Zżyj się z Różańcem!

MONIKA M. ZAJĄC

„Zżyjmy się z Różańcem tak, abyśmy go stale odmawiali, abyśmy łatwo doń wracali, abyśmy mu poświęcali wszystkie wolne chwile”. To nie była banalna porada duszpasterska, ale pełna mocy zachęta niezłomnego pasterza Kościoła, przekonanego o sile pokornej modlitwy, będącej tak skutecznym lekarstwem na najgroźniejsze nawet dni.

Fakty mówią same za siebie… Stefan Wyszyński urodził się w pierwszą sobotę sierpnia, a zatem w dniu i miesiącu szczególnie poświęconym Matce Najświętszej. Kapłanem został w kaplicy Matki Bożej w katedrze we Włocławku. Mszę Świętą prymicyjną odprawił na Jasnej Górze. Nominację na biskupstwo w Lublinie otrzymał w dzień Zwiastowania Pańskiego (1946 r.), a decyzję o przeniesieniu na stolicę biskupią do Gniezna – w dzień Matki Bożej Miłosierdzia, czyli 16 listopada (1948 r.).

Maryjny Prymas

W noc aresztowania przedmiotami, które pragnął ze sobą zabrać, były jedynie brewiarz i różaniec. Maryja bardzo konkretnie akcentowała swoją obecność w najważniejszych momentach jego życia. Rys Maryjnej duchowości znaczył lata jego dzieciństwa, czas odkrywania powołania, a później posługi kapłańskiej i przewodzenia Kościołowi w Polsce.

To wszystko było jednak wynikiem codziennie budowanej łączności z Maryją. Szczególną rolę odegrała w tym modlitwa różańcowa, z którą był związany od najmłodszych lat. Wspólnie odmawiany w domu rodzinnym Różaniec i wierność modlitwie stanowiły praktyczny wyraz jego pragnienia, by żyć w bliskości Matki i przez Jej ręce oddać się Jezusowi w niewolę miłości. Soli Deo per Mariam, a więc „Samemu Bogu przez Maryję” – tak chciał żyć, w totalnym oddaniu swojego życia i powołania, w uległości i zgodzie na poprowadzenie tam, dokąd Oni sami zechcą…

Szept prostaczków i myśl teologów

Jako ludzie wierzący wiemy, że nic nie dzieje się przypadkiem i że nawet w najczarniejszych i najbardziej krzywych historiach Pan Bóg przychodzi ze swoją interpretacją wydarzeń, które my pochopnie szufladkujemy jako dobre lub złe. Dlatego w trudnym czasie wciąż duchowo przygotowujemy się do beatyfikacji tego wyjątkowego mocarza, opatrznościowego męża stanu i księcia Kościoła. Posłuchajmy więc, co ma nam do powiedzenia o modlitwie, której staramy się być promotorami, a do której w tych dniach z pewnością dołączyło wielu, szukając w niej ratunku w czasie niepewności, lęku czy choroby…

Jako biskup lubelski Stefan Wyszyński wystosował do swoich wiernych List pasterski o codziennym odmawianiu Różańca Świętego (15 VIII 1947 r.).

Już na początku przypomniał w nim, że ilekroć Kościół Boży był w wyjątkowym niebezpieczeństwie, Stolica Apostolska wzywała do modlitwy różańcowej. Narodziny Różańca dokonały się właśnie w chwilach rozprzestrzeniania się herezji i niebezpiecznej walki wywrotowych sekt przeciwko Kościołowi i chrześcijańskiemu porządkowi społecznemu. Brzmi znajomo? Współcześnie?

Dziś, kiedy tak wiele niepewności, a doświadczenie pandemii podważyło nasz poukładany świat, pokazując ograniczoność naszych ludzkich planów, niemożność kontrolowania czegokolwiek, kompletną bezradność wobec biegu spraw, wsłuchujemy się w głos bp. Wyszyńskiego, który zalecał Różaniec jako pokorne, a tak skuteczne lekarstwo na dni nawet najgroźniejsze…

Wzywał do nowego wysiłku, do Różańca, który jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też najwznioślejszych duchów w Kościele – modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych. Wyjaśniał, na czym polega jego fenomen, mówiąc, że w przedziwny sposób łączy on modlitwę myśli i modlitwę warg, gdy każe rozważać dzieje miłości Chrystusa na ziemi, a jednocześnie cierpliwie głosić ustami pochwałę Maryi. Różaniec jest aktem głębokiej pokory i jednocześnie wyznaniem żywej wiary; oddaje najgłębsze myśli i najprostsze ludzkie słowa dla uwielbienia Trójcy Świętej przez Maryję.

Miły i wierny towarzysz – Różaniec

Wielkim pragnieniem pasterza ziemi lubelskiej było przywrócenie w domach rodzinnych starego zwyczaju kończenia dnia wspólnym Różańcem, a także ożywienie apostolstwa różańcowego. Pragnął, by nie zabrakło w nim nikogo: dzieci, młodzieży, ojców i matek. I wreszcie zachęcał kapłanów, by swoją miłość do Różańca przekazywali wiernym.

„Zżyjmy się z Różańcem tak, byśmy go stale odmawiali, byśmy łatwo doń wracali, byśmy mu poświęcali wszystkie wolne chwile. Jak miłym i wiernym towarzyszem codziennych zajęć naszych może być Różaniec! Krzątanina domowa przy wielu zajęciach, długie wędrówki do pracy, w pole, do fabryki, do szkoły czy urzędu, cierpliwe chodzenie za pługiem czy broną, wyczekiwanie w kolejkach, na przystankach autobusowych, w poczekalniach urzędów, długie godziny na wozie, w samochodzie, w wagonie kolejowym, bezsenne noce czuwania nad kołyską chorego dziecka, miłe chwile wytchnienia, włóczęgi po lesie czy po mieście – wszystko to może być uświęcone, wzbogacone, uprzyjemnione modlitwą różańcową”.

Bo gdy na tyle problemów nie znajdujesz rady, Prymas podpowiada ci jedno: miej zawsze w kieszeni różaniec i módl się – szczególnie za tych, od których doświadczasz jakiejkolwiek krzywdy, udręki… To wszystko wplecione w różańcowe dziesiątki nie będzie już tylko twoją troską. Zostanie bowiem włączone w rozważane na różańcu wielkie tajemnice wiary. Obejmie cię tym szczególnym płaszczem codziennej modlitwy Kościoła.

 

 


Partnerzy medialni