Różne bywają powody naszej bezczynności: lenistwo, lęk, brak czasu, problemy. Czy rzeczywiście wszystkie te sytuacje pozbawiają nas wpływu na własne życie?
Wyobraźmy sobie dwa typy człowieka. Pierwszy z nich siedzi w domu, przy oknie, wypatruje gości i narzeka na brak ciekawych przeżyć. Drugi natomiast otwiera drzwi i wędruje na spotkanie z ludźmi i z przygodą. Do którego typu należy każdy z nas?
ALE CO JA MAM ROBIĆ?
Dla wielu osób problemem okazuje się skromne środowisko rodzinne i przyjacielskie. Domy wielodzietne czy wielopokoleniowe – do niedawna standard naszej cywilizacji – stały się dzisiaj samotnymi oazami na pustyni depopulacji. Niejeden senior nauczył się obsługi smart- fonu, a nawet Skype’a czy innego komunikatora, ale najzwyczajniej w świecie nie ma do kogo zadzwonić. Niektórzy wręcz błagają swoje dzieci i wnuki o chwilę życzliwego zainteresowania, ale młode pokolenie jest zajęte rozwiązywaniem własnych problemów.
Moja babcia, szczęśliwa posiadaczka ponad dwadzieściorga wnucząt, nigdy nie narzekała na brak zajęcia. Z miłością i radością rzucała się w wir wychowania rosnącej gromadki potomków. Z dużym smutkiem patrzę dzisiaj na „jeszcze nie dziadków”, którzy wręcz żebrzą u swych dzieci o przynajmniej jednego wnuka. A takich jest coraz więcej. Życie upływa więc na biernym oczekiwaniu na wnuki, na zakończenie pracy zawodowej, na wyrównanie emerytury, na mniejsze kolejki do lekarza, na następne wybory. A co, gdyby tak zacząć kierować swoimi sprawami, zamiast pozwolić im płynąć po krętej rzece jak ułamanemu patykowi? I zapytać Boga o dobry pomysł na każdy dzień?
BIBLIJNE NIESPOKOJNE DUCHY
Biblia nie znosi bierności ani narzekania, że życie przecieka nam między palcami. Ojcem wiary stał się Abraham, człowiek już niemłody, ale duchem ciągle młodszy od wielu tych, którzy urodzili się po nim. Zaryzykował nowy początek, nowe otwarcie, choć mógł do końca życia sprzedawać figurki pogańskich bożków (jak głosi stara tradycja) i na niezłym poziomie utrzymywać z tego rodzinę. Mojżesz czy Eliasz, a nawet młodziutki jeszcze Dawid zostali wyrwani ze schematów utartego myślenia, wręcz popchnięci przez Boga do działania i ratowania ludzi.
Najbardziej rozpowszechnioną historią dziejowej metamorfozy jest opowieść o Egipcie i nocy paschalnej. Tego dnia Bóg wezwał do wędrówki cały swój naród. Tylko czy wszyscy odpowiedzieli? Okazało się, że część Hebrajczyków zdecydowała się na ustabilizowane i przewidywalne bytowanie w Egipcie. Może nawet przekonywali sąsiadów, że dokonują lepszego wyboru? A z tych, którzy jednak opuścili Egipt – ilu ujrzało Ziemię Obiecaną? Garstka! I to nie dlatego, że Bóg nie był hojny, ale dlatego, iż ciągle zazdrościli tym pierwszym asekurantom. Jedni i drudzy rozminęli się ze swoją nagrodą i radością życia.
JAK WYJŚĆ Z DOMU NIEWOLI?
Wyjście z domu niewoli może być dosłowne lub symboliczne, a to zależy od rodzaju zniewolenia, w którym tkwimy. Oto kilka przykładów. Nieznajoma zapytała mnie po spowiedzi, czy mogę ją pobłogosławić, bo ma zamiar porzucić dobrze płatną posadę, która zapewniała bezpieczne życie całej rodzinie. Dlaczego chciała to uczynić? Bo praca ją niszczyła, degradowała życie rodzinne, odbierała czas, wpędzała w niezdrową rywalizację prowadzącą do pokrętnych sukcesów. Zabijała duszę. Trudno mi w takich momentach doradzać, ale podziwiałem odwagę tej kobiety. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10, 28). Trzeba mieć odwagę, by wyjść z komfortu finansowego dla ocalenia swojego sumienia.
