Wenezuelska Arka Ocalenia

STEFAN CZERNIECKI

Cierpienie, łzy i śmierć są skutkiem naszej grzesznej natury. Uwolnieniem od nich jest Chrystusowy krzyż i nasze małe krzyże niesione w jedności z męką Zbawiciela.

Stefan, chyba już rozumiem… – Oczy Marii Coromoto znowu są tak duże jak ostatnio, gdy mówiła o życiu swojej śp. mamy. Pełne radości i entuzjazmu. – Rozumiem, dlaczego Maryja przyprowadziła cię akurat w to miejsce. Chciała postawić przed tobą zadanie…

– Nie rozumiem – odpowiadam zupełnie szczerze. Jednocześnie z obawą zastanawiam się, co takiego może powiedzieć kobieta, o której wielu ludzi (także duchownych) mówi, że odziedziczyła po swojej mamie dar widzenia więcej aniżeli zwykły śmiertelnik. Widzenia „dalej”.

– Masz przed sobą zadanie. Będziesz mówił w swoim kraju o tym, co tu zobaczyłeś. Przekażesz Polakom historię objawień w Betanii. – Oczy kobiety znów są pełne radości i entuzjazmu, bez cienia oceny ani smutku. – Bo wciąż tak niewielu o tych objawieniach słyszało.

Słowa ojca Pio

Co tu ukrywać? Sytuacja robi się trochę niezręczna, bo niby co miałbym odpowiedzieć? Nieśmiało się zgadzam. Jednak dopiero po kilku latach zabieram się za tekst do „Różańca”, by zacząć spłacać dług zaciągnięty pod szczególną wenezuelską grotą, 65 km na południe od Caracas. Bo to właśnie tutaj znajduje się pewna maleńka wioska, wciąż mało znana światu. Miejscowi nazywają ją „Betanią”. Tak samo nazwała ją ona: Maria Esperanza, kandydatka na ołtarze. Kobieta, która właśnie w tym miejscu, pod wspomnianą grotą rozmawiała z Maryją. I usłyszała od Niej, że miejsce, w którym przebywa, będzie w przyszłości Arką Ocalenia dla nas wszystkich.

Dzisiaj w Betanii mieszka kilkanaście rodzin, może kilkadziesiąt. Wśród nich często można spotkać – zwykle uśmiechniętych i rozradowanych – członków rodziny Bienchini. Są to córki, synowie, wnuki i prawnuki Marii Esperanzy, kobiety nazywanej przez Latynosów ojcem Pio w spódnicy.

Historii Marii Esperanzy nie sposób opisać w kilku akapitach. W Ameryce Południowej wydano o niej wiele książek. Trudno się temu dziwić. Wspomniany św. ojciec Pio mówił o niej, że gdy zabraknie już jego, „ona będzie nam pocieszeniem”. Faktycznie życie Marii Esperanzy od dzieciństwa obfitowało w niezwykłe zdarzenia. Rozmawiała ze świętymi, miała dar bilokacji i widzenia ludzkiej duszy, spotykała się z duszami czyśćcowymi. Z czasem jej posługa stała się na tyle słynna, że codziennie przed jej domem w Betanii ustawiały się kolejki chętnych na rozmowę czy wspólną modlitwę. Dla każdego miała czas.

Cuda Maryi

W jednym z widzeń Matka Boża poprosiła mistyczkę, aby ta znalazła dla Niej miejsce, w którym mogłaby objawić się ludziom. Dała jego konkretny opis. Miejsce to miało być położone między malowniczymi górami. Z płynącą w pobliżu niewielką rzeczką. Ze znajdującą się obok plantacją trzciny cukrowej oraz grotą, z której spływałby wodospad i co jakiś czas wylatywałyby niebieskie motyle. Po siedmiu latach poszukiwań Maria wraz z mężem odnaleźli opisane miejsce. To właśnie Betania.

Matka Boża dotrzymuje słowa i 25 marca 1976 r. w uroczystość Zwiastowania Pańskiego objawia się Marii Esperanzie. Będzie się tam objawiać jeszcze kilka razy. Podczas drugiego objawienia Maryja zapewni wizjonerkę, że jeśli ludzie podejmą swój codzienny krzyż, nie będzie już więcej cierpienia, łez i śmierci: „Wszyscy będą codziennie śpiewać wraz z moim umiłowanym Synem nieustanne Alleluja! Alleluja! Alleluja!”. Takich spotkań będzie więcej. Zdarzy się także dzień, kiedy Matkę Bożą zobaczy równocześnie 108 zgromadzonych pod grotą osób, wśród nich będą także ateiści. Na prośbę biskupa miejsca potwierdzą oni pisemnie swoje doświadczenie.

Także tutaj, 8 grudnia 1991 r., podczas celebrowanej przez ks. Ottona Ossa Aristizábala Mszy Świętej nastąpi kolejny cud. Podczas przeistoczenia ks. Otton zauważy, jak z części Hostii leżącej na patenie zacznie obficie wypływać Krew. Dziś monstrancję z krwawiącą Hostią można adorować w Los Teques ulokowanym pod Caracas. Podobnych cudów będzie w Betanii więcej. W końcu to miejsce wybrała sama Matka Boża.

Pielgrzym(i) z Polski

Już sama jazda do Betanii napawa oczy radością. Wokół nas pysznią się z początku niewielkie, a z czasem coraz bardziej masywne i dostojne wzgórza. Krajobraz ten przypomina bieszczadzkie połoniny. Z tą różnicą, że wzniesienia gdzieniegdzie pokryte są nie naszymi rodzimymi bukami, a wybitnie egzotyczną, tropikalną roślinnością. Niebieskie niebo stanowi jakby płótno dla najlepszego malarza szkicującego nań przepiękne białe obłoki.

Niestety, także dziś Arka Ocalenia nie jest miejscem, o którym byłoby w świecie głośno. Oprócz Wenezuelczyków najczęściej spotyka się tu pielgrzymki z Meksyku, Brazylii i USA. Jednak rodzina zmarłej w 2004 r. w opinii świętości Marii Esperanzy jest przekonana, że nastąpi taki czas, kiedy do Betanii będą przybywać tłumnie pielgrzymi z całego globu. Także z Polski. Jeden już się pojawił. A to dopiero początek. Wkrótce mają być następni.

 


Partnerzy medialni