego apostoła Bożego Miłosierdzia, która poprzedzała Koronkę do Bożego Miłosierdzia.

Pielgrzymkę zakończył wspólnie odmówiony różaniec i nabożeństwo majowe, które poprowadził dziekan dekanatu jadowskiego, ks. kan. Wiesław Marian Bocheński. Nie sposób nie wspomnieć o inicjatywach ubogacających spotkanie, czyli o wystawie ikon autorstwa Julity Jaśkiewicz-Macek oraz promocji jej książki Różaniec ikonami pisany, a także o spektaklu W poszukiwaniu światła w wykonaniu Teatru Loretańskiego. Nie lada atrakcją były również tańce ludowe w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca „Sanniki” oraz występ zespołu ewangelizacyjnego, którego opiekunem jest ks. Paweł Broński.

Drodzy Czytelnicy „Różańca” oraz Rodzino Loretańska, z serca dziękujemy Wam za przybycie do Loretto. Wasza obecność umacnia nas na drodze dalszego szerzenia modlitwy oraz treści różańcowych. Bądźmy w tym apostolstwie zjednoczeni przez miłość i modlitwę – w różańcu nasza siła!

Siostry Loretanki i Redakcja „Różańca”

 


Partnerzy medialni