Bóg wezwał do wędrówki cały swój naród. Tylko czy wszyscy odpowiedzieli? okazało się, że część Hebrajczyków zdecydowała się na ustabilizowane i przewidywalne bytowanie w Egipcie.
Papież Benedykt XVI nauczał, że dwa pierwsze uczucia, jakie zrodziły się z grzechu pierworodnego, to wstyd i strach. Człowiek właśnie wtedy zaczął się lękać Boga, a potem świata, do którego został wyrzucony. Przełamywanie tego lęku to poszukiwanie relacji z drugim człowiekiem i świadome kreślenie narracji swego życia. Często popełniamy błędy, a lęk przed błędem potrafi nas paraliżować. To kolejna sfera, którą musimy ujarzmić i pokonać w drodze do radości życia. Pamiętam do dziś pewien artykuł sprzed lat. Dorosły mężczyzna wspominał swojego ojca. Najbardziej utkwiły mu w pamięci chwile, w których ojciec przyznawał się do błędu i przepraszał za swoje słabości. Wydumana doskonałość bywa bowiem trudnością w autentycznych relacjach z drugim człowiekiem. Trzeba wyjść z niewoli perfekcjonizmu.
ROZWÓJ OSOBISTY A MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO
Wiele osób podejmuje różne aktywności, kierując się chęcią osobistego rozwoju. Z jednej strony podziwiam więc uczestników uniwersytetu trzeciego wieku, kursów lepienia z gliny, amatorskich chórów, kół gospodyń miejskich i wiejskich, wspólnych ćwiczeń na basenie czy na trawniku itp. To z pewnością chroni przed uwięźnięciem w smutku własnego przemijania lub samotności. Jednak dla nas chrześcijan taka motywacja wydaje się niewystarczająca.
Uznając Chrystusa za Pana i Zbawiciela, przyjmujemy chrzest i dary Ducha Świętego, by naprawiać świat. A świat to nie góry i morza, nie historia literatury albo sztuka wypiekania rogalików, ale ludzie z ich marzeniami, lękami, zagubieniem i egzystencjalną bezradnością, co niekiedy jest tuszowane różowym pudrem hedonizmu, a nawet sybarytyzmu. Jesteśmy posłani do drugiego człowieka, aby wręczyć mu prezent, jakiego nie otrzyma od nikogo innego. Tym prezentem jest Dobra Nowina o miłości Boga.
W tym roku podczas święcenia pokarmów w Wielką Sobotę zdecydowałem się na wygłaszanie – oprócz tradycyjnych życzeń – kilku słów zachęty do nawiedzenia Grobu Pańskiego. Przypominałem, że Wielka Sobota to dzień, w którym Jezus w otchłani piekieł walczy o nasze życie. W tym dniu wielcy grzesznicy mogli powrócić do Kościoła jak do domu, a Serce Boga zostało otwarte tak szeroko, jak nigdy. I muszę przyznać, że tych kilka prostych słów nakłoniło do modlitwy przy naszej małej Golgocie dwa razy więcej osób niż zazwyczaj. Nie bójmy się więc iść do drugiego człowieka, by mówić o tym, jak bardzo Bóg nas kocha. A wtedy nigdy nie będziemy ani samotni, ani rozczarowani.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Wakacje 2025 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Księga która zmienia życie Rok A
ks. Janusz Stańczuk, Paweł Kęska
Co tydzień na antenie Radia Warszawa spotykały się dwa światy: świeckie spojrzenie Pawła Kęski i duszpasterskie doświadczenie ks. Janusz Stańczuka. Te rozmowy zaowocowały nie tylko audycjami, które były antenowym fenomenem, ale spisane na kartach tej książki stanowią znakomity wstęp, przygotowanie do niedzielnej eucharystii. [...]
