Życie ukryte, podjęte w posłuszeństwie, stało się dla Pauliny czasem głębokiej przemiany. Cztery lata apostolskiego „milczenia” przygotowały ją na spotkanie z tajemnicą Serca Jezusa.
Obdarzona szczególną bliskością Jezusa zgłębiała tajemnicę Jego miłości – odrzucanej i cierpiącej z powodu utraty dusz. Jej zapiski odsłaniają nam głębię poznania Bożych planów wobec niej. Przynaglające pragnienie działania na rzecz zbawienia wszystkich ludzi było owocem jej zjednoczenia z Chrystusem. Jednak ten Boży dar powodował w Paulinie wewnętrzne rozdarcie między potrzebą działania dla ratowania bliźnich a tęsknotą za zatopieniem się w kontemplacji.
Łatwość, z jaką po rewolucji 1789 r. jej rodacy szli w przepaść ideologii zatruwających umysły i serca, poruszała Paulinę do głębi. Jej duchowy przewodnik ks. Jean Wurtz, również przejęty sytuacją, prorokował Francuzom nadejście ognia Bożej sprawiedliwości – kary, którą sami na siebie ściągają. Jednak w sercu Pauliny było pragnienie ratowania grzeszników i nadzieja na miłosierdzie Jezusa: „Ponad wszelkimi niewdzięcznościami i zbrodniami, ponad samą piekielną wściekłością widzę Serce Jezusa Chrystusa, a w tym Sercu nieskończenie więcej miłosierdzia, miłości i mocy, niż jest nieprawości na ziemi, wściekłości i nienawiści w piekle. Dlatego właśnie mam nadzieję wbrew wszelkiej nadziei, że lepsze dni zaświecą jeszcze nad naszą ojczyzną”.
OD DOBREJ LEKTURY DO OŻYWIENIA RÓŻAŃCA
Ziarno pragnienia ratowania dusz padło na grunt religijnego ożywienia we Francji po Roku Jubileuszowym 1825. To przebudzenie było dla Pauliny znakiem, bo jako realistka wiedziała, że jeśli ogień łaski nie zostanie podtrzymany, to szybko przygaśnie. Rozpoznała więc moment, by położyć nowy fundament religijnego i moralnego odrodzenia ojczyzny.
Apel Leona XII z bulli na Rok Jubileuszowy – „aby zjednoczyć siły przeciwko książkom bezbożnym, haniebnym i zaraźliwym, którymi śmiertelny wróg rodzaju ludzkiego zarzuca nas ze wszystkich stron z nieprawdopodobnym rozmachem” – współbrzmiał z działalnością Pauliny na polu szerzenia dobrej prasy. Wychowanka ks. Wurtza, który od dawna podejmował walkę ze stowarzyszeniami masońskimi, była dla niego wielkim wsparciem. Wspólnie redagowali broszury demaskujące antyreligijne ideologie. Próbowali również wybudzić z beztroski pasterzy Kościoła, którzy ciesząc się z końca prześladowań, nie zauważali nadchodzącej katastrofy.
„W chwili, gdy najmniej się tego spodziewałam, dobroć Boża dostarczyła mi środka do osiągnięcia celu. Słyszałam o podziwu godnych skutkach różańca świętego i miałam nadzieję, że gdyby udało mi się ożywić to nabożeństwo, ta niebiańska modlitwa uśmierzyłaby gniew Boży i wydała w duszach owoce zbawienia. Brakowało mi jednak okazji” – pisała. Okazja nadarzyła się dzięki niewielkiemu stowarzyszeniu ks. Wurtza, które zajmowało się rozprowadzaniem dobrej prasy i dewocjonaliów: „Wtedy to Pan nasz podsunął mi myśl, by skorzystać z tej okoliczności i zorganizować Żywy Różaniec”.
Idea podziału na grupy osób rozprowadzających prasę zainspirowała ją do zaproponowania im codziennego różańca podzielonego między piętnastu członków, tak by każdy odmawiał jedną dziesiątkę dziennie. Prosty w formie pomysł Pauliny dobrze znającej mentalność rodaków przychodził
z pomocą ich niechęci do dłuższej modlitwy. Starożytna modlitwa św. Dominika, odmłodzona przez nią w 1826 r., została przyjęta z zapałem jako Żywy Różaniec. Dla Francji i świata rozpoczął się nowy czas łaski pod sztandarem Maryi – choć nie bez trudności.
