Reportaż: III Pielgrzymka Czytelników „Różańca” (2011r.)

Zawierzyć Maryi na wzór bł. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego

Tegoroczne spotkanie Czytelników „Różańca”, Rodziny Loretańskiej i wszystkich, którzy modlą się na różańcu, odbyło się pod hasłem: Zawierzyć Maryi na wzór bł. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego.

Magdalena Pobikrowska

Wielu pielgrzymów (m.in. z Warszawy, Raszyna, Siedlec, Ostrołęki, Kutna, Bąkowa Górnego, Wołomina, Pułtuska, Stanisławowa, Chełma Lubelskiego i Płocka) przybyło 28 maja 2011 r. do Loretto. Pragnęli oni podziękować Matce Najświętszej za łaski otrzymywane w codziennym życiu, a także za dar wielkich i opatrznościowych Polaków: bł. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, oraz modlić się za ich wstawiennictwem. „Ja przede wszystkim przyjechałam podziękować Bogu za dar życia Księdza Prymasa, bo dziś jest 30. rocznica jego śmierci, za jego dziedzictwo, za jego nauczanie” – mówi Jadwiga z Siedlec. Dla Czytelników naszego miesięcznika spotkania w Loretto są wyjątkowym czasem radości i dziękczynienia Bogu za dar kół Żywego Różańca. „Przyjeżdżamy co roku. Ja sobie nie wyobrażam, żeby nie zorganizować pielgrzymki autokarowej i żeby nas tutaj nie było. Ja zawsze tylko dziękuję. Dziękuję Matuchnie za opiekę nade mną, nad moją rodziną, nad moimi kołami, nad moją wspólnotą, za prowadzenie” – mówi Ryszarda Kurek, czytelniczka i zelatorka z Wołomina.

Matka Stefania Korbuszewska, przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Loretanek, przywitała wszystkich zebranych i wyraziła nadzieję, że to spotkanie formacyjne będzie czasem uwielbienia Pana Boga za wszystkie łaski, a szczególnie za dar bł. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Wspólny śpiew Godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny pomógł nam wejść w atmosferę modlitwy i skupienia i przypomniał, że my również tak jak Maryja musimy oddać Bogu całe swoje życie.

Konferencja formacyjna wygłoszona przez ks. Feliksa Folejewskiego SAC, asystenta kościelnego „Różańca”, przybliżyła nam przyjaźń Papieża Polaka z Prymasem Tysiąclecia. „To była przyjaźń. Nie poklepywanie się po ramieniu. Oni spotkali się w wielkiej miłości do Boga, Kościoła i Ojczyzny” – wyjaśniał apostoł Miłosierdzia Bożego.

Modlitwa różańcowa oraz koncert orkiestry „Victoria”, podczas którego pieśni przeplatały się z anegdotami z życia dwóch wielkich Polaków, poprzedziły najważniejsze wydarzenie tego dnia. Starannie przygotowaną Liturgię Eucharystyczną z piękną oprawą muzyczną Jadwiga z Siedlec wspomina tak: „Urzeczona byłam Mszą świętą. Świątynia wspaniała, oprawa Mszy świętej też. Jestem bardzo szczęśliwa, że tu przyjechałam”. Mszy świętej przewodniczył ks. Krzysztof Lis SDB, kapelan sióstr loretanek w Loretto, a homilię wygłosił o. Stanisław Przepierski OP, który przypomniał nam, że Prymas Tysiąclecia wraz z Episkopatem Polski na Jasnej Górze oddali całą naszą Ojczyznę Maryi w niewolę miłości.

Na trzecim spotkaniu formacyjnym Rodziny Loretańskiej i Czytelników „Różańca” dało się już mocno odczuć klimat modlitwy, „a w ludziach widać było, jak z każdym kolejnym punktem programu rosła ich aktywność – wspomina s. Alojza Hornowska CSL. – Pielgrzymi nie pozostali obojętni na proponowane treści modlitewno-formacyjne. Odpowiadali, że to wielka uczta duchowa i że szukają różnych sposobów, gdzie mogą przeżyć nie tylko spotkanie na Mszy świętej, ale i uroczystość”. Redaktor naczelny „Różańca” ks. Szymon Mucha zdradził kulisy przygotowywania naszego miesięcznika. Po tej krótkiej prezentacji i słowie s. Alojzy o Rodzinie Loretańskiej odmówiliśmy Koronkę do Bożego Miłosierdzia i odśpiewaliśmy Litanię loretańską. Na zakończenie naszego spotkania siostry loretanki z Rembertowa zaprezentowały przedstawienie pt. Stefek – kard. Stefan Wyszyński, które dało wszystkim wiele radości.

Każdy może zawierzyć

Rodzina Loretańska to dzieło Matki Bożej. Jej członkowie oddają Maryi swoją modlitwę, pracę, cierpienia, małe ofiary, wyrzeczenia po to, by Ona mogła nimi rozporządzać. To też pewna forma współpracy z Matką Bożą, wspieranie Jej dzieł i wypraszanie łask dla ludzi potrzebujących. Modlimy się za pielgrzymów przybywających do sanktuarium w Loretto, za siostry loretanki, za cały Kościół w Polsce i na świecie, za papieża Benedykta XVI i za całą ludzkość.

Należeć do Rodziny może każdy, kto chce iść drogą zawierzenia Maryi. To jest droga Maryjna – bardzo bezpieczna i prosta, polegająca na zgadzaniu się na to, co Pan Bóg zamierzył w naszym życiu. Rodzina nie angażuje zbytnio i nie stawia szczególnych wymagań. Być jej członkiem to żyć normalnie i oddawać Maryi to, co się dzieje w moim życiu. Do Rodziny Loretańskiej należą osoby samotne, rodziny, małżeństwa, a także kapłani i siostry zakonne z różnych zgromadzeń.

Zgromadzenie Sióstr Loretanek wspiera członków Rodziny Loretańskiej m.in. przez comiesięczną Mszę świętą w ich intencji i spotkania formacyjne. Jest to ogromna pomoc dla każdego człowieka, a szczególnie samotnego – może on poczuć, że żyje w rodzinie, której członkowie wzajemnie się za siebie modlą.

s. Alojza Hornowska CSL, animatorka Rodziny Loretańskiej Informacje i zapisy pod numerem tel.: (29) 741 17 37.

HOMILIA O. STANISŁAWA PRZEPIERSKIEGO OP

Ufam Tobie, Matko!

Przybądź, Duchu Święty, i rozpal nasze umysły oraz serca mocą swojej miłości i prawdy. Amen. Mówić o Maryi bez Ducha Świętego to szaleństwo! I dlatego każde wezwanie Jej osoby powinno być poprzedzone słowami: Ty, który zaślubiłeś Maryję, wypełniłeś Ją po brzegi łaską, Ty, który jesteś Dawcą Życia, Ty, który jesteś Uświęcicielem, daj mi godnie wielbić Niepokalaną, daj mi wielbić tę Niewiastę, która pokonała głowę węża, która jako jedyna jest niezwyciężona przez grzech, która jako jedyna jest Najjaśniejszym Światłem Bożego Miłosierdzia. To Ty w Niej, Duchu Boga, ukształtowałeś Najświętsze Ciało naszego Zbawiciela, Żertwę Eucharystii, która Krwią Najświętszą obmyła każdego człowieka ze wszystkich grzechów. Duchu Pana, naucz nas właściwie podchodzić do osoby Maryi, która jest po Chrystusie największym darem Boga-Ojca dla świata.

