Czy o pokój rzeczywiście można walczyć? I jaką rolę w tej walce odgrywają modlący się na różańcu mężczyźni?

Sama bitwa trwała pięć godzin, jednak przygotowania do niej znacznie dłużej. Były one naznaczone nie tylko lękiem i strachem, lecz także pewną ponadnaturalną ufnością. Patrząc po ludzku, nie było żadnych perspektyw na zwycięstwo. Chrześcijanie mieli przed sobą oddziały tureckie, muzułmańskich żołnierzy z kraju, który przeżywał właśnie szczyt swej potęgi. W 1571 r. pod Lepanto siły obu armii były nieporównywalne. I właśnie wtedy chrześcijański świat chwycił za broń najmniej oczywistą, a zarazem najbardziej skuteczną: papież Pius V ogłosił wspólnotową modlitwę różańcową w intencji zwycięstwa chrześcijańskich wojsk mających się zmierzyć z muzułmańską falą. I wkrótce się okazało, że różaniec połączony z postem miał nieprawdopodobną siłę rażenia. Wojska Ligi Świętej odniosły druzgocące zwycięstwo. Walka została wygrana, Europa ocalona, a wszystko dzięki różańcowi.

różańcowy oręż

Idą przez warszawską Starówkę z wymownymi metalowymi różańcami. Każdy z nich potężną dłonią chwyta raz za razem kolejny metalowy paciorek.

– Bo widzisz… – tłumaczy ks. Andrzej, entuzjasta męskich wspólnot, które w ostatnich kilkunastu latach zaczęły wyrastać w naszym kraju jak grzyby po deszczu. – Mężczyzna musi mieć coś, czego może się uchwycić.

Swego czasu media szerokiej opcji liberalno-lewicowej przypuściły silny atak na taką właśnie formę męskiej modlitwy, oskarżając modlących się na różańcu mężczyzn o „zbytnią wrogość”. Pojawiały się nawet opinie, że metalowe kulki różańców mają im służyć do bicia ludzi…

– To jednocześnie smutne i zabawne, gdy czyta się takie komentarze. Prawda jest jednak taka, że zgodnie ze świętą Tradycją Kościoła te różańce są orężem przeciwko tylko jednemu przeciwnikowi: szatanowi – tłumaczy Krzysztof Wąsowski, generał Zakonu Rycerzy św. Jana Pawła II Wielkiego, jednej z najważniejszych męskich wspólnot w naszym kraju.

O pokój trzeba powalczyć. Wyjść ze strefy komfortu, chwycić za różaniec, zacząć pościć, ofiarować cierpienie. To jest prawdziwa bitwa.

Jest ich coraz więcej. I łączy je zazwyczaj „militarny charakter nazwy”. Mamy bowiem Rycerzy św. Jana Pawła II Wielkiego, Rycerzy Kolumba, Wojowników Maryi czy Męskie Plutony Różańca. Są jeszcze Żołnierze Chrystusa, jest Legion Maryi, a także Rycerstwo Niepokalanej. Znamy Rycerzy św. Michała Archanioła, czytamy o krucjatach różańcowych… Czy to nie paradoks, że modląc się o pokój, obieramy sobie nazewnictwo związane z bitwą? Czy w tej sytuacji nadal możemy postrzegać odmawiany w tychże wspólnotach różaniec jako orędzie pokoju? Czy to jest sprzeczność, czy raczej logiczna konsekwencja wyboru ścieżki wiary i jej mężnego wyznawania?

– Dla każdego Rycerza św. Jana Pawła II odpowiedź jest bardzo prosta – tłumaczy dalej brat generał tego bractwa Krzysztof Wąsowski. – Nasz patron był wojownikiem, bo przy pomocy różańca bił się o pokój. Dzięki jego modlitwie i wynikającym z niej decyzjom uniknęliśmy III wojny światowej, która najprawdopodobniej oznaczałaby koniec świata. Różaniec ochronił nas przed nuklearnym konfliktem mocarstw. Bardzo złudny jest pogląd pacyfistów, że o pokój trzeba dbać przez happeningi, rysowanie kredkami po murach czy przyklejanie się do asfaltu. O pokój trzeba powalczyć. Wyjść ze strefy komfortu, chwycić za różaniec, zacząć pościć, ofiarować cierpienie. To jest prawdziwa bitwa.

gdy modlitwa działa cuda

Są przywiązani do Tradycji i Kościoła. O różańcu zwykli mówić, że to miecz do walki z szatanem. Żyjący w dobie kolejnych wojen i światowych zbrojeń ludzie, słysząc takie słowa, do tej pory tylko pobłażliwie się uśmiechali. „Różaniec bronią? Wolne żarty” – drwili. Dziś robią to coraz rzadziej, widząc skuteczność tej walki toczonej u boku Maryi.

