Rola świeckich w Kościele

O. JAN PAWEŁ STRUMIŁOWSKI OCist

Przyzwyczailiśmy się już do księży ubranych „po cywilnemu” i do świeckich stających na ambonach. Czy to oznacza, że powinniśmy dążyć do zacierania różnic między kapłanem a osobą świecką?

Od czasu Soboru Watykańskiego II coraz częściej mówi się, że obecny czas w Kościele jest epoką świeckich. Same dokumenty soborowe mocno nawołują do większego zaangażowania się świeckich w życie Kościoła. Na czym jednak to zaangażowanie miałoby polegać?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się najpierw kilku faktom. Po pierwsze, obecnie coraz częściej liderami różnych grup religijnych zostają świeccy. Jednocześnie posługi dotychczas przypisane stanowi duchownemu są przejmowane przez laikat. Mamy coraz więcej świeckich szafarzy Komunii Świętej. W niektórych diecezjach wprowadza się instytucję stałego diakonatu dla żonatych mężczyzn (tak jest na przykład w archidiecezji katowickiej). Są takie diecezje na Zachodzie Europy, gdzie posługi tradycyjnie zarezerwowane dla księży, jak np. ceremonia pogrzebowa, przejmują świeccy, w tym również kobiety. A obecnie Kościół coraz śmielej dyskutuje o zniesieniu celibatu i dopuszczeniu kobiet do niektórych czynności kapłańskich. Trend jest jasny – coraz większe zaangażowanie świeckich w posługę typowo „kościelną”. Reakcja wiernych jest już mniej jednoznaczna – u jednych owo dążenie wywołuje entuzjazm, u innych silną obawę i zakłopotanie.

Po drugie, Sobór rzeczywiście nawoływał do większego zaangażowania świeckich. Jednocześnie nie określał, że to zaangażowanie miałoby polegać na przejmowaniu przez laikat obowiązków typowych dla duchownych i tym samym odciążaniu duchownych.

Klerykalizacja świeckich?

Wezwanie do większego zaangażowania świeckich podyktowane było dwoma względami. Z jednej strony było odpowiedzią na istniejący wcześniej podział na Kościół nauczający (hierarchia) i Kościół słuchający (świeccy). Ten podział był nie do końca właściwy zarówno z tego względu, że sugerował, jakoby nauczyciele sami nie musieli słuchać i być uczniami, jak i dlatego że wprowadzał w świadomości świeckich poczucie, jakoby w Kościele mieli być tylko biernymi słuchaczami. Z drugiej strony większe zaangażowanie miało być odpowiedzią na postępującą laicyzację, rozumianą jako zanik wiary i poczucia świętości w świecie.

Po trzecie, Kościół coraz częściej poddaje krytyce tzw. klerykalizację chrześcijaństwa. Klerykalizacja to nic innego jak przesadne „uksiężowienie”, utożsamienie Kościoła z jakąś „wyższą kastą” urzędników kościelnych. A przecież Kościół tworzą wszyscy wierzący.

Czy zatem w obliczu tych faktów większe zaangażowanie świeckich rzeczywiście powinno polegać na przejmowaniu przez nich czynności kapłańskich związanych z przewodniczeniem liturgii itp.? A jeśli nie, to na czym?

Otóż wydaje się, że dopuszczanie świeckich do czynności dotychczas przynależnych wyłącznie kapłanom jest zupełnie chybionym kierunkiem, innym niż ten, który w swoim nauczaniu wyznacza nam Kościół. Jeśli bowiem jedną z bolączek współczesnego chrześcijaństwa jest klerykalizacja Kościoła, to czy dobrą odpowiedzią na tę bolączkę może być klerykalizacja świeckich? Swoją drogą warto zauważyć, że tam, gdzie postępuje klerykalizacja świeckich, tam jednocześnie postępuje zeświecczenie duchowieństwa… Jaka jest zatem rola świeckich w Kościele, skoro nie powinna się ona sprowadzać jedynie do biernego słuchania Słowa?

Uświęcanie świata

Otóż świeccy są powołani do tego, żeby uświęcać i zbawiać świat. Duchowni zaś są po to, żeby dać przystęp do źródła uświęcenia, jakim są sakramenty i Słowo Boże. Świeccy oczywiście korzystają z tych środków, natomiast problemem jest codzienne życie według ich logiki. Gdy bowiem duchowni pouczają nas o wymaganiach Ewangelii, wiemy, że te wymagania są wprost niewiarygodnie trudne. Każą nam przeżywać codzienność tak, jak przeżywał ją Jezus – a On przecież był nie tylko człowiekiem, lecz także prawdziwym Bogiem. Jezus przeżywał więc ludzkie życie tak, jak może je przeżywać Bóg.

I właśnie dlatego duchowni sprawują dla nas sakramenty, które zapoczątkowują i podtrzymują w nas Boże życie. W tym kontekście zadanie świeckich to nie tyle iść przez życie o własnych siłach, kierując się własną logiką, ile żyć tak, żeby to życie było żywą i współcześnie pisaną Ewangelią. W praktyce oznacza to, że mąż powinien kochać swoją żonę tak, jak Chrystus ukochał Kościół, że żona powinna karmić swoje dzieci tak, jakby karmił je sam Bóg. Pracownik powinien wykonywać swoją pracę, jakby wykonywał ją dla samego Boga. Obywatele powinni głosować w wyborach na takiego kandydata, którego wybrałby Bóg itp.

Przestrzeń Ducha Bożego

Podczas gdy rolą duchownych jest przekazać objawienie (pouczyć) oraz umożliwić jego realizację (udostępnić życiodajne sakramenty), to zadaniem świeckich – a właściwie wszystkich chrześcijan – jest z pomocą tych środków rzeczywiście przeżyć Ewangelię i ją uobecnić. I tutaj zaczyna się prawdziwa misja. Bo o ile słowa pouczają, o tyle przykłady pociągają.

Świecki przeżywający Ewangelię, tzn. planujący swoje życie w taki sposób, by swoją jakością i rangą sięgało ono świętości Boga, z jednej strony jest autentycznym świadkiem i głosicielem Słowa. Z drugiej – jest tym, który faktycznie przemienia świat, wraz z Chrystusem zbawia go, tworząc z materii życia przestrzeń pełną Ducha Bożego. Ta postawa odnajduje swój wyraz w kulturze chrześcijańskiej, o którą to właśnie świeccy mają dbać w sposób szczególny. I dlatego współczesność niewątpliwie należy do świeckich – lecz we współdziałaniu z duchownymi.

 

 


Partnerzy medialni