Gdy wkoło zapada ciemność styczniowego wieczoru, a cała góra jest pokryta białośnieżnym puchem, miejsce to smakuje najlepiej. Już z daleka widać delikatny brzask przyćmionego światła.

Światło tlących się świec odbija się od jęzorów śniegu zwisających z ciężkich jodłowych gałęzi. Ta łuna to sprawka kilkunastu lampionów ustawionych pod cokołem pomnika na leśnej polanie.

Tak naprawdę wcale nie wiemy, jak się nazywał. Nie wiemy też, ile miał lat, ani kiedy dokładnie żył. Wiemy za to, że posługiwał jako rycerz na pobliskim zamku w Muszynie. Być może to właśnie tam zobaczył ją po raz pierwszy. A może sam wybrał się na okoliczne pastwiska, aby ją ujrzeć? Tego jednak też nie wiemy. Wiemy za to, że się poznali i zapałali do siebie płomiennym uczuciem. On, rycerz z Muszyny. Ona, pobożna pasterka z okolicznych łąk. Tak zaczyna się znana każdemu góralowi z Krynicy historia związana z Matką Bożą o przepięknym imieniu Królowej Krynickich Zdrojów.

UZDROWIENIE CHORYCH

Relację dwojga zakochanych przerywa wojna z Tatarami. Wezwany przez króla rycerz musi jechać na front bronić ojczyzny. Tymczasem piękna dziewczyna decyduje się cierpliwie czekać na ukochanego. Mijają kolejne miesiące, a wybranek serca wciąż nie wraca. Pasterka ślubuje więc swoje życie Matce Bożej i osiada w pustelniczej leśnej chacie, w gęstym karpackim borze, w którym bije czyste źródło. Po wiekach nazwano je Zdrojem Głównym.

Miejscowi nazywają to miejsce Leśnym Sanktuarium. Tą zaś, która w nim czeka pośród świateł rozpalonych lampionów – Królową Krynickich Zdrojów.

Któregoś dnia pogrążoną w modlitwie dziewczynę wybudza przeraźliwy krzyk. Pasterka wybiega, by szukać źródła tego głosu. Po niedługim czasie znajduje leżącego na leśnym mchu między drzewami ukochanego mężczyznę. Wracając z wojny, od razu udał się do pasterki, ale po drodze napotkał dzikiego zwierza. Ten zaczął go szarpać, lecz spłoszony krokami zbliżającej się dziewczyny uciekł, pozostawiając rannego mężczyznę na ziemi. Inna wersja legendy mówi w tym miejscu o zbójach. To jednak nie ma znaczenia.

Znaczenie ma to, że widząc umierającego rycerza, pasterka padła na kolana i zawołała do Tej, do której tak często się w tym lesie modliła – do Matki Najświętszej – błagając Ją o ratunek. I wtedy stało się coś niezwykłego. Oto w błękitnej jasności zstąpiła z niebios sama Maryja. Wskazała dziewczynie tryskający zdrój wody i powiedziała: „Umyj tą wodą rany rycerza, a będzie żyć”. Pasterka czym prędzej spełniła żądanie Matki Bożej. Naraz zobaczyła, jak obmywane cudownie wytryśniętą wodą rany na jej oczach zaczynają się goić i zasklepiać. Mężczyzna wkrótce wrócił do zdrowia. Od tej pory młodzi będą powtarzać wszystkim przeżytą historię i szerzyć dozgonną wdzięczność oraz cześć ku Najświętszej Panience z Krynickich Zdrojów – Uzdrowieniu Chorych.

PO DZIŚ DZIEŃ

Jest już po osiemnastej. Wieczór zaległ nad obłymi pagórami Beskidu Sądeckiego. Ucichła muzyka na stokach narciarskich. Jedynie na Jaworzynie Krynickiej, na oświetlonej trasie, w śnieżne szaleństwo bawią się ci najwytrwalsi. Poza tym cisza. Buchające prosto w niebo dymy z pobliskich chat, przypominają, że zima na dobre rozgościła się w polskich górach. Idąc między pojedynczo rozpalonymi latarniami, udaję się w stronę Góry Parkowej. To właśnie tam góralska legenda umieszcza scenerię opisanych wyżej wydarzeń z rycerzem i pasterką.

O tej godzinie nie ma tu już nikogo. Nieudeptany śnieg na spacerowych alejkach świadczy, że dziś nie zawitało tu wielu. W odróżnieniu od ostatniej niedzieli maja, gdy z kościoła zdrojowego wyszła na Górę Parkową duża procesja, a na rozlicznych ścieżynkach zgromadziło się nawet kilka tysięcy ludzi. Teraz jest tu tak cicho, że słychać wyraźnie szelest strumyka szemrzącego pod niewielką jeszcze warstwą śniegu. Nad nim kołyszą się szumiące sosny i świerki. Jeszcze tylko dwa zakręty i powinienem być na miejscu.

Miejscowi nazywają to miejsce Leśnym Sanktuarium. Tę zaś, która w nim czeka pośród świateł rozpalonych lampionów – Królową Krynickich Zdrojów. To figura Matki Bożej Łaskawej. Zachwycony urokiem tego miejsca Artur Grottger wykonał swego czasu rysunek Tej, która – w jego mniemaniu – powinna stanąć właśnie na urokliwym fragmencie krynickiego stoku. Wykonawczynią jego woli stała się Seweryna hrabina Badenii, opiekunka chorych i ubogich. To jej fundacja podjęła się społecznej zbiórki na budowę figury. Ofiarność wiernych przeszła wszelkie oczekiwania. W końcu w roku 1864 na zachodnim stoku Góry Parkowej w Krynicy-Zdroju Leśne Sanktuarium zyskało swoją patronkę. Maryja jest tu zresztą po dziś dzień. Wita łagodnym obliczem każdego, kto pofatyguje się dla Niej tych kilkaset metrów pod górkę.

Przed dwoma laty Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zakończyła procedurę ustanowienia Matki Boskiej Łaskawej patronką krynickiego uzdrowiska. Od tej pory każdy, kto przybywa na zdrowotną kurację w pasmo Beskidu Sądeckiego, może mieć pewność, że prócz zdrowia ciała ma prawo spodziewać się po tej wizycie także odnowienia ducha. Potrzeba tylko jednej prośby: „Panie, przymnóż nam wiary!”.

UDOSTĘPNIJ

Podróżnik, dziennikarz, fotoreporter, autor książek, programów TV i strony czerniecki.net