Różaniec uzdrowił moją duszę

Dzięki niezwykłej mocy różańca w moim życiu wiele się zmieniło. Stałem się człowiekiem świadomym swojej wartości, a wiara jest dla mnie dziś najważniejszym aspektem życia – mówi 37-letni Tomasz

DARIA GŁOWACKA

W pełni dojrzał już do tego, aby stać się ikoną Stwórcy, choć do Boga szedł, przemierzając bardzo wyboiste ścieżki. Człowiek, istota pełna sprzeczności, wielu ułomności i naznaczona licznymi wadami, jest jednak stworzona na obraz i podobieństwo Boga.

Narkotyki i więzienie

Tomasz nie zawsze był człowiekiem religijnym. Jako młody chłopak na swojej drodze spotykał ludzi, którzy zaczęli nakłaniać go do zła. Szybko wkroczył na przestępczą ścieżkę. – Kradzieże, włamania, rozboje – tak właśnie wyglądało moje życie – relacjonuje dziś wzorowy mąż i ojciec dwóch małych córeczek.
Egzystencja Tomasza była smutna, pozbawiona jakiegokolwiek koloru. Można nawet rzec, że chłopak doznał duchowej śmierci i uległ znacznej degradacji. – Mimo że dzięki kradzieżom mogłem mieć wiele rzeczy, nie czułem się szczęśliwy. One zmieniały mnie tak bardzo jak narkotyki, które zacząłem brać – opowiada ze łzami w oczach. – Sprawiały, że z dnia na dzień stawałem się wrakiem człowieka, choć tego sam nie widziałem – dodaje ze smutkiem.
Popadł w konflikt z prawem, na kilka lat trafił do więzienia. – To było piekło na ziemi, czułem się zniewolony, byłem więźniem nie tylko ze względu na to, że zostałem osadzony, ale także z tego powodu, że wcześniej brałem narkotyki – podsumowuje. – I choć w więzieniu dostęp do nich był trochę mniejszy, to i tak udawało nam się załatwić towar – zdradza kulisy swoich więziennych poczynań. – Niestety, narkotyki wciąż były obecne w moim życiu – mówi. To sprawiło, że dla tak młodego chłopaka wolność stała się pojęciem abstrakcyjnym.

Bóg czekał…

– W celi miałem kontakt z kapelanem więziennym, który uzmysłowił mi, że jeszcze na nic nie jest za późno. Podkreślał, że Bóg mimo moich przewinień zawsze czeka na moje nawrócenie. Z początku nie brałem tych słów na serio i nawet trochę z nich kpiłem – wspomina. Jednak punktem zwrotnym w życiu Tomka okazała się choroba nowotworowa ojca.
– Moja mama modliła się o cud. O to, żeby tata wyzdrowiał i żebym ja się nawrócił – mówi, przymykając powieki. – Modliła się na różańcu o cud już wówczas, gdy przebywałem w więziennej celi.
Pani Jadwiga, mama Tomasza, wyznaje, że gdy odmawiała Różaniec, poczuła silną więź z Matką Chrystusa i z Panem Bogiem. – Było to niezwykłe wydarzenie w moim życiu, ale jego cel i pragnienie było jedno: błagałam Maryję o uzdrowienie męża i nawrócenie syna. Codziennie prosiłam, aby syn przez Jej wstawiennictwo stał się lepszym człowiekiem, aby w przyszłości był szczęśliwy, wyszedł z bagna, w które zabrnął, i założył rodzinę, znalazł pracę i żył, jak Pan Bóg przykazał – opowiada skromna i wierząca kobieta.
Niestety, choroba pana Zdzisława, ojca Tomasza, pogłębiała się i lekarze nie widzieli już dla niego ratunku. Z pomocą mógł przyjść tylko ksiądz z ostatnim namaszczeniem. Tak też się stało. Jak opowiada pani Jadwiga, jej mąż również miał tylko jedno pragnienie: aby ich syn się nawrócił. Czekał na to wiele lat, a teraz, na łożu śmierci, gdy odchodził, modlił się o spokojną śmierć i o to, aby Tomasz stał się dobrym człowiekiem. Pani Jadwiga wspomina, że mąż często powtarzał: „Zło można zwyciężyć tylko modlitwą z różańcem w ręku, a jeśli jest ona regularna, to może być odnową dla duszy”. Pan Zdzisław nie doczekał jednak nawrócenia syna i zmarł w kilka tygodni przed jego wyjściem z więzienia. – Bardzo wtedy rozpaczałam, nie mogłam poradzić sobie z tą sytuacją, ale wciąż nie rozstawałam się z różańcem. Rozumiałam, że tylko on może dać mi siłę, jakiej potrzebuję – dodaje.