Moi Drodzy, kiedy siedzimy tu, w tych lasach, w Loretto, w domu Matki i słyszymy śpiew ptaków, to trzeba sobie uzmysłowić tę prawdę, że gdybyśmy zebrali wszystkie najpiękniejsze ich tonacje, to są one niczym w stosunku do tego uwielbienia, jakie Bóg odbiera z serca, z umysłu oraz z duszy i ciała Niepokalanej. W roku św. Maksymiliana, w roku beatyfikacji Jana Pawła II, w rocznicę beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki, który tutaj przybywał, żeby odpocząć i dojrzewał do złożenia ofiary właśnie po różańcu w Bydgoszczy w parafii Pięciu Świętych Polskich Braci Męczenników, w roku, w którym obchodzimy 30. rocznicę śmierci wielkiego Prymasa, 440 lat po zwycięstwie różańcowym pod Lepanto, trzeba sobie powiedzieć: Maryjo, naucz nas, jak przyjąć Słowo Boga, jak przyjąć Życie Boga? Nie chcemy żyć tylko biologią! Chcemy żyć Duchem Boga! Chcemy! Fiat! Niech się tak stanie! Ożyw nas, naszą Ojczyznę oddaną Tobie jako szczególne narzędzie ku odzyskaniu wolności Kościoła w Polsce i świecie. Odnów nas i zachowaj, żebyśmy się nie sprzeniewierzyli tym ślubom!

Czterdzieści pięć lat temu wielki Prymas, wraz z Episkopatem Polski na Jasnej Górze, oddawał nas w tysięczną rocznicę chrztu w niewolę miłości, w całkowitą niewolę miłości, żebyś dopełniła planów Bożych w naszej Ojczyźnie i świecie. U kogo możemy znaleźć większą obronę, jak nie u Ciebie, Matko Chrystusa? Dlaczego my, którzy tutaj przyjeżdżamy z różnych części Polski, czytelnicy “Różańca”, członkowie grup Żywego Różańca, dlaczego gromadzimy się właśnie w Domu Matki? W tym bowiem Domu rozważała Ona słowa. Jego ściany – soczyste życiem Boga – przesycone są tą kontemplacją prawdy Bożej i chcielibyśmy, żeby i nasze domy, z których przyszliśmy, niekiedy z bólem serca, z rodzinnymi problemami, z tym wszystkim, co nas dziś upokarza, gdy nas pozbawia nadziei, żeby i w naszych domach i w tym domu ojczystym wszystko było syte, soczyste Bożym Duchem. Kiedy świat próbuje budować na różnych fundamentach, wcale nie stabilnych, my chcemy zbudować na skale, a tą skałą jest Chrystus i Jego Kościół. Tak jak Prymas Tysiąclecia, jak Jan Paweł II chcemy chwycić się tej

 

Matki, której chwycił się Jezus. Chcemy naśladować Chrystusa w Jego miłości do Maryi i chcemy naśladować Maryję w miłości do Chrystusa. I chcemy Jej Sercem, tym najbardziej chłonnym Sercem, przyjmować Jego Mądrość i wcielać ją w życie. Biada nam, gdybyśmy byli tymi próżnymi słuchaczami, którzy marnują skarb Bożej Mądrości.

To Wcielone Słowo Boga przychodzi do nas na rękach Maryi i nie dziwmy się, że najwięksi mocarze Ducha zaczynali swoją drogę od więzi z Nią, ponieważ ich celem było naśladowanie Chrystusa. To Bóg dał Ją światu jako Perłę, pierwszą Odkupioną, pierwszą Wniebowziętą z duszą i ciałem. To Ona jest dla nas Mistrzynią tego, jak patrzeć na Jezusa, jak nie uronić choćby nawet jednego słowa z Jego nauczania, jak za Nim podążać, żeby w Niego nie zwątpić i żeby nie opuścić Golgoty, która może się zdarzyć i zdarzy się w życiu każdego człowieka. Uczeń nie może być ponad Mistrzem! I nasza Ojczyzna też musi tę próbę Golgoty właściwie przeżyć i jej sprostać. Nasza Ojczyzna, powierzona Maryi w intencji wolności Kościoła w Polsce i świecie, jest znienawidzona przez demona. Szatan nigdy nie wybaczy takiemu krajowi tego, że oddał się cały Maryi, tej Niewieście, która jest jego największym wrogiem, tej Niewieście, która depcze jego głowę. I próbuje siać zamęt, kłócić, podważać fundamenty wiary, wypłukiwać z ludzkich serc nadzieję oraz chrześcijańskie sensy życia. To jest to, czemu musimy sprostać, to jest nasza Golgota. Kiedy wielu z naszych bliskich odchodzi od Jezusa, kiedy wielu z naszych bliskich, pomimo tylu różnych wskazówek, modlitw, gdzieś gubi się w poczuciu, że ten świat ma ciekawszą ofertę niż to, co przedstawia Jezus. – do kogo mamy pójść, jak nie do Tej, która pod krzyżem stała jako najbardziej stabilna, niepokonana, Stabat Mater? W Niej cała moc Ducha! Nikt z ludzi nie ma takiej mocy jak Ona! Dojrzewała do tej roli, przyglądała się Jezusowi w Słowie. Zanim jeszcze został poczęty pod Jej sercem przez Ducha Świętego, za Jej zgodą, wsłuchiwała się w słowa: “Słuchaj Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Panem Jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które Ja ci dziś nakazuję”. Ona posłuchała, pochylając się nad tym słowem. I wreszcie to Słowo, które wychowywało tyle pokoleń wiernego Ludu, tej Reszty wiernej Bogu, to Słowo w Niej zaślubiło naszą ludzką naturę – z jakim programem, z jakim spojrzeniem! – abyśmy dali się poprowadzić do celu. Nie lękaj się, Miriam, nie lękaj się! I w tych słowach, kiedy bierzesz do ręki różaniec zbudowany na fundamencie Wcielenia, kiedy Słowo staje się Ciałem, staje się moim bratem, moim sługą, zaślubia moje ciało, moją naturę, moją duszę, aby mi towarzyszyć jako Emmanuel we wszystkim, co przeżywam.

Ten Syn Boga, całkowicie ufając Maryi, staje się przewodnikiem Jej Serca. Ona umie dać się poprowadzić. I od momentu tego zwiastowania, kiedy mówi fiat, przygląda się temu rozwijającemu się pod Jej sercem Mesjaszowi. Jak żywa jest podobizna Jezusa w sercu Maryi! Żaden malarz, żaden ikonopisarz nie jest w stanie tak wiernie oddać wizerunku Jezusa, jak Jej Niepokalane Serce. Ta treść Jezusowego oblicza, Jego miłość, Jego piękno, Jego niezwyciężoność w tym Sercu jest ciągle żywa. I stąd świat potrzebuje Serca Maryi jako największego skarbca, jako największej skarbnicy Chrystusa.

