„Bardzo pragnęła, żebyśmy byli prawdziwie dziećmi Bożymi, żeby niósł nas przez życie duch Boży”.

Słowa homilii wygłoszonej przez ks. bp. Romualda Kamińskiego, ordynariusza warszawsko-praskiego, podczas Mszy Świętej pogrzebowej Matki Anicety Borowskiej, Przełożonej Generalnej Zgromadzenia Sióstr Loretanek, bardzo dobrze oddają jej poczucie misji, którą przyjęła, odpowiadając Bogu „tak”. Jubileusz 50-lecia ślubów zakonnych przeżywała 15 sierpnia 2021 r. w Loretto. A miesiąc później, również w święto maryjne – MB Bolesnej – została pożegnana przez Zgromadzenie, rodzinę i przyjaciół, aby kontynuować jubileuszową radość w Domu Ojca. Odeszła, by przyjąć wieniec zakładany złotym jubilatkom przez samego Oblubieńca.

BOŻY CZŁOWIEK CZYNU

Pan Bóg powołał Matkę Anicetę do siebie po ciężkiej chorobie w piątek 10 września 2021 r. Przeżyła 71 lat, z czego 53 lata w powołaniu zakonnym. Wielorakość obowiązków podejmowanych w Zgromadzeniu doprowadziła ją do przyjęcia urzędu przełożonej generalnej. Jak mówił bp Romuald Kamiński, miała świadomość, że Pan wkłada na jej barki znaczący ciężar. Nie mógł on jej przestraszyć, bo stała przy boku Matki Najświętszej i bł. Ojca Ignacego. Dlatego podjęła ten trud.

– Była matką odważną, mocno związaną ze Zgromadzeniem – wskazywał hierarcha.

To jej staraniom Kościół zawdzięcza konsekrację świątyni MB Loretańskiej w Loretto, dzieło misyjne w Tanzanii oraz organizację obchodów 100-lecia Zgromadzenia.

„SPOKOJNIE – PAN Z NAMI!”

Matka Aniceta była dla niej przełożoną, współsiostrą, Matką Generalną, ale i bliskim współpracownikiem. Była urodzoną liderką, bardzo pracowitą, stanowczą i bezkompromisową, człowiekiem czynu. Jednak przede wszystkim – niedościgłym wzorem zaufania Panu Bogu i niezłomnego podążania drogą woli Bożej.

Widywałem ją zatopioną w modlitwie, jakby przebywała w innym świecie. Taką myśmy ją tu zapamiętali i taką pozostanie w naszej pamięci.

– Na zawsze zostanie mi w pamięci wspólna podróż samolotem, którą odbyłam z Matką do Soczi.
W drodze powrotnej, tuż nad Morzem Czarnym, wpadłyśmy w turbulencje, a po pewnym czasie samolot zaczął gwałtownie spadać i przekręcił się na jedną stronę. Wydałam z siebie okrzyk przerażenia, a wtedy Matka Aniceta powiedziała ze spokojem i pewnym namaszczeniem: „Spokojnie – Pan z nami!” – opowiada s. Judyta Zając CSL, radna generalna Zgromadzenia. – Matka w chwilach krytycznych zachowywała tzw. zimną krew, chociaż po tym locie stwierdziła, że takich przeżyć nie miała nawet podczas długich i licznych lotów do Ameryki – wspomina loretanka.

TAKA POZOSTANIE…

Matkę Anicetę wspominają z ogromną estymą także Polacy mieszkający w USA. Jest wśród nich pan Jan Żółtek z Chicago-Bolingbrook, który często odwiedzał centralę Radia Maryja, w której przez cztery lata pracowała. W jego pamięci Matka pozostanie osobą zawsze skupioną, zrównoważoną, z którą świetnie się rozmawiało, gdyż miała ogromną wiedzę na różne tematy, zwłaszcza historyczne.

– Potrafiła mądrze doradzać, była autentyczną patriotką zatroskaną o los Kościoła i Ojczyzny, widziała zagrożenia wynikające z przemian, jakie zachodzą w zlaicyzowanym świecie. A w czasie naszych pielgrzymek do amerykańskiej Częstochowy prowadziła modlitwy i z pasją opowiadała historię Zgromadzenia. Potrafiła nas też rozbawić mądrymi dowcipami – wspomina nasz rozmówca. – W kościele czy w kaplicy widywałem ją zatopioną w modlitwie, jakby przebywała w innym świecie. Taką myśmy ją tu zapamiętali i taką pozostanie w naszej pamięci.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Listopad 2021

Udostępnij

Doktor nauk społecznych w dziedzinie prawa kanonicznego, od lat związana z ruchem pro-life, dziennikarka, publicystka.