Dobra diagnoza to podstawa leczenia. Stwierdzenie to dotyczy nie tylko naszego zdrowia, fizycznego czy psychicznego dobrostanu, lecz także – a może przede wszystkim – sfery ducha.
Podobnie rzecz się ma z oceną rzeczywistości, wyzwaniami epoki, w jakiej przyszło nam żyć, zjawiskami i procesami, jakich jesteśmy świadkami czy uczestnikami i którym, w mniejszym lub większym stopniu, podlegamy. Rzeczywistość trzeba poddawać ocenie, nawet jeśli jest surowa. Gdy ktoś na przykład będzie próbował twierdzić, że „w Kościele znów smęcą”, warto to przemyśleć. Najtrudniejsza prawda jest lepsza od jej braku – podpisze się pod tym stwierdzeniem każdy lekarz, terapeuta, kierownik duchowy, spowiednik. Tylko na niej można zbudować proces sanacji.
W niniejszym artykule podejmujemy próbę opisania tego, co