Zwyczaje? Nie czaję…

KS. TOMASZ PODLEWSKI

Kiedy tak naprawdę odprawia się Pasterkę? Czy trzeba iść na Mszę w drugi dzień Świąt? Ile razy można przyjąć Komunię w Boże Narodzenie? I co by się stało, gdyby na stole wigilijnym zaserwowano tłuste mięso?

Jak na horyzoncie niebo „łączy się” z ziemią, tak każdy rok na nowo i nieubłagalnie wprowadza nas w takie przestrzenie, gdzie sprawy religijne, ludowe, rodzinne i społeczne nie tylko się stykają, ale wyraźnie na siebie wpływają. Czasem powstają z tego dość ciekawe mieszanki. Chyba wszyscy zauważamy, że takim szczególnym czasem styku wspomnianych sfer, każdorazowo są święta: Wielkanoc, Boże Narodzenie, tzw. Dzień Zmarłych… Tutaj jakoś zanika podział na wierzących i niewierzących; na praktykujących i niepraktykujących. Tu się chyba po prostu jest człowiekiem albo się nim nie jest.

„Zawsze tak było”

Ciekawa może się okazać podróż w głąb tajników świątecznych celebracji, w których, chcąc nie chcąc, prym wiedzie Kościół. To on nadaje ton (a przynajmniej rytm) temu, co dziś uważa się za powszechnie przyjęte świąteczne zwyczaje. Uproszczeniem byłoby oczywiście twierdzić, że Kościół jest jedynym autorem katalogu świątecznych tradycji. Niektóre z nich zostały bowiem przez Kościół nie tyle wypracowane, ile raczej przejęte i dopracowane. Są też takie, które znajdując początki w kościelnych zwyczajach, trafiły po czasie także do grup pozakościelnych, by po czasie albo ewoluować, albo też rozpocząć zupełnie osobne życie. Niektóre ze znanych nam świątecznych zwyczajów, a zwłaszcza ich ludowe odsłony, wydają się nam wręcz bezdyskusyjnie oczywiste, a argument, że „zawsze tak było” skutecznie miażdży wszelkie próby odświeżenia ich znaczenia. A co by się stało, gdyby ktoś nagle pasterkę przestał nazywać pasterką? Albo zrezygnował z wigilijnego postu? Okazuje się, że wcale nie musiałby to być „zamach na Święta”, a ów rewolucjonista byłby o wiele bliżej prawdy, niż się nam wydaje.

Tradycja trzech Mszy

Starożytna wspólnota wierzących w Jerozolimie gromadziła się nocą w Betlejem, by w grocie narodzenia Chrystusa celebrować Mszę. Po niej, o świcie, wszyscy wracali do Jerozolimy, aby odprawić drugą. Wreszcie, w ciągu dnia, gromadzili się po raz trzeci na tzw. obchód świąteczny. Stąd tradycja trzech Mszy świątecznych. Bardzo szybko skojarzono te trzy Msze z potrójnym hołdem dla Nowonarodzonego. Jako pierwsi oddali Chrystusowi hołd aniołowie w czasie zwiastowania radosnej nowiny pasterzom. Drudzy byli pasterze. Trzecie miejsce przypada natomiast nomen omen Trzem Królom. I tak Msze: nocną, poranną oraz dzienną nazwano analogicznie: anielską, pasterską oraz królewską. Sprawowana współcześnie świąteczna Eucharystia o północy, wbrew zwyczajowej nazwie, nie jest więc mszą pasterską, lecz anielską. Dlatego nazwa „pasterka”, co być może umyka czasem naszej świadomości, nie jest oficjalną kościelną nazwą tej Eucharystii. Mszał Rzymski nazywa ją „Mszą w nocy”. W tym miejscu warto dodać, że współczesne przepisy Kościoła do liturgicznych obchodów Bożego Narodzenia zaliczają aż cztery różne Msze. Są to:

  1. Wieczorna Msza wigilijna;
  2. Msza w nocy;
  3. Msza o świcie;
  4. Msza w dzień.

Ciekawostką jest, że pierwszej z nich, czyli tzw. Wieczornej Mszy wigilijnej, w praktyce nie odprawia się niemalże wcale. 24 grudnia odprawia się bowiem wyłącznie Msze do południa, aby wieczorem ludzie mogli swobodnie zgromadzić się na rodzinnej wieczerzy. A przewidziana przez Mszał Rzymski Wieczorna Msza wigilijna powinna być sprawowana po zmroku, ale przed północą, czyli właśnie wtedy, gdy wierzący gromadzą się wokół rodzinnych stołów, a nie przy ołtarzu. Co zatem z naszą pasterką? W dawnym nazewnictwie kościelnym byłaby to tzw. Msza anielska, a dzisiaj jest to po prostu Msza w nocy.

