Nic, co dobre i ważne, nie bierze się znikąd, lecz wymaga naszego zaangażowania i systematycznej pracy. Nastawienie do świata także jest skutkiem wysiłku lub jego braku.
Prawdziwa radość jest cechą chrześcijanina nawet wtedy, gdy przeżywa trudności.
O źródle nadziei, jakim jest wiara i Bóg, niezmiennie przypomina nam Pismo Święte: „A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją” (Ne 8, 10). Człowiek radosny emanuje pogodą ducha, spokojem i jest świadectwem dla innych. Nie przychodzi ona jednak łatwo, dlatego Jan Paweł II przypominał młodzieży: „Prawdziwa radość jest zdobyczą, której nie osiąga się bez długiej i trudnej walki” (ŚDM, Toronto, 2002).
Dziś media wręcz narzucają nie tylko dzieciom i młodym, lecz także dorosłym rozmaite modele szczęścia i źródła radości. Nie wytrzymują one jednak próby czasu i objawiają swoją kruchość. Rzeczy materialne, konsumpcjonizm, liczba osób obserwujących profile w mediach społecznościowych wywołują uśmiech na twarzy, ale tylko na chwilę. Nie przynoszą prawdziwego szczęścia.
W jaki sposób uzyskać więc stan wewnętrznej radości, której nie zburzy trud życia i nie złamie bolesne doświadczenie? O jej wadze i znaczeniu mówili chociażby kard. Stefan Wyszyński czy ks. Bosko, podkreślając, że jest ona najgroźniejszą bronią przeciwko szatanowi, bo zły duch boi się ludzi radosnych.
– Ks. Bosko powtarzał swoim wychowankom, że chce ich widzieć szczęśliwymi na ziemi i w niebie – mówi s. Dorota Czyżewska CMW, salezjanka, która pracuje z dziećmi w wieku przedszkolny.
Tłumaczy, że radość jest konsekwencją drogi wychowawczej, a w tym towarzyszeniu dziecku ważna jest też wiara.
– Jest ona ostoją, stabilnym punktem, tym, co może nas uratować we wszystkich ciemnych dolinach, którymi przechodzimy – podkreśla.
OBECNOŚĆ I DOSTRZEGANIE POTRZEB
– Etap dzieciństwa jest bardzo ważny dla rozwoju małego człowieka. Dobre relacje z dzieckiem zaowocują w jego dorosłym życiu – podkreśla psycholog Anna Pieczyńska. – W tym czasie dzieci przejmują emocje rodziców i są przez nie kształtowane. Dlatego im więcej radości otrzyma dziecko do 6. roku życia, tym więcej będzie jej w postawie nastolatka i dorosłego – dodaje. Jak zaznacza, radość wewnętrzna jest ważna, choć trzeba pamiętać o akceptacji innych emocji, np. smutku.
– Warto też wiedzieć, że dzieci są bardzo wrażliwe na autentyczność rodziców i wychowawców. One czują także te mniej okazywane emocje – mówi z kolei s. Dorota Czyżewska. – A im bardziej te emocje są skrywane, tym bardziej są czytelne dla dzieci. Jeśli coś niedobrego dzieje się z dzieckiem, pojawia się u niego agresja czy brak radości, to źródło tych zachowań znajduje się nie w dziecku, a w emocjach, jakich ono doświadcza – dodaje.
Anna Pieczyńska przypomina, że dla dziecka najważniejsza jest obecność rodzica, jego uważność na potrzeby malucha i stuprocentowe zaangażowanie, by móc wsłuchać się w jego troski. Jak zauważa, nie jest to łatwe, ponieważ często w czasie zabawy lub pracy z dzieckiem rodzice mają jeszcze inne sprawy, które ich absorbują. Poza tym dzieci nie zawsze prawidłowo się komunikują, a więc ich słuchanie bywa czasem trudne.
– W wychowaniu – tłumaczy s. Dorota – istotna jest również formacja do wartości, do szacunku i ofiarności, do otwartości serca na drugiego człowieka. Drogą do radości jest również przebaczenie i pojednanie.