W Litanii loretańskiej śpiewamy, od dzieciństwa ucząc się w naszej Ojczyźnie: “Arko Przymierza, módl się za nami”. Słowo Boga zamieszkaj w nas, stań się ciałem, też nie chcę się bać, też w tej walce duchowej chcę być pełen łaski. To Ty, Boże, dajesz nam ten program. Nie lękaj się! – to nie są tylko słowa do Maryi. W tych słowach jest cała miłość do każdego z nas. Ona pierwsza to słyszy i się tym dzieli, biegnie do Elżbiety. Czym? Nie bój się! I przynosi Ducha Bożego, bo za Nią idzie zawsze Duch Życia, Duch Wyzwolenia, Duch Męstwa, Prawdy i Miłości. I w tę rodzinę Elżbiety i niemego Zahariasza wnosi to Światło, i będzie Je pokazywać przez trzy miesiące pobytu w Ain Karem. Ile musiało być przepi

 

ęknych wieczorów, kiedy Maryja z Elżbietą siadały i rozmawiały ze sobą! Zachariasz był niemy. Za oknem chodzili rzymscy żołnierze, panowie ówczesnego świata. A tu, w zaułku domu Elżbiety, Ona, Służebnica Słowa i Służebnica człowieka, przygotowywała małego proroka Jana do tego, żeby kiedyś, za 30 lat, nad Jordanem, w miejscu, gdzie Mojżeszowi nie udało się przeprowadzić Izraela do Ziemi Obiecanej, ponieważ nie sprostał wezwaniu Bożemu, chrzcił i mówił: Oto Baranek, oto Ten, który nas ma przeprowadzić, ale zarazem złożyć ofiarę za nas. Jego Krwią będziemy ocaleni od Anioła Śmierci. Czy mógł Jan mieć lepsze środowisko dojrzewania do tej misji? Jeśli chcesz rzeczywiście dojrzeć do Ziemi Obiecanej, do nieba, zaproś Maryję, a Ona ci przyniesie Ducha Wyzwolenia, Ducha Uświęciciela, Ducha Radości i Pokoju. Ona chce to uczynić na mocy posłuszeństwa. Ona jest Tą, która w Sercu zachowywała wszystko. Czy Jezus mógł oprzeć swój młodzieńczy, dziecięcy wzrok bardziej na innej ludzkiej twarzy, niż na twarzy Maryi? Zapragnął przytulić się do tej Niewiasty? Bóg okazał swoją miłość miłosierną w tak skromny, prosty sposób. Przytulił się do człowieka. Ja chcę być z Tobą w takiej zażyłości. Ja pragnę Twojego serca, ja chcę się wtulić w Twoje serce, ja chcę się nawet nakarmić Twoim pokarmem. I tu jest cała tajemnica obecności Emmanuela pod Sercem Maryi, w domu ludzkim, w rodzinie ludzkiej – żeby tę rodzinę nasycić i odbudować miłością.

Moi Drodzy, my musimy sobie zdać sprawę na mocy słowa, które powiedział Jan Paweł II, że dzisiaj w świecie są dwa priorytety, pisał o tym w Liście o różańcu, najważniejsze dwie działalności: uratować rodzinę ludzką, aby jej nie wypaczyć, aby była rzeczywistym miejscem rozwoju prawdziwych członków mistycznego ciała Chrystusa i druga rzecz – pokój. Ten pokój Boży, który nie jest wynikiem tylko traktatów ludzkich – tych wszystkich debat, które teraz w Warszawie się toczą[1], zresztą nie wiadomo o czym, nie mamy w to wglądu. A Jezus przed nami otwiera całą prawdę swojego Serca, Emmanuel, Książę Pokoju, Król królów, Pan panów, jest w zasięgu naszej ręki, w zasięgu naszego serca. Na każde drgnienie serca gotowy przyjść, tak jak powiedział Faustynie: Wsłuchuję się w rytm serca ludzkiego: kiedy zabije dla mnie? A kiedy tylko człowiek poprosi, przychodzę do niego i chcę z nim być[2]. Zresztą w Ewangelii to sam Jezus powiedział, że przyjdzie do ludzkiego serca z Ojcem i będą wieczerzać.[3] To serce ludzkie ma być domem Boga. To rodzina Trójcy Świętej chce zamieszkać w nas. Naucz nas tego, Maryjo, jak kochać Boga-Ojca i się Go nie bać, jak przyjmować Jego Miłosierdzie, jak Go nie wypaczyć, żeby ten Bóg nie był odrażający, przerażający czy zlekceważony, jakby Go nie było. Naucz nas kochać Ojca, który Tobie zaufał i dał Ci swojego Syna. Synu Boga, który związałeś nas przez pępowinę i przez miłość z Maryją, naucz nas tej więzi przez różaniec, żebyśmy umieli czerpać, ziarenko po ziarenku, Krew Życia, Najświętszą Krew Zbawiciela, żebyśmy jej nie zmarnowali, żeby ta kroplówka nadprzyrodzonego życia, którą bierzemy do ręki kropla po kropli, ożywiła nas, ocaliła, żebyśmy wypełnili testament Chrystusa: “Oto Matka twoja”.

Zwiastowanie jest zarazem zaproszeniem do nieba. Pełnia łaski to jest ten program, który Bóg roztacza przed człowiekiem i tę pełnię osiągniemy dopiero wówczas, gdy znajdziemy się w niebie. Ale na to niebo trzeba zasłużyć, trzeba do niego się dobijać. Gwałtownicy osiągną Królestwo Niebieskie.[4] Trzeba kołatać! Trzeba iść za Barankiem! Kropla po kropli, czerpiąc z Jego Najświętszej Krwi! Maryjo, nie pozwól nam zmarnować Jego Krwi. Jan Paweł II w Liście o różańcu mówi, że Maryja przeżyła swoje drugie zwiastowanie. Ja już kiedyś o tym wspominałem, ale nie wszyscy obecni tutaj uczestnicy to słyszeli – ten przepiękny obraz, jaki Jan Paweł II przytacza w Liście o różańcu.

Pierwszym zwiastowaniem Maryja zostaje wprowadzona w macierzyństwo Boże. Bóg, nie chcąc Jej porazić swoją w

 

ielkością, posyła Archanioła, który, zwiastując, staje się pośrednikiem. Nie próbując także Jej zmusić i podporządkować sobie, daje Jej wolną wolę oraz wybór. Oczekuje na Jej fiat.

Drugie zwiastowanie Maryja przeżywa na Golgocie, kiedy Jej Synowi pękają ścięgna, kiedy ma nieprawdopodobne przykórcze ciała, całego korpusu oraz mięśni, kiedy dręczą go majaki z powodu wykrwawienia i niedotlenienia umysłu, bo tak Ona czuje, stojąc przed Krzyżem. Przy najmniejszym ruchu potworny ból kości ocierających się o gwoździe. Przy najmniejszym, milimetrowym, przepełniony błaganiem o miłosierdzie Pan, ostatkiem sił mówi do swojej Matki Najwytrwalszej stojącej obok Jana, nie mogącej Mu nawet podać kubka z wodą: Niewiasto, to są Twoje dzieci! Ci, którzy Mnie teraz krzyżują i zabijają, to są Twoje dzieci! Przyjmij je! I to już bez Archanioła, Druga Osoba Boska, Jezus, sam we własnej osobie mówi do Matki: Bądź Matką tych dzieci. Bądź Matką tych grzesznych, słabych ludzi. Pomóż im poznać tajemnicę mojego Serca, głębię mojej miłości. Ufam Tobie, Niewiasto! Ufam Tobie, Matko! Teraz nadeszła moja Godzina! Ufam Tobie! Kiedyś Ja Ciebie wysłuchałem w Kanie Galilejskiej, a teraz Ty Mnie wysłuchaj! Proszę Cię za moimi dziećmi, weź je za swoich synów i swoje córki. To jest testament Serca Jezusa. I bylibyśmy szaleńcami, gdybyśmy Jej nie przyjęli do naszych domów jak Jan.