DZIEŁO PODDANE PRÓBIE
Pierwszymi przeciwnikami Żywego Różańca były wpływowe osobistości Kościoła. Choć 1 lutego 1827 r. wspólnota została zatwierdzona przez nuncjusza w Paryżu, generał dominikanów wprowadzony w błąd fałszywymi doniesieniami zarzucił Paulinie, że nieroztropną innowacją zmienia, a nawet niszczy nabożeństwo różańcowe. Wyrzuty te dotknęły ją boleśnie, gdyż należała do bractwa różańcowego i darzyła Zakon Kaznodziejski szczególnym uczuciem. Zasmucona niepokojem, jaki wywołała, napisała do generała list, pokornie wyjaśniając motywy swego działania. Ujęty szczerością i prostotą generał pobłogosławił dzieło i włączył je do rodziny dominikańskiej.
Nowej wspólnocie sprzeciwił się także biskup Wersalu, lecz niektóre zelatorki nie uznały tego zakazu. Dotknięta ich zachowaniem Paulina napisała list do ordynariusza, zapewniając, że wolałaby, aby Żywy Różaniec „został unicestwiony w Waszej diecezji, niż widzieć, jak jego członkowie, pod jakimkolwiek pozorem dobra, ośmielają się sprzeciwiać najmniejszym zamiarom swojego ojca w wierze”. Z kolei bp Soyer, wystawiając Paulinę na próbę, zapytał surowo: „Cóż to! Proszę Pani, czyż ten drugi różaniec już umarł?”. „Nie, Ekscelencjo – odpowiedziała z subtelnością – on spał, a ja chciałam go obudzić”. Biskup uśmiechnął się i pobłogosławił dzieło oraz jego założycielkę.
Szczerość Pauliny, jej prostota i czystość intencji szybko ujmowały oponentów. Nie brakowało jednak intrygantów zwalczających nową formę pobożności i samą Paulinę.
Nowe stowarzyszenie w zamyśle Pauliny było otwarte dla wszystkich: „Nie należy zważać na pozycję czy światową reputację. To ludzkie względy, które nie pozwalają wybierać tych, których często wybiera Bóg”. W tej samej róży modliły się więc damy i właścicielki sklepów, rentierki i robotnice. Obce jej było wywyższanie się nad innych i nie godziła się na sposób, w jaki bogacący się mieszczanie traktowali biedniejszych.
Lek na duchowe zło jej czasów z założenia miał być prosty i nie- męczący, a przy tym zachęcający do tworzenia bliższych, rodzinnych relacji między stowarzyszonymi. Żywy Różaniec miał nie tylko zbliżać ludzi do Boga, ale przez rozważanie tajemnic różańca wprowadzał ich w centrum modlitwy, w której Paulina widziała jedyne lekarstwo na ateizm i podziały prowadzące do wyzysku i nieszczęścia rodzin.
APOSTOLSKI ROZMACH I SZATAŃSKA ZAZDROŚĆ
Żywy Różaniec szybko obejmował kolejne zakątki świata. W 1831 r. Paulina pisała: „Liczba odmawiających dziesiątek różańca rośnie z niewiarygodną szybkością we Włoszech, Szwajcarii, Belgii, Anglii i w wielu regionach Ameryki. Ta forma różańca zakorzeniła się mocno aż po Indie”. Paulina zdała sobie sprawę z tego, że potrzebuje siedziby do zarządzania apostolskimi dziełami i w 1832 r. nabyła posiadłość w Lyonie, którą nazwała „Loretto” – był to dom, który stał się centrum Żywego Różańca. Patrzący zazdrosnym okiem posądzili Paulinę o chęć wzbogacenia się na kolportażu dewocjonaliów i prasy religijnej trafiających z „Loretto” do tysięcy odbiorców na całym świecie. Codziennie przybywało tam też wielu gości: „Ileż to razy musiałam przerywać modlitwę dla obowiązków gościnności i zapominać o moich bolączkach, o moich cierpieniach, aby ulżyć cierpieniom osób, które ze wszystkich krajów przybywały do mnie w swoich potrzebach lub w potrzebach dzieł. Było to opuszczanie Boga dla Boga; a zresztą nadrabiałam to w nocy: żadna troska nie pozwoliła mi przerwać wieczystej adoracji”.
Liczne świadectwa łask i uzdrowień – zarówno wśród członków stowarzyszenia, jak i osób wspieranych ich modlitwą – ukazywały duchową moc wspólnoty. Dzięki listom okólnym do członków Żywego Różańca idea krucjaty ratowania dusz skłaniała ich serca do bezinteresownej miłości.
Częstą praktyką Żywego Różańca było obejmowanie duchową opieką całej róży jednego grzesznika. Każdy członek róży codziennie wypraszał dla tej osoby duchowe owoce w ramach przypadającej mu tajemnicy. Oddolną inicjatywą były „róże grzeszników” – obok własnych imion w róży wpisywano imię grzesznika, nad którym roztaczano modlitwę i każdy członek róży odmawiał za tę osobę dodatkową dziesiątkę. Do tej praktyki chętnie zapraszano róże dzieci, które dzięki swojej niewinność mają szczególny przystęp do Boga. Sama Paulina w listach często prosiła Żywy Różaniec o modlitwę za siebie, gdyż Jezus pokazywał jej, jak wiele łask otrzymała dzięki modlitwom innych.