Terapia szokowa

Tomasz wyszedł z więzienia na kilka dni, aby móc uczestniczyć w pogrzebie ojca. Wiedział, że niedługo na stałe opuści więzienne mury. Rzeczywiście, wkrótce potem powrócił do domu rodzinnego. Niewiele się jednak zmieniło. – Nawet gdy wyszedłem, w domu dochodziło do kłótni z mamą. Awantury skutkowały tym, że nie wracałem na noc, spałem u kolegów, którzy nie byli moralnymi autorytetami – mówi łagodnie, podkreślając dwa ostatnie słowa. Tomasz nie mógł się wówczas z nikim porozumieć, jego złość z dnia na dzień eskalowała coraz bardziej, aż pewnego razu, idąc chwiejnym krokiem, napotkał kilku osiedlowych łobuzów. Nie miał z nimi szans. Dotkliwie go pobili, trafił na oddział intensywnej terapii. Diagnoza brzmiała: wstrząśnienie mózgu. Bliscy byli w szoku. Mama Tomka wciąż jednak prosiła Maryję na Różańcu, aby jej syn wyzdrowiał i aby dała mu drugie życie. – Skoro mój mąż zmarł, Maryjo, pozwól mi chociaż ocalić syna – łkała przy jego szpitalnym łóżku.
Maryja wysłuchała próśb kobiety i w kilka tygodni później Tomasz dochodził już do siebie w domu. – Chyba trochę przestraszył się tego, co się stało – ujawnia szczegóły pani Jadwiga. – Ale myślę też, że zrozumiał, iż najbliżsi bardzo go kochają, chcą dla niego jak najlepiej i że musi się zmienić. Oczywiście nie dla nich, ale dla samego siebie. Od tamtej pory Tomasz codziennie modli się na Różańcu, zawierzając swoje problemy Matce Najświętszej. – To są zwykłe, prozaiczne sprawy, o które proszę, ale dla mnie bardzo ważne – mówi enigmatycznie.

„Różaniec dał mi wolność”

Pani Jadwiga wspomina, że wtedy w szpitalu modliła się nie tylko o zdrowie syna, choć to z pewnością było sprawą priorytetową. – Przede wszystkim modliłam się, aby syn już nigdy nie czuł się zniewolony przez alkohol i narkotyki, aby jego dusza zaznała spokoju i by stał się prawdziwie wolnym człowiekiem, pełnym pokory i Bożej miłości w sercu – opowiada z radością w głosie. – Dawniej był uosobieniem zła, teraz ma uczciwą pracę, żonę i dzieci. Jest szczęśliwy, bo żyje blisko Boga, choć krętą drogę przemierzył, by się nawrócić. Wszystko to stało się za sprawą Matki Bożej. To Ona otoczyła go łaską i miłością. Wierzę, że będzie miała w opiece całą naszą rodzinę – kończy swoją opowieść ta delikatna kobieta.
– Rzeczywiście, Różaniec ocalił moją duszę i pozwolił mi stać się prawdziwie wolnym człowiekiem. Wiem, że to, co się stało, jest cudem i za ten cud muszę dziękować Matce Bożej do końca życia. Ja i moi najbliżsi jesteśmy Jej dłużnikami, dlatego zdecydowaliśmy się opowiedzieć tę historię, aby dawać świadectwo Jej potężnej mocy – dopowiada Tomasz, po czym bierze na kolana swoje córki.


Partnerzy medialni