To jest ta tajemnica dobrych uczniów. To jest ta tajemnica Jana Pawła II, Prymasa Wyszyńskiego, Jerzego i tylu świętych, takich jak Maksymilian czy Ludwik Maria Grignion de Montfort. Wystarczy tak niewiele! Wystarczy poprosić: pomóż mi! Pomóż mi pójść za Tobą, Miriam, wstąpić do Twojej szkoły i patrzeć na Jezusa Twoimi oczyma. Wybacz, że niekiedy te moje Zdowaśki są takie drętwe, ale to jest wyraz mojego pragnienia, chcę iść krok po kroku, za Tobą! Chcę dojść do domu Ojca, tak jak oni doszli. Przyjmij te moje Zdrowaśki, przyjmij to moje uwielbienie imienia Jezus i wstawiaj się o miłosierdzie dla nas teraz i w godzinę śmierci naszej. Daj nam siły, abyśmy wytrwali! Niech to miłosierdzie Boże odpocznie w ludzkich sercach i wszystkich narodach. Jakie to wspaniałe: tak prostym sposobem, sznurem różańcowym, zdobyć niebo dla siebie i dla innych! Wystarczy tak niewiele, wystarczy tylko systematyczność, jak systematyczna potrafi być kropla po kropli – ta kroplówka życia. To jest potrzebne nam i światu! Maryja o to prosi.

Moi Drodzy, w polskim Gietrzwałdzie, w czasie zaborów, kiedy kasata zakonów przetrzebiła klasztory i kościoły, a zaborcy pluli nam w twarz, śmiejąc się z nas, każdy z nich na swój sposób, Matka Boża mówi do dzieci, które przez kapłanów pouczone pytają: Czy księża wrócą do parafii, czy kościoły i klasztory będą na nowo zaludnione? Maryja mówi: Tak, tylko odmawiajcie różaniec. – Czy Polska odzyska niepodległość? Tak, tylko odmawiajcie różaniec. Czym zatem jest ta modlitwa, skoro ma taką moc? Tylko odmawiajcie różaniec i wytrwajcie w tym. Nie dajcie sobie wmówić, że to jest modlitwa jakichś fanatyków, ludzi ograniczonych! Od razu popatrzcie na zadumanego Jana Pawła z różańcowym węzłem w ręku czy Prymasa Wyszyńskiego. Dzisiaj, tu w Loretto, pozwólcie, że w imieniu Maryi powiem Wam: Nie lękajcie się! Ja też się kiedyś wystraszyłam. Ja też kiedyś zadrżałam przed słowem Bożym, przed planem Boga. Nie bójcie się, On Wam pomoże! Mój Syn Wam pomoże, a Ja Was do Niego zaprowadzę. Nie lękajcie się! Jesteście błogosławieni, jesteście błogosławionym narodem! Jesteście tymi, którzy mają ukazać światu Boże miłosierdzie, jak Ja ukazałam Chrystusa. Zaufajcie Mi, a nie dostąpicie wstydu.

I pozwolę sobie na koniec zaśpiewać, co nie powinno zostać poczytane za popisywanie się, ale za modlitwę. To mo

 

dlitwa Cypriana Kamila Norwida, który na emigracji, jak żebrak, pisał o Polsce, o znaku krzyża, o chlebie, którego podnoszą z ziemi z szacunkiem, całując jako dar na mocy tego, że ma on związek z Eucharystią, a nie samym spożywaniem, czyli z konsumpcją! Oni, którzy modlili się za naszą Ojczyznę, Ich przywołam: (śpiew)

Maryjo, Pani Aniołów! – u Ciebie,
O Twej Korony prosim zmartwychwstanie –
A niech się wola Syna Twego stanie

Na z i e m i – n a s z e j, jako jest i w niebie.

I niechaj wielkie będzie zmiłowanie

Od g ó r y – j a s n e j ku b i e g u n o m – n o c y:
Bo rozpatrujem się na krzyżowanie

I E l o j – l a m m a!… – wołamy – pomocy!

I niechaj wielkie będzie zmiłowanie

Od G ó r y – J a s n e j ku b i e g u n o m – n o c y:
Bo rozpatrujem się na krzyżowanie

I E l o j – l a m m a!… – wołamy – pomocy!

[1] W dniu, w którym kaznodzieja wygłaszał kazanie, przebywał w Warszawie prezydent USA Barack Obama oraz odbywał się zjazd prezydentów Europy Środkowej.
[2] Por. św. Faustyna, Dzienniczek, pkt 1578, pkt 1728.
[3] Por. J 14, 23; Ap 3, 20.
[4] Por. Mt 11, 12.

Słowo Redaktora naczelnego “Różańca”, ks. Szymona Muchy do Czytelników; Loretto, 28 maja 2011 r.

Bądźmy apostołami

Na początku chciałem przywołać dwa obrazy:

Pierwszy: dom Krzysia i Ani. Kiedy pracowałem w pierwszej parafii, uczyłem ich lekcji religii. Dzisiaj są rodzicami dwóch synów, z których jeden – Jasio – już od sześciu lat walczy z chorobą nowotworową. Obecnie lekarze, po użyciu wszelkich środków, nie widzą żadnych szans, żeby to dziecko mogło wyzdrowieć. Pewnego dnia przyszedłem do Krzysia, który interesuje się komputerami, ponieważ coś złego zaczęło się dziać z moim urządzeniem. Wieczorem naprawialiśmy je z Krzysiem, a właściwie to on naprawiał, a ja patrzyłem, jak to robi. I w pewnym momencie usłyszałem, jak nieśmiało mówi: Proszę księdza! Codziennie wieczorem modlimy się. Czy nie będzie to księdzu przeszkadzało, bo babcia przychodzi i tak wspólnie się modlimy? Mówię: Krzysiu, jak może mi to przeszkadzać? To przecież moja radość kapłańska, że mogę dzisiaj razem z wami się tutaj modlić. I rzeczywiście uczestniczyłem w tym wydarzeniu. Jasio leżał w łóżku, Krzysiek jako ojciec, głowa domu, porozdawał nam wszystkim różańce, a mają ich w domu sporo. Babcia przyszła, ponieważ zawsze przychodzi specjalnie w tym celu, aby się modlić razem z nimi. Młodszy Piotruś już zasypiał, ale udało mu się jeszcze przetrzymać. No i w tym momencie zawsze następuje najpierw taka licytacja, ile w danym dniu odmówią dziesiątek: jedną, dwie, trzy? Wszystko zależy od tego, jak Jasio czuje się na siłach. Jasio powiedział: to dzisiaj dwie zmówimy. I poprowadził modlitwę. Wszyscy razem mogliśmy się modlić, najpierw pacierz, a później te dwie dziesiątki różańca. Musiałem trochę ukryć swoje łzy, które miałem w oczach, bo to było dla mnie niesamowite. Teraz już wiedziałem, skąd oni czerpią tyle siły. Mają świadomość, że to dziecko umiera, a oni są z nim do końca. Do końca, jak długo Pan Bóg da, pragną się jakoś z tym pogodzić. To jeden obraz takiej siły modlitwy różańcowej.

Drugi obraz to mój dom rodzinny: moi rodzice są ze sobą już 55 lat. Zawsze jakoś tak patrzę na te dwa siwiuteńkie już gołąbeczki. Kiedy wieczorem nieraz do nich przyjadę, to widzę, jak przy Radiu Maryja z różańcami modlą się razem na głos, tak że nie wypadałoby – nawet nie umiałbym inaczej – nie usiąść razem z nimi i nie pomodlić się.