NA FUNDAMENCIE KRZYŻA
Życie Pauliny od najmłodszych lat naznaczone było cierpieniem. Stopniowo dojrzewała do odkrycia potrzeby zjednoczenia z Ukrzyżowanym, aby Jego tajemnica stała się źródłem i owocem jej modlitwy. Wytężona praca przy kierowaniu „Loretto”, które stało się także centrum spotkań misjonarzy, doprowadziła Paulinę do wyczerpania. Gdy w 1834 r. Żywy Różaniec był w rozkwicie, 35-letnia Paulina była u kresu sił. Z powodu choroby serca balansowała na granicy życia i śmierci. Każdy oddech był dla niej męką przybliżającą ją do Ukrzyżowanego, a każdy gwałtowny ruch mógł przerwać jej życie. W tym stanie przeżyła dni powstania robotniczego w Lyonie, gdy wraz ze wspólnotą Córek Maryi przez wiele dni ukrywała się w ciasnych podziemiach domu „Loretto”. Paulina, którą przeniesiono tam na łóżku, zabrała ze sobą Najświętszy Sakrament. Trzymała go przy sercu, niestrudzenie modląc się o ocalenie Francji i zbawienie ludzi. Pan Bóg wyprowadził ją z niebezpieczeństw i pozwolił odzyskać siły dzięki cudownemu uzdrowieniu przez wstawiennictwo św. Filomeny, która odtąd stała się patronką Żywego Różańca. W listach do Żywego Różańca często pisała o wartości cierpienia: „Cierpieć, umrzeć, każdego dnia wyrzekać się samego siebie z wielkodusznym poświęceniem. Czyż nie to właśnie przygotowuje serce do udziału w miłości Jezusa i Maryi do wszystkich ludzi? Jakże twarde są te słowa dla natury, któż zechce je usłyszeć?” – wybrzmiewają echa jej osobistych zmagań.
Nie pozostawiała stowarzyszonym złudzeń co do skutków zażyłości ze Zbawicielem: „Otóż od czasu, gdy łzy Zbawiciela, wylewane od Betlejem po Golgotę, stały się wstępem do odkupienia świata, wszystko, co jest wielkie dla wieczności, musi mieć cierpienie za swą kolebkę. Dlatego też u wybranki miłosierdzia walka stanie się nieustanna – między cierpieniem, które czyni duszę zdolną do współudziału w zamysłach Odkupiciela, a silną naturą, która stale i energicznie odrzuca cierpienie, mimo że miłość go pragnie i je akceptuje”.
OWOCE ŻYCIA
Paulina była matką duchową Żywego Różańca do końca swojego życia. Rok przed śmiercią napisała ostatnie napomnienie do doradczyń tej wspólnoty. Z wiarą i miłością mówiła im o niebie, gdzie wkrótce spodziewała się na nie czekać: „Będę żałować trzech rzeczy, opuszczając życie: że nie będę mogła już adorować Jezusa Chrystusa pod osłonami eucharystycznymi; jest On tam tak opuszczony, tak nieznany, że nie wahałabym się pozostać na ziemi aż do końca wieków. Będę żałować także tego, że nie będę mogła już tworzyć żywych koron dla mojej czułej Matki i że przerwę na pewien czas tę rozkoszną korespondencję miłości, która panuje między nami. Mój trzeci żal, ach! Znacie go [spłata dłużników]; chciałyście oszczędzić mi jego goryczy. Mogę tylko powtórzyć: Poddaję się na ślepo zamiarom mojego Boga. Siły mnie opuszczają… Żegnajcie, moje ukochane siostry! Miłość trwa wiecznie”.
Wyznania Błogosławionej pokazują nam jasno, że oprócz struktury i misji Żywego Różańca Paulina zostawiła nam swój osobisty charyzmat – walkę o życie bez reszty oddane Bogu, które streszcza się w prostym: „Pozwólmy Bogu działać i zbytnio nie dociekajmy, co chce osiągnąć”.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Czerwiec 2026 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
RÓŻANIEC33 z bł. Pauliną Jaricot oraz bł. ks. Ignacym Kłopotowskim
Praca Zbiorowa
Serdecznie zapraszam wszystkich do podróży duchowej, która trwa 33 dni. Rekolekcje «Różaniec33» są okazją do tego, by przemyśleć nasze oddanie Panu Bogu przez Maryję, by je ponowić lub uczynić po raz pierwszy w życiu. Niech te rekolekcje sprawią, abyśmy szczerze i osobiście oddali się Bogu i w ten sposób mogli oddawać się naszym bliźnim i mogli przeżywać naszą wiarę w sposób mądry, głęboki i niezmącony. [...]