Pierwszy dzień świąt

Tutaj kolejna sprawa: w Wigilię nie trzeba być na Mszy Świętej. Eucharystia, którą nazywamy dziś potocznie pasterką jest bowiem sprawowana już po północy, a zatem 25 grudnia. I w całym tym bożonarodzeniowym „Triduum” (od Wigilii do drugiego dnia Świąt), katolik ma obowiązek uczestnictwa w Mszy wyłącznie 25 grudnia. Spełnia go także, gdy tzw. pasterkę (czyli bożonarodzeniową Mszę w nocy) sprawuje się 24 grudnia po zmroku (np. papież odprawia tę Mszę o 22:00, bądź o 23:00), ze względu na wygodę czy zdrowie ludzi starszych, chorych, bądź dzieci. Taka Msza jest odprawiana z mszalnych tekstów „Mszy w nocy” i wlicza się już w celebrację 25 grudnia.

Czy wierny obecny na tzw. pasterce, ma obowiązek być na Mszy w pierwszy dzień świąt? Odpowiedź jest prosta: przecież już na niej był. Gdyby jednak nie uczestniczył w tzw. pasterce, może dopełnić obowiązku uczestnictwa w Bożonarodzeniowej Eucharystii podczas Mszy o świcie, bądź też Mszy w dzień.

A co z Komunią? Skoro przyjąłem ją w czasie tzw. pasterki, a był to przecież już dzień 25 grudnia, to czy mogę przyjąć Komunię także w czasie Mszy o świcie bądź Mszy w dzień, skoro te Msze również odprawia się w dniu 25 grudnia? Oczywiście, że tak. Każdy wierny może w ciągu jednego dnia przyjąć Komunię Świętą maksymalnie dwa razy, o ile przyjęcie Komunii po raz drugi następuje w czasie Eucharystii, w której ów wierny uczestniczy w całości.

Drugi…

Zapytajmy teraz o dzień 26 grudnia. Czy ów drugi dzień Świąt także niesie ze sobą obowiązek uczestnictwa w Eucharystii? Po pierwsze: określenie „drugi dzień świąt” to także nazwa zwyczajowa i nie ma jej w żadnych kościelnych tekstach liturgicznych czy kanonicznych. Jest to po prostu święto Świętego Szczepana, diakona, pierwszego męczennika. Kościół zachęca wiernych do uczestnictwa w tym dniu w Eucharystii, ale nie popełnia grzechu ten, kto nawet świadomie i dobrowolnie rezygnuje z udziału w tej Mszy. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że w tym dniu, w czasie Eucharystii, nie powinno się odmawiać Credo. Niektórzy kapłani, jakby z przyzwyczajenia rozpoczynają po kazaniu (bądź liście) wyznanie wiary, jednak liturgia z 26 grudnia tego nie przewiduje.

Na koniec… karp. Czy to jedyne obok śledzia zwierzę, które można spożyć w czasie wieczerzy wigilijnej? Wstrzemięźliwość od mięsa w dniu 24 grudnia, czyli tzw. post wigilijny, podobnie zresztą jak tzw. post wielkosobotni jest godny pochwały, jednak nieobowiązkowy. To zwyczaj ludowy. Pobożny, a nawet teologicznie uzasadniony, jednak nie wymagany. Nigdy nie wszedł do przepisów kościelnych jako kanon prawny. Dlatego nie grzeszy ten, kto w czasie wigilijnej wieczerzy ze smakiem zje schabowego.

Na szczęście w życiu chodzi chyba o coś więcej, niż po prostu o to, by jedynie formalnie nie grzeszyć…

 


Partnerzy medialni