Dlaczego przywołuję te obrazy? Należy powrócić do modlitwy w rodzinie i do modlitwy za rodzinę, wykorzystując tę formę pacierza. Bł. Jan Paweł II pisał w Liście o różańcu: “Rodzina, która modli się zjednoczona, zjednoczona pozostaje. Różaniec święty zgodnie z dawną tradycją jest modlitwą, która szczególnie sprzyja gromadzeniu się rodziny”. Nie dziwi więc fakt, że, rozumiejąc to, bł. ojciec Ignacy Kłopotowski, chciał stworzyć taką rodzinę zjednoczoną na modlitwie poprzez – najpierw nazywało się to “Kółko Różańcowe”, a potem, po tej przerwie, kiedy nie można było go wydawać, zaczęło wychodzić już pod nazwą “Różaniec”.

Jesteśmy bowiem, Kochani Czytelnicy “Różańca”, Droga Rodzino Loretańska, rodziną zjednoczoną właśnie dzięki modlitwie. Jeżeli bierzemy do ręki czasopismo “Różaniec”, to znajdujemy tam rozważania różańcowe oraz pomoc niezbędną do formacji różańcowej, a więc to również stanowi powód do dziękczynienia. Chociaż sama Redakcja składa się z zaledwie kilku osób: sióstr loretanek, pań świeckich, ks. Feliksa Folejewskiego, który jest asystentem kościelnym, i mnie, stojącego tutaj i zwracającego się do Was. Za każdym razem jednak, gdy na spotkaniu redakcyjnym siadamy do kolejnego numeru, myślimy o Was. I nieraz spieramy się, jak ten czy inny temat przedstawić i ukazać tak wielkiej i rozmodlonej rodzinie czytelników “Różańca”. Otrzymujemy od Was różne sygnały, listy, propozycje i niejednokrotnie pytania, za które serdecznie dziękujemy. W tym roku temat podsunęła nam Społeczna Krucjata Miłości Prymasa Wyszyńskiego, a także rok duszpasterski W komunii z Bogiem. Ponieważ komunia ta dokonuje się poprzez sakramenty, więc kolejne numery “Różańca” poświęcone będą dalszym rozważaniom i pogłębieniu naszej wiedzy o nich, między innymi w tym celu, żeby je bardziej świadomie przyjmować. Do tematów tego roku różańcowego należy także ukazywanie różnych postaci mniej znanych świętych.

Zauważyliśmy na pewno, że konspekt spotkań różańcowych poszerzył się o rozważanie Papieskich Intencji Apostolstwa Modlitwy. Nie tylko podajemy te papieskie intencje – ogólną i misyjną – ale, współpracując z Papieskimi Dziełami Misyjnymi, ks. Bogdan Michalski pisze krótkie komentarze do Intencji, byśmy bardziej je rozumieli, modląc się na różańcu. I to też jest ta piękna współpraca, dlatego że różaniec ma korzenie misyjne. Sługa Boża Paulina Jaricot najpierw założyła właśnie to, z czego później powstały Papieskie Dzieła Misyjne, a potem dopiero ukonstytuował się Żywy Różaniec. Zauważmy też, że okładka “Różańca” służy w tym roku pokazaniu różnych miejsc, w których Matka Boża otrzymuje uwielbienie i dokąd ludzie pielgrzymują, pragnąc zapoznać się ze zbiorami znanych obrazów czy figur przedstawiających Maryję. Chcemy również pokazać, że to nie tylko te znane sanktuaria – jak Częstochowa, Jasna Góra, Licheń czy jeszcze inne powszechnie znane – ale praktycznie cała Polska jest usłana miejscami, w których czci się i wielbi Maryję.

Mam nadzieję, że do gustu przypadną Wam krzyżówki oraz odrobina humoru, a świadczy o tym to, że rozwiązujecie je i przysyłacie odpowiedzi. To też stanowi jakąś formę kontaktu z Wami. Tak jak i w rodzinie są młodzi i starsi, pokolenie dziadków i rodziców, młodzieży i dzieci, tak i w tym przypadku staramy się, żeby te treści były dla wszystkich, nie tylko dla jakiegoś jednego przedziału wiekowego. W tym roku zaprosiliśmy wszystkich tych, którzy należą do Żywego Różańca, do odprawienia pięciu sobót miesiąca, które chcielibyśmy przedłużyć w nowennę aż do stycznia, kiedy będziemy wspominać 150. rocznicę śmierci sługi Bożej Pauliny Jaricot.

Ogromną radość sprawia nam ożywianie tego dzieła Żywego Różańca w różnych diecezjach, o czym świadczą dwa spotkania wszystkich tych księży, którzy się nim zajmują. Niektórzy, dzięki właściwie miesięcznikowi “Różaniec” i siostrom loretankom, dostali taką nominację, kiedy ksiądz biskup dowiedział się, że siostry zapraszają diecezjalnego moderatora Rodziny Różańcowej. Te spotkania pokazały właśnie, że potrzebujemy takiego zjednoczenia oraz centrum ogólnopolskiego czy rady różańcowej i te nasze spotkania zmierzają w tym kierunku, żeby takie centrum stworzyć. Jesteśmy tutaj z kilku, kilkunastu parafii, ale przecież Żywy Różaniec, czytelnicy “Różańca”, są w całej Polsce, dlatego chcemy dotrzeć do tych, którzy są na tej modlitwie zjednoczeni.

Kochani! Pragnę podziękować Wam za to, że jesteście i za to, że każdego miesiąca bierzecie do ręki “Różaniec”, i że jest on dla Was oparciem duchowym oraz umocnieniem każdego dnia. Trwajmy więc zjednoczeni na tej modlitwie. Dzisiaj nie jest nas aż tak dużo, jeśli chodzi o Redakcję, ale chcę też złożyć moje wyrazy wdzięczności wszystkim, którzy tworzą każdego miesiąca ten miesięcznik, przede wszystkim siostrom, które wydają go i dzięki którym dociera on do każdej parafii. Bądźmy też, Kochani, apostołami, bo istnieją parafie, gdzie jeszcze nikt nie słyszał o czasopiśmie “Różaniec”, może nawet ktoś gdzieś słyszał, ale nie prenumeruje go i nie czyta. Ostatnio też miałem okazję rozmawiać z kapelanem więzienia, który powiedział, że znalazł kilku więźniów, którzy codziennie odmawiają różaniec. Przyjechał do mnie i pyta: jak założyć kółko różańcowe wśród więźniów? Ja mówię: Ty poważnie mówisz czy żartujesz? Odrzekł, że mówi poważnie, bo znalazł kilku chętnych. Zaproponowałem mu, żeby stworzyć Żywy Różaniec. Chce znaleźć dwudziestu mężczyzn – dwudziestu więźniów – którzy by codziennie włączyli się w tę modlitwę.

Bogu niech będą dzięki, że “Różaniec” dociera nie tylko do parafii, ale także i do takich miejsc odosobnienia jak więzienia, gdzie ludzie odbywają karę za swoje – takie czy inne – czyny.

Bądźmy apostołami, mówmy o tym miesięczniku, przekazujmy go dalej do przeczytania, przynośmy do szpitali czy w inne miejsca, w których ludzie walczą ze swoim losem.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zapraszam już za rok na takie nasze spotkanie tutaj, bo mam nadzieję, że będzie Loretto, prawda? We wrześniu, oczywiście, jest tutaj odpust o wiele większy niż to dzisiejsze spotkanie, więc dobrze, że Ci, którzy już uczestniczyli tu nie raz, przypomnieli o tym wydarzeniu.

Konferencja ks. Feliksa Folejewskiego SAC; Loretto, 28 maja 2011 r.