– Modlitwa działa cuda. Przekonałem się o tym wielokrotnie – opowiada ze wzruszeniem brat Marek, również Rycerz św. Jana Pawła II Wielkiego. – Modlimy się w naszym zakonie praktycznie nieustannie: za nasze żony, dzieci, za naszych rodziców, wreszcie za nas samych. Gdy tylko któremuś z nas dzieje się krzywda lub inne nieszczęście, na przykład gdy trafia do szpitala, od razu uruchamiamy rycerską akcję modlitewną. Łapiemy za różaniec i po prostu się modlimy. Dziś mogę świadczyć o tym, jak wielką moc ma ta modlitwa. Ona naprawdę działa cuda!

jak to się zaczęło?

Z całą pewnością o wspólnotach męskich wojowników zrobiło się w ostatnim czasie w polskim Kościele głośno.

– Szukaliśmy swojego miejsca w Kościele przepełnionym duchowością żeńską – tłumaczy Krzysztof Wąsowski. – Proszę mi wierzyć, że klęczący mężczyzna przy drugim klęczącym mężczyźnie modli się zupełnie inaczej niż z żoną. Właśnie dlatego na nasze spotkania formacyjne kobiety nie mają wstępu. Różnimy się, męska duchowość potrzebuje wyzwań utożsamianych z walką, ze starciem.

Jako pierwsza trafiła do Polski amerykańska wspólnota Rycerzy Kolumba. Jej początkowo dynamiczny rozkwit załamały wydarzenia w polskim parlamencie z roku 2009, gdy to trzech członków wspólnoty, będących jednocześnie posłami, zagłosowało w sprawie ustawy o in vitro niezgodnie z nauką Kościoła. Na wieść o ich postawie we wspólnocie nastąpił silny kryzys, wskutek którego opuściło ją wielu mężczyzn.

Drugą z męskich wspólnot – założoną w 2008 r. – byli Mężczyźni św. Józefa. Także ta grupa ma korzenie amerykańskie. Założycielem międzynarodowego ruchu Mężczyzn św. Józefa był Donald Turbitt.

Niewątpliwie obie wspólnoty mają znaczący wpływ na kształtowanie się męskich postaw wśród wiernych w polskim Kościele. Utorowały drogę tym, którzy być może nie wiedzieli jeszcze wtedy, którą drogę wybrać.

nie poddajemy się!

– Jak mówili św. Maksymilian Maria Kolbe i św. Jan Paweł II Wielki, różaniec jest karabinem. Każdy paciorek różańca jest nabojem, którym się strzela do diabła, do zła. To zło jest we mnie, a ja mam je nieustannie pokonywać – przekonuje Krzysztof Wąsowski. – Właśnie dlatego różaniec jest tak cennym narzędziem walki toczonej dla osiągnięcia pokoju. Bo walka powinna zawsze prowadzić do pokoju. Nasi bracia toczą właśnie taką walkę. A jeżeli nie walczysz, to pokoju nie osiągasz. Poddanie się, rezygnacja z walki wprowadzają z kolei ogromny niepokój. I właśnie dlatego różaniec jest tak potrzebnym dziś narzędziem. Bez niego nie damy rady.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Grudzień 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Jestem zdobyczą Twojej miłości
ks. Józef Orchowski

Bóg poszukuje człowieka. Niezależnie od tego, jak daleko człowiek odszedł, a nawet wtedy, gdy świadomie nie szuka on Boga. Często pomaga w tym Maryja – matczyną miłością zdobywa ludzi i prowadzi ich do Syna, by odnaleźli upragnione szczęście. Świadczą o tym historie nawróceń opisane w niniejszym zbiorze.

Udostępnij

Podróżnik, dziennikarz, fotoreporter, autor książek, programów TV i strony czerniecki.net