Dewizą chrześcijanina powinno być życie zgodne z przykazaniem miłości bliźniego. Czy także tego, którego spotykam w internecie?
Dobrze pamiętamy ewangeliczną przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Wzruszamy się nad losem pobitego wędrowca oraz wrażliwością obcego człowieka, który zajął się poszkodowanym. Jednocześnie nie możemy zrozumieć braku czułości kapłana i lewity. Jednak łatwo w tym kontekście przeoczyć pytanie, które sprowokowało Jezusa do nakreślenia tej przypowieści. Uczony w Piśmie zapytał bowiem: „Kto jest moim bliźnim?” (Łk 10, 29).
PRZESTRZEŃ WIRTUALNA CZY REALNA?
Od takiej refleksji może się zacząć wiele dobrego w naszym życiu, szczególnie w relacjach z drugim człowiekiem. Często zauważamy, że nasze słowa mogą ranić bliską nam osobę, a nieuporządkowane emocje – rodzić waśnie i spory. Bardzo łatwo przeoczyć, że nasze działania w internecie niekiedy wywołują podobne skutki. W dokumencie watykańskiej Dykasterii ds. Komunikacji z 23 maja 2023 r. czytamy, że „z perspektywy wiary to, co i jak komunikować, jest kwestią nie tylko praktyczną, ale i duchową. Obecność na platformach mediów społecznościowych wymaga rozeznania. Dobre komunikowanie się w tych środowiskach jest ćwiczeniem roztropności i wymaga modlitewnej refleksji nad tym, jak angażować się w relacje z innymi ludźmi”.
Żyjemy w „cyfrowym oceanie”, czy tego chcemy, czy nie. Wiele osób mówi, że nie korzysta z mediów społecznościowych, że się na tym nie zna. Z drugiej strony nasi sąsiedzi i bliscy często nam opowiadają albo przesyłają treści dostępne w internecie. Dlatego warto się zastanowić nad rozumieniem pojęcia „bliźni” w kontekście mediów społecznościowych. Pierwsi, którzy nam przychodzą do głowy, gdy to analizujemy, to ci, z którymi utrzymujemy kontakt. Warto jednak pamiętać, że „naszymi internetowymi bliźnimi” są nieraz osoby, których realnie nie spotykamy, często nawet nie znamy ich osobiście.
Do tego momentu sprawa wydaje się jeszcze względnie prosta, ale jeśli dodamy, że w przestrzeni internetowej mamy także innych – nieoczywistych – bywalców, takich jak boty czy deepfakes – programy, które nie są ludźmi, ale udają ludzkie zachowania – wtedy widzimy złożoność problemu w jeszcze szerszej perspektywie. Na koniec warto zaznaczyć, że gdy zastanawiamy się, kto jest naszym bliźnim, nie powinniśmy pomijać właścicieli platform, którzy są nastawieni nie tylko na zysk, lecz także nierzadko na zmianę naszych zachowań.
SPOTKANIE, JEDNOŚĆ, KOMUNIA
Po takim wstępnym zapoznaniu się z naszymi „bliźnimi w internecie” spróbujmy podjąć refleksję na temat rodzajów obecności w mediach społecznościowych. Bardzo często utożsamiamy ją z czytaniem treści na Facebooku czy jakimś portalu. Taka bierna postawa oczywiście wydaje się najmniej groźna, ale z drugiej strony, co możemy zrobić, gdy napotkamy tam treści, które kogoś obrażają, nierzadko bliskie nam osoby? Papież Franciszek wskazuje w encyklice Laudato si’: „Obecne środki pozwalają nam komunikować się oraz dzielić wiedzą i uczuciami. Jednak czasami uniemożliwiają nam bezpośredni kontakt z niepokojem, wstrząsem, radością bliźniego oraz złożonością jego doświadczenia osobistego”. Nasza obecność w internecie nigdy nie zastąpi osobistego spotkania z drugim człowiekiem. Co do zasady środki komunikacji mają nam pomagać podtrzymywać relację, która opiera się na spotkaniu prowadzącym do jedności i komunii.
Warto podkreślić, że obecność w mediach społecznościowych nie jest tylko przestrzenią kontaktu. Powinna prowadzić do wzrastania w relacji. Wspomniany dokument wskazuje, że „«rachunek sumienia» dotyczący naszej obecności w mediach społecznościowych powinien obejmować trzy istotne relacje: z Bogiem, bliźnim i otaczającym nas środowiskiem. Nasze relacje z innymi i otoczeniem powinny żywić naszą relację z Bogiem”, która będąc więzią najistotniejszą, „musi być zauważalna w naszych relacjach z innymi i otoczeniem”.
NASZĄ MISJĄ JEST SIANIE DOBRA
Platformy internetowe są pełne okazji do nieplanowanych spotkań. Jezus też na drodze swojego ziemskiego życia spotykał różnych ludzi, jednak wśród tłumów zauważał tych najbardziej potrzebujących, uzdrawiał chorych, wypędzał złe duchy. Także w internecie można znaleźć wiele profili lub kont, które z nazwy są chrześcijańskie i nawet głoszą treści religijne, lecz po głębszej analizie widać, że ich celem nie jest wzrost wiary, nadziei i miłości. Nierzadko w komentarzach możemy znaleźć wrogie interakcje, poniżające słowa, a wręcz hejt, który jest zaprzeczeniem Ewangelii.
Kiedy korzystamy z mediów społecz- nościowych, warto pamiętać o postawie miłosiernego Samarytanina. On był otwarty na spotkanie z poranionym człowiekiem. Umiał mu współczuć i podjął na jego rzecz działanie pełne troski i miłości. Dlatego, jeśli to możliwe, przekształcajmy media spo- łecznościowe w bardziej ludzką i relacyjną przestrzeń. Watykański dokument trafnie to streszcza, mówiąc, że „nawet w mediach spo- łecznościowych, «stajemy przed wyborem: czy być miłosiernymi Samarytanami, czy też obojętnymi przechodniami. A jeśli rozciągniemy spojrzenie na całą naszą historię i na cały świat, to wszyscy jesteśmy lub byliśmy podobni do tych postaci: wszyscy mamy coś z osoby poranionej, coś ze złoczyńcy, coś z tych, którzy mijają z daleka i coś z miłosiernego Samarytanina»”.
Punkty do refleksji
- Jakie treści najczęściej podsuwa mi algorytm w mediach społecznościowych na podstawie moich wcześniejszych wyborów?
- Czy w moim udostępnianiu treści i „lajkowaniu” jest więcej z postawy Samarytanina, czy z obojętnego przechodnia?
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Listopad 2025 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Carlo Acutis Nastolatek zakochany w Bogu
o. Luigi Francesco Ruffato
Postać Karola Acutisa (1991–2006), wyniesionego na ołtarze w 2020 roku, wzbudza zainteresowanie i zdumiewa. Jak to możliwe, że chłopiec, którego ziemskie życie trwało zaledwie piętnaście lat, w tak krótkim czasie osiągnął dojrzałość chrześcijańską i ludzką? O tym, że jest to możliwe, świadczą fakty, które spisał o. Luigi Francesco Ruffato. Ukazują one Karola z różnych perspektyw: w kontekście rodzinnym i środowiskowym, na drodze duchowego rozwoju – w ukochaniu i naśladowaniu św. Franciszka z Asyżu; w dążeniu do doskonałości oraz owocach tego dążenia. Widać w tym zwyczajność, przyciągającą i wzbudzającą sympatię, oraz nadzwyczajność, która nieco onieśmiela, ale i zachwyca.