Przyjaźń i zawierzenie Matce Bożej

Boże w Trójcy Świętej Jedyny, Ty w swojej niewypowiedzianej dobroci powołujesz ciągle nowych apostołów, aby przybliżali światu Twoją Miłość. Bądź uwielbiony za to, że dałeś nam opatrznościowego Pasterza, Stefana kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia.

Boże źródło wszelkiej świętości, spraw, prosimy Cię, aby Kościół zaliczył go do grona swoich świętych. Wejrzyj na jego heroiczną wiarę, całkowite oddanie się Tobie, na jego męstwo wobec przeciwności i prześladowań, które znosił dla imienia Twego. Pomnij, jak bardzo umiłował Kościół Twojego Syna, jak wiernie kochał Ojczyznę i każdego człowieka, broniąc jego godności i prawdy, przebaczając wrogom, zło dobrem zwyciężając.

Otocz chwałą wiernego Sługę Twojego, kardynała Stefana, który wszystko postawił na Maryję i Jej zawierzył bez granic, u Niej szukając pomocy w obronie wiary Chrystusowej i wolności Narodu. Ojcze nieskończenie dobry, uczyń go orędownikiem naszych spraw przed Tobą. Amen.

Pokornie Cię błagam, Boże, udziel mi za wstawiennictwem Stefana kardynała Wyszyńskiego tej łaski, o którą Cię teraz szczególnie proszę…

Zdrowaś Maryjo…

Moi Drodzy,
Spotykamy się w dniu, kiedy przed trzydziestoma laty, było to w czwartek, święto Wniebowstąpienia Pańskiego, sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński powiedział: „Swoim cierpieniem, modlitwą – pozwólcie mi odejść do domu Ojca”. Tak jak bł. Jan Paweł II 2 kwietnia 2005 r. powiedział: „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”. Dzisiaj chcemy powiedzieć o tych Bożych świadkach, którzy zostali wybrani przez Boga w znaku Matki Najświętszej. Wiemy, że ukoronowaniem życia kardynała Stefana Wyszyńskiego, który wszystko „postawił na Maryję i Jej zawierzył bez granic”, był wybór Ojca Świętego Jana Pawła II na Stolicę Piotrową. Głęboka więź tych dwóch wielkich ludzi to niepowtarzalna, trudna do wypowiedzenia tajemnica, kim był kardynał Wyszyński dla Ojca Świętego Jana Pawła II, ale również kim był Karol Wojtyła dla Prymasa Tysiąclecia. Tytuł: „Prymas Tysiąclecia” nadał papież Jan Paweł II.

Miałem szczęście, że całe moje życie kleryckie, i kapłańskie było obecności księdza Prymasa. Również miałem szczęście słuchać bł. Jan Paweł II, profesora KUL-u. Potem było tyle spotkań.

Kim był Prymas Tysiąclecia dla Jana Pawła II, powiedział on sam 23 paździenika 1978 r. na audiencji dla Polaków w auli Pawła VI, na drugi dzień po inauguracji: „Czcigodny i Umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”. Tajemnicę ojcowskiej miłości i synowskiej więzi między Ojcem Świętym Janem Pawłem II a kardynałem Wyszyńskim przybliżyło szczególnie zdjęcie Arturo Mari (fotograf papieski), które obiegło po wyborze Jana Pawła II cały świat. Papieski fotograf, który zrobił Ojcu Świętemu setki tysięcy zdjęć, tak pisał o tej fotografii: „Zdjęcie, które na zawsze pozostanie w moim sercu, zrobiłem w tydzień po konklawe na audiencji z udziałem Polaków w auli Pawła VI. Niektórzy z nich specjalnie przyjechali na to spotkanie do Rzymu, inni byli tu wcześniej. Od pierwszych minut audiencja była niezwykła, ale moment kulminacyjny nastąpił wtedy, gdy «lew Kościoła» (cały Rzym tak nazywał kardynała Wyszyńskiego, kochał tego walczącego o Kościół lwa), kardynał Stefan Wyszyński takim pokornym, pełnym miłości głosem powiedział: «Umiłowany Ojcze Święty». Spojrzałem na Jana Pawła II, zobaczyłem bezbrzeżny ocean miłości w jego oczach. Zrobiłem szybko zdjęcie. I muszę przyznać, że uwielbiam wprost patrzeć na tę słodką, łagodną twarz Papieża”. I właśnie to zdjęcie jest jakby ikoną, najpiękniejszym znakiem tych relacji, więzi, jakie miały miejsce między kardynałem Wyszyńskim a papieżem Janem Pawłem II. To była przyjaźń. Oni spotkali się w wielkiej miłości do Boga, Kościoła i Ojczyzny. Chociaż Karol Wojtyła był 19 lat młodszy; Stefan kardynał Wyszyński urodził się, gdy Polska była jeszcze w okowach niewoli. Karol Wojtyła urodził się, gdy wzeszło słońce niepodległości; ale zarówno dom, rodzina Stefana kardynała Wyszyńskiego, jak i Karola Wojtyły oddychały Bogiem i Polską. W rodzinie państwa Wyszyńskich była pozytywka, nakręcało się ją i brzmiała melodia Jeszcze Polska nie zginęła. Za to groziła wywózka na Sybir. Pierwszą książeczkę, którą dał pan Stanisław Wyszyński swemu synkowi Stefkowi, była książeczka (zakazana w tym czasie) – 24 obrazy historii Polski. W domu Stefana Wyszyńskiego – jak to sam opowiadał z rozrzewnieniem – nad łóżkiem rodziców wisiał obraz Pani Jasnogórskiej i obraz Matki Bożej Ostrobramskiej. Mamusia wędrowała do Wilna, tatuś pielgrzymował na Jasną Górę. I jak mówił Stefan kard. Wyszyński: „Żeby nie było nieporozumień, która Matka Boża jest ważniejsza, nad łóżkiem rodziców wisiały dwa obrazy – i Tej z Jasnej Góry, i Tej z Ostrej Bramy. Budziłem się jako dziecko i patrzyłem na te obrazy, i myślałem: dlaczego jedna twarz jest czarna, a druga biała”.

Stefan kard. Wyszyński, również Karol kard. Wojtyła mieli szczęście, że urodzili się w rodzinie pełnej miłości, modlitwy, ciężkiej pracy i miłości Ojczyzny. To, co wynosimy z domu rodzinnego, jest największym bogactwem na całe życie. Dzisiaj wielkim dramatem dzieci, ale i osób starszych, jest brak domu, rodziny jako środowiska życia i miłości. Dziedzictwo domu rodzinnego towarzyszyło przez całe życie sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego i bł. Jana Pawła II. Miłość do Boga, Matki Najświętszej i Polski wynieśli z domu, strzegli tego skarbu i pomnażali ten talent przez swoją posługę pasterską. Powiedział Stefan kard. Wyszyński: „Mogłem się mylić na różnych drogach, nigdy się nie pomyliłem na tej jednej jedynej: Jasnogórskiej”. Karol kard. Wojtyła powiedział: „Miałem niekiedy rozterkę, bo 15 sierpnia był odpust w Kalwarii Zebrzydowskiej i na Jasnej Górze”. Obaj spotkali się na drodze, która ma twarz Matki, Tej i z Jasnej Góry, i Tej z Kalwarii. Władze komunistyczne chciały rozbić jedność między Prymasem Tysiąclecia a Karolem Wojtyłą.Uważali, że uda się. Karol Wojtyła, intelektualista, młody, zapewne ambitny – tak sądząc – chcieli posiać ziarno niezgody. Kiedy kard. Wyszyński zwiastował Karolowi Wojtyle w 1958 r., 4 lipca, gdy przyjechał na Miodową znad jezior, że papież Pius XII chce, by został biskupem pomocniczym w Krakowie – ks. Wojtyła miał 38 lat. Powiedział Stefanowi kard.Wyszyńskiemu: „Ależ proszę Eminencji, ja jestem taki młody”. Prymas uśmiechnął się i odrzekł: „Z tej choroby szybko się wyrasta. Idziemy na obiad”. Potem nikt nie mógł rozdzielić tego, co Bóg złączył w osobie Stefana kard. Wyszyńskiego i Karola Wojtyły. Jeden i drugi tą jednością byli szczęśliwi. Gdy do Polski przyjechał z wizytą prezydent De Gaull, władze komunistyczne nie zgodziły się na spotkanie kard. Wyszyńskiego z De Gaullem, chociaż on tego chciał. Ale pomyśleli: jest okazja, niech prezydent Francji De Gaull spotka się z Karolem Wojtyłą na Wawelu. Przewidział tę matnię jasny umysł Karola Wojtyły. Gdy De Gaull był w Krakowie, Karol Wojtyła jako biskup pojechał do Pcimia na wizytację kanoniczną.

