„Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” (Ef 4, 26-27). Czy nie ma tu sprzeczności? Wszak gniew kojarzy się nam z gwałtownością.
Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy sięgamy do opisu wypędzenia przez Jezusa przekupniów ze świątyni (por. J 2, 13-15) – bicz ze sznurków ostro świstał! Monety z powywracanych stołów bankierów rozsypały się po całym dziedzińcu! Zaiskrzyło! A co z obrazami starotestamentalnymi przedstawiającymi „zagniewanego Jahwe”? Człowiekowi może się przydarzyć, ale Panu Bogu?…
CZYM JEST GNIEW?
Wybuchem emocji? Znakiem porażki? Wyrazem nienawiści, pogardy, chęci dominacji? Odreagowaniem własnych niepowodzeń i frustracji? Owszem, tak. Gniew sprawia, że wyrastają mury nie do przebycia i powstają przepaście nie do pokonania. Prowadzi do grzechu, zemsty, krzywdy. Nie można zapomnieć o słowach Jezusa, który mówi twardo: „Kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: «Raka», podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!” (Mt 5, 22-24). Św. Jan w Apokalipsie pisze, że gniew jest przypisany diabłu i jego aniołom (por. Ap 12, 12).
Chrześcijanin zatem nie może mu ulegać, ani pobudzać do niego. Ma być człowiekiem pokoju jak Jezus – „cichy i pokornego serca” (Mt 11, 29). Nie ma lepszego wzoru. A co ze słowami św. Pawła, który wręcz zachęca: „Gniewajcie się, a nie grzeszcie” (Ef 4, 26)?
Gniew nie zawsze musi być zły, destrukcyjny, generować nienawiść. Może też ożywiać i inspirować! To też forma protestu przeciwko niesprawiedliwości, własnemu lenistwu, gnuśności, grzechowi, pogardzie, obojętności itd. Pamiętamy Mojżesza, który na widok niewierności ludu rozgniewany strzaskał kamienne tablice (por. Wj 16, 20). Teologia moralna podkreśla, że słuszny gniew może stać się świętym (łac. ira per zelum), gdy jest protestem przeciwko zniewadze Boga.
Jak zatem odróżnić „dobry gniew” od „złego gniewu”? Najprostszym kryterium jest ewangeliczna zasada: „Poznacie ich po owocach” (Mt 7, 16).
CHWILE „PRZYKREJ TRZEŹWOŚCI”
„Pokój w człowieku rodzi się z ładu, z porządku, wyrazem zaś ładu staje się sumienie” – pisał ks. Jerzy Machnacz (Kazania). „Spokój można uzyskać dość łatwo: wystarczy zakochać się we własnym lenistwie, wybrać drogę pobłażliwości w stosunku do siebie. Można go uzyskać, gromadząc wielkie pieniądze, wykupując polisy ubezpieczeniowe na życie, budując wysokie mury wokół posesji. Dla uzyskania nieświętego «świętego spokoju» wystarczy pójść do psychiatry lub wziąć pastylki, odseparować się od świata, zanurzając się w telewizyjnej fantazji. Nie sposób budować pokoju, mając jednocześnie zbrukane grzechem sumienie – żyć z nim za pan brat przez całe miesiące lub lata i udawać, że nic się złego nie dzieje. Aby zyskać pokój, trzeba najpierw przeżyć własny niepokój, własny rachunek sumienia, chwile dla siebie niekiedy bardzo przykrej trzeźwości. Jest to konieczne, aby czystym spojrzeniem ogarnąć siebie i całą rzeczywistość. Wszak pokój to dziecko prawdy i dobra”.
Nie bójcie się mówić sobie prawdy – bez złości, nienawiści, chęci odwetu czy pokazania: „A widzisz, ja mam rację!”.
Potrzebne nam są chwile „przykrej trzeźwości”. Myślę, że to miał na myśli św. Paweł, pisząc: „gniewajcie się, a nie grzeszcie”. To znaczy: jeśli kochacie się nawzajem, jeśli wasza miłość jest prawdziwa, szczera, wyrywajcie się z letargu nieświętego „świętego spokoju”. Nie bójcie się mówić sobie prawdy – bez złości, nienawiści, chęci odwetu czy pokazania: „A widzisz, ja mam rację!” – w duchu najczystszej miłości, troski o los doczesny i wieczne zbawienie. To nieraz boli. Tak jak gniew na siebie, gdy trzeba radykalnie zmienić swoje życie, poprzestawiać priorytety, zerwać z grzechem. Jak operacja ratująca życie. Jak bolesny, ale przecież niosący zdrowie zastrzyk. Tak trzeba.
ROZLUŹNIONE PIĘŚCI
„Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”, dodaje św. Paweł. To znaczy: pojednajcie się, niech wasz gniew na to, co was niszczy i oddala od siebie, ustąpi miejsca jedności, prawdzie. Noc, w sensie biblijnym, to domena złego ducha. Kończący się dzień, wspólna modlitwa to najlepszy czas, aby Jezus zakrólował w sercu.
Dziś wielu ludzi chodzi ulicami, robi zakupy, czeka na wizytę lekarską, mając zaciśnięte usta, dłonie, a przede wszystkim serca. Powody? Zapewne jest ich wiele: frustracja, niespełnienie, bezradność, bycie niekochanym, złość, jaką codziennie się karmimy, oglądając telewizję czy przeglądając internet. To także zdenerwowanie na siebie, że niczego w swoim życiu nie chcę lub nie mogę zmienić. Nawet klękając do modlitwy, idąc do kościoła na Mszę Świętą, niesiemy w sobie gniew! A potem dziwimy się, że modlitwa jest bezowocna, a serce dalej twarde jak skała…
Żydzi przestrzegający Tory mieli swoje zasady. U św. Marka (piszącego Ewangelię dla pogan) znajdujemy wyjaśnienie, że „faryzeusze (…) i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I [gdy wrócą] z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją” (Mk 7, 3-4). W tym samym akapicie ewangelista cytuje Jezusa karcącego nieszczerość ludzkich postaw: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Mk 7, 6). Chodziło o sprawiedliwość, ale w judaistycznej zasadzie jest ukryty głębszy sens: aby mieć przystęp do Ojca, najpierw trzeba „rozluźnić pięści”, tzn. zostawić za sobą gniew, stać się bezradnym, nieuzbrojonym, aby zrozumieć, że to Bóg ma być moim obrońcą. W Jego rękach ma spoczywać mój los! I tylko wtedy chrześcijaństwo ma sens, gdy wyjdę z roli sędziego, oprawcy, egzekutora kary, omnibusa potępiającego wszystkich i wszystko wokół, frustrata reagującego gniewem na rzeczywistość.
Trzeba się też czasem „pogniewać” na siebie, gdy za dużo egoizmu, lenistwa, złości. I to jest dobry gniew.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – MARZEC 2025 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Katechizm życia duchowego
kard. Robert Sarah
Aby przywrócić Bogu należne Mu miejsce w naszym życiu i życiu Kościoła, kardynał Robert Sarah nie proponuje innej drogi niż droga Ewangelii: siedem sakramentów, przez które Chrystus nas dzisiaj dotyka, wytycza duchowy szlak, na który Autor zaprasza nas językiem pełnym autentyzmu i misyjnej mocy.