PRZEKRACZANIE TRUDNOŚCI
– Z perspektywy psychologiczno-pedagogicznej naturalną sytuacją bywa też utrata radości na pewnym etapie życia dziecka. Przeżywa ono różne stany, czasem ma zaniżone lub zawyżone poczucie własnej wartości. I tu istotna jest postawa wychowawcy i rodzica. Czy rodzic potrafi dokonać właściwego rozpoznania, a potem pozwolić przeżyć ten trudniejszy czas? – wskazuje Anna Pieczyńska.
Dziś w zasadzie dzieci mogą w jednej chwili mieć wszystko, czego zapragną. Dlatego warto uczyć je cierpliwości, podejmowania trudu.
Są jednak sytuacje życiowe, które utrudniają wzrost radości wewnętrznej. W ostatnim czasie, jak opowiada s. Dorota, obserwuje się ubóstwo stabilnych relacji rodzinnych. Jest więcej rozwodów, coraz mniej osób zawiera związek małżeński.
– Wiele mówi się o depresji dziecięcej, próbach samobójczych, o czymś, co jeszcze niedawno w psychologii dziecięcej i pedagogice było wyjątkiem. Ponadto nieobecność rodziców jest przyczyną cierpienia i braku radości u dzieci – dodaje.
PORZĄDKOWANIE RELACJI
Współczesny styl wychowania często nie sprzyja budowaniu radosnych postaw.
– Rodzice wyręczają dzieci w wielu czynnościach, a nastolatków w samostanowieniu, odbierając im satysfakcję z pierwszych zarobionych pieniędzy, z możliwości kupienia sobie wymarzonej rzeczy – mówi s. Dorota Czyżewska.
Dziś w zasadzie dzieci mogą w jednej chwili mieć wszystko, czego zapragną. Dlatego warto uczyć je cierpliwości, podejmowania trudu, stawiać im wysoko poprzeczkę.
– To bardzo trudne, czasem frustrujące, ale jest to możliwe – dodaje i podaje przykład: – W przedszkolu prosiłam czteroletnich chłopców, by pozwolili wejść do sali najpierw dziewczynkom. Początkowo reagowali złością, ale potem z radością wykonywali to zadanie – opowiada.
Jak podkreśla, metoda salezjańska zmierza do tego, by porządkować życie młodego człowieka, odkrywać jego talenty, umiejętności, budować na tym poczucie własnej wartości, bo z tego wypływa radość. To ważne także dla młodych ludzi, którzy przeszli trudne doświadczenia, nie mają żadnych relacji albo mają lub mieli relacje toksyczne. Wówczas stworzenie nowych więzi daje szansę i możliwość odzyskania radości życia. W wychowaniu do radości ważna jest również postawa i dojrzałość dorosłych.
– Uporządkowanie relacji rodziców przywraca dziecku radość i szczęście. Obserwowałam to na przykładzie rodzin, z którymi pracuję – mówi s. Dorota. – Wielu rodziców potrzebuje dziś wsparcia. W przedszkolu stworzyliśmy „wioskę” rodziców, gdzie mówimy o potrzebach dziecka i trudnościach, jakie rodzice napotykają w wychowaniu dzieci. Ważna jest psychoedukacja dorosłych. To szansa, by przywrócić normalność. Warto, by każdy z nas podejmował wysiłek wsparcia dziecka i drugiego człowieka – mówi Anna Pieczyńska.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – LUTY 2025 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Pedagogia bólu niezawinionego
bł. ks. Karol Gnocchi
Pierwsze wydanie książki Pedagogia bólu niezawinionego ukazało się kilka godzin po śmierci ks. Karola Gnocchiego, zmarłego w Mediolanie 28 lutego 1956 roku. Tłumy ludzi żegnały go w kościele San Bernardino alle Ossa, gdzie wystawiono ciało, i towarzyszyły mu w drodze do Katedry. Arcybiskup Mediolanu Giovanni Battista Montini, który miał przewodniczyć uroczystości pogrzebowej w Katedrze, trzymał w ręku tę niewielką, lecz jakże cenną książeczkę. Znał więc zapewne testament księdza Karola, będący dojrzałym – i to w najwyższym stopniu – owocem jego drogi duchowej.