Niekiedy pokazuje się stereotyp, przedstawia się kard. Wojtyłę jako nowoczesnego, otwartego na ludzi człowieka, a kard. Wyszyńskiego jako konserwatywnego, sztywnego hierarchę. Jest to kłamliwa opinia. Miałem szczęście z bliska dotykać, być, patrzeć na tę twarz. I w jednym, i w drugim – ci wielcy ludzie, którzy się różnili – było coś najpiękniejszego – umieli być zawsze razem. Tą więzią była Ona, Maryja. Karol Wojtyła powie: „Totus Tuus” – Cały Twój, Maryjo. Kard. Wyszyński powie: „Soli Deo per Mariam – Jedynemu Bogu przez Maryję”. Bezgraniczne, całkowite oddanie się Bogu i Matce Najświętszej. Obaj szli ku zjednoczeniu z Bogiem najkrótszą drogą: z Maryją i przez Maryję. W swoim pierwszym papieskim przemówieniu na Jasnej Górze Ojciec Święty Jan Paweł II najgłębiej wyjaśnił sens oddania Matce Bożej w niewolę. Mówił: „Jest to akt oddania w macierzyńską niewolę”. Mówi on o niewoli. Znaczenie słowa „niewola” – tak dotkliwe dla Polaków – kryje w sobie podobny paradoks, jak słowa Ewangelii o własnym życiu, które trzeba stracić, ażeby je zyskać – wolność jest wielkim darem Bożym. Trzeba go dobrze używać. Miłość stanowi spełnienie wolności, a równocześnie do jej istoty należy przynależność, czyli nie być wolnym. Jednak tego „nie bycia” wolnym w miłości nigdy się nie odczuwa jako niewoli. Nie odczuwa jako niewolę matka, że jest uwiązana przy chorym dziecku, lecz jako afirmację swojej wolności, jako jej spełnienie. Wtedy jest najbardziej wolna. Były wielkie trudności, gdy Episkopat Polski przygotowywał Akt oddania się Kościoła polskiego w niewolę miłości Maryi za wolność Kościoła, Ojczyzny naszej i całego świata. I w tym zawierzeniu bardzo się rozumieli i kard. Wojtyła, i kard. Wyszyński. Byli ludźmi bezwzględnej ufności, świętej zależności od Boga. Byli ludźmi zawierzenia. Gdy 4 czerwca 1979 r. papież Jan Paweł II stanął na Jasnej Górze i m.in. na zakończenie homilii powiedział te słowa: „Przychodziłem tutaj jako młodzieniec, przychodziłem jako ksiądz, przychodziłem jako biskup, kardynał, nie mogłem nie przybyć jako papież – jestem. Jestem człowiekiem zawierzenia. Nauczyłem się tego tutaj na Jasnej Górze”.

Kardynał Wyszyński w Zapiskach więziennych pod datą 12 maja – dzień jego konsekracji biskupiej – w 1956 r., nadal pozbawiony wolności, internowany w Komańczy, pisze: „O jedno proszę, byś wziąwszy wszystko moje, chciała bronić Kościoła Chrystusowego, Tobie oddanego. Ochraniaj go płaszczem macierzyńskim, skryj go w sercu swoim, jeśli jest Ci to potrzebne, zabij mnie, aby mógł żyć w Polsce Kościół Syna Twego”. Nie zapomnę, jak ludzie z urzędu Bezpieczeństwa, dyrektorzy, różnej maści partyjni Polacy 24 czerwca 1966 r. zostali przywiezieni do Warszawy, ale i z Warszawy z urzędu Bezpieczeństwa wypełnili uliczki przy katedrze. Episkopat z Miodowej przechodził do katedry. I ci Polacy zaczęli wrzeszczeć: „Precz! Zdrajca!”. Kard. Wyszyński słuchał i patrzył. W katedrze wygłosił najpiękniejsze kazanie o miłości do tych, co mają szklane oczy i kamień w sercu: „Będziesz miłował”.

Kard. Wojtyła i kard. Wyszyński widzieli Jasną Górę jako znak nadziei dla Polski w najtrudniejszych doświadczeniach. Kard. Wyszyński pisał z Komańczy do generała zakonu Paulinów na Jasnej Górze: „Tak mocno wierzę w to, że opatrzność Boża dała Polsce dodatkową pomoc, nawet w trudnych chwilach, Jasna Góra jest tą ostatnią deską ratunku dla narodu, występuje w sposób szczególnie widoczny wtedy, gdy jest ciężko i gdy już znikąd – zda się – nie widać ratunku”. A Ojciec Święty Jan Paweł II, gdy przybył na Jasną Górę, mówił: „Tyle razy przybywaliśmy tutaj, stawaliśmy na tym świętym miejscu, przykładaliśmy czujne pasterskie ucho, aby usłyszeć, jak bije serce Kościoła i serce Ojczyzny w sercu Matki. Jasna Góra jest przecież nie tylko miejscem pielgrzymek Polaków z Polski i całego świata. Jasna Góra jest sanktuarium narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w sercu Matki. Bije zaś ono, jak wiemy, wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odgłosami życia. Ileż razy biło jękiem polskich cierpień dziejowych, ale również okrzykami radości i zwycięstwa”. I dodaje Papież: „Można na różne sposoby pisać dzieje Polski, zwłaszcza ostatnich stuleci. Można je interpretować wedle wielorakiego klucza. Jeśli jednakże chcemy dowiedzieć się, jak płyną te dzieje w sercach Polaków, trzeba przyjść tutaj, trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca, trzeba usłyszeć echo życia całego narodu w sercu Jego Matki i Królowej”. Dlatego obaj całe życie Kościoła i narodu ogniskowali wokół Matki Bożej. Wielka Nowenna, Śluby Narodu to wołanie do Niej całego narodu i Kościoła: „Wielka Boga i człowieka Matko, Najświętsza Dziewico i Pani Jasnogórska”. Tak rozpoczął swoją homilię na Jasnej Górze Papież, gdy przybył po raz pierwszy jako Ojciec Święty. Mówił Stefan kard. Wyszyński: „Gdy podszedłem do Jana Pawła z pierwszym homagium, czyli oddaniem wyrazów miłości papieżowi, usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej. To Jej dzieło. Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”. 22 października 1978 r., gdy rozpoczął Jan Paweł II swój pontyfikat, to była 40. rocznica śmierci sługi Bożego kard. Augusta Hlonda, który odchodząc do domu Ojca, mówił: „Widzę ciemności. Walczmy pod znakiem Maryi, nie ustawajmy, a zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Maryi”. I dlatego po wyborze, na audiencji Polaków, sługa Boży Stefan kard. Wyszyński powiedział: „Zwiastuję Ci, Heroldzie Niebieski – wołał do kard. Hlonda. – Zwycięstwo przyszło”.

Gdy siły ciemności 13 maja 1981 r. chciały zgasić światło obecności Papieża Jana Pawła II, Prymas był już bardzo słabiutki, dowiedział się o zamachu na życie Ojca Świętego. Aż skulił się pod wpływem tej wiadomości, powiedział: „Zawsze się tego bałem”. Odtąd już wszystko ofiarował za Jana Pawła II. 14 maja 1981 r., w ostatnim przemówieniu do wiernych Stolicy, które odtwarzane było z taśmy magnetofonowej, podczas Mszy świętej przed kościołem św. Anny powiedział: „I dlatego proszę was, aby te heroiczne modlitwy, które zanosicie w mojej intencji na Jasnej Górze i w świątyniach warszawskich, i w diecezjalnych, gdziekolwiek, abyście to wszystko skierowali w tej chwili wraz ze mną ku Matce Chrystusowej, błagając o zdrowie i siły dla Ojca Świętego. Czyńmy te niewielkie ofiary, aby nasz wdowi grosz wyjednał miłosierdzie Boże, aby Chrystus rozeznał ogromną miłość, którą mamy do Jego zastępcy na ziemi”. A 22 maja w przemówieniu do Rady Głównej na Miodowej Prymas – jak mówiliśmy, po jego śmierci: „niekoronowany król” – powiedział: „Ojciec Święty – nie potrzebuję mówić o naszych do niego uczuciach i o tej dziwnej po prostu synchronizacji naszego życia, zwłaszcza w ostatnich latach, aż do tego momentu. Ta synchronizacja mnie osobiście zobowiązuje mocno wobec Ojca Świętego, a ja to zobowiązanie przyjmuję świadomie z pełnym zrozumieniem i uległością”.

I ostatnia rozmowa na ziemi tych ludzi. 24 maja 1981 r. Ojciec Święty Jan Paweł II zapragnął chociaż przez telefon z kliniki Gemelii usłyszeć raz jeszcze kard. Wyszyńskiego i zapewnić go o swojej łączności z nim w trudnych dniach umierania. Przewód telefoniczny był za krótki. Nie było jeszcze telefonów bezprzewodowych ani komórkowych, a Ksiądz Prymas nie miał już siły wstać z łóżka i podejść do telefonu. Dopiero na drugi dzień, 25 maja, miała miejsce ostatnia na ziemi rozmowa tych dwóch wielkich mężów Bożych. Oto zapis tego wydarzenia w książce ks. Bronisława Piaseckiego Ostatnie dni Prymasa Tysiąclecia: „Kwadrans po godzinie dwunastej. Umówiony telefon. Na wiadomość, że Ojciec Święty jest przy telefonie, Ksiądz Prymas całym wysiłkiem woli koncentruje się i zupełnie świadomie, i przytomnie, choć głosem ledwie słyszalnym, przerywanym ciężkim oddechem, mówi do Ojca Świętego: – Ojcze, Ojcze, jestem bardzo słaby, bardzo. Dziękuję za różaniec, jest dla mnie pociechą. Ojcze, łączy nas cierpienie. Módlmy się za siebie wzajemnie. Między nami jest Matka Najświętsza, cała nadzieja w Niej. Ojcze, całuję twoje stopy. Błogosław mi. – Milcząco czyni znak krzyża i mówi dalej: – Ojcze, Ojcze, błogosław mi raz jeszcze. Amen. Amen. Amen”. 28 maja odszedł do Boga kard. Wyszyński. Ojciec Święty ciężko chory pozostawał jeszcze po zamach w klinice Gemelii. Nie mógł przyjechać na pogrzeb, ale kiedy 16 czerwca 1983 r. przybył Polski, w katedrze warszawskiej, powiedział: „Pierwszy etap mojej jasnogórskiej pielgrzymki w związku z 600. rocznicą wizerunku Matki Chrystusa prowadzi do katedry warszawskiej, do grobu wielkiego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Nie mogłem przybyć do Warszawy na jego pogrzeb w dniu 31 maja 1981 r. z powodu zamachu na moje życie w dniu 13 maja, co spowodowało kilkumiesięczny pobyt w szpitalu. Kiedy dzisiaj dane jest mi przybyć do Ojczyzny, pierwsze moje kroki skierowuję do jego grobu i staję przy ołtarzu archikatedry św. Jana, aby pierwszą Mszę świętą na polskiej ziemi odprawić za niego. Odprawiam ją za duszę śp. Stefana kard. Wyszyńskiego, a łączę tę Najświętszą Ofiarę z głębokim dziękczynieniem. Dziękuję Bożej Opatrzności za to, że w trudnym okresie naszych dziejów, po II wojnie światowej, na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia, dała nam tego Prymasa, tego męża Bożego, tego miłośnika Jasnogórskiej Bogarodzicy, tego nieustraszonego sługę Kościoła i Ojczyzny. Dziękuję dziś Trójcy Przenajświętszej za to ewangeliczne, paschalne dziedzictwo kard. Stefana Wyszyńskiego, który pod krzyżem Chrystusa stawał zawsze razem z Maryją. Wszystko postawił na Maryję. Wobec Niej czuł się jak Apostoł Jan, jak przybrany syn i jak rozmiłowany w Bogarodzicy niewolnik miłości. W tym bezwzględnym oddaniu znajdował swoją duchową wolność. Tak, był człowiekiem wolnym i uczył nas, swoich rodaków, prawdziwej wolności. Był niestrudzonym rzecznikiem godności każdego człowieka oraz dobrego imienia Polski pośród narodów Europy i świata. «Z pokorą teraz padam na kolana, abym wstał silnym Boga robotnikiem. Gdy wstanę, głos mój będzie głosem Pana, mój krzyk Ojczyzny całej będzie krzykiem» (Juliusz Slowacki)”.

Bł. Jan Paweł II i sługa Boży Stefan kard. Wyszyński są dzisiaj dla nas patronami, orędownikami. Pas biały, dotknięty krwią Jana Pawła II jest na Jasnej Górze. Prymas Tysiąclecia klęczy przed wejściem na Jasną Górę. Ci Boży mężowie są nam dani i zadani. Co z tym dziedzictwem zrobimy, będzie świadczyło, kim jesteśmy. Czy jesteśmy świadkami, że Królową naszą i Matką jest Maryja. Dzisiaj w Polsce się rozstrzyga nasza wielkość albo małość. Jeżeli ktoś rozumie, co jest najważniejsze, jest świadomy, to weźmie tę potężną modlitwę, to weźmie do ręki ten egzorcyzm – różaniec święty – i będzie wołał. Bez Bożej pomocy, bez światła modlitwy, bez Bożego miłosierdzia sobie nie pomożemy i innym. Otrzymaliśmy wielkie dary, takich orędowników. Słuchajmy, co mówią, bo miłość między innymi polega na słuchaniu i posłuszeństwie. Mów, Panie, sługa Twój słucha. I teraz, gdy będziemy modlitwą różańcową modlili się, będziemy słuchać tego, co mówi Bóg do nas. I taki jest sens naszej pielgrzymki i taki sens jest naszych obecności tutaj.


Partnerzy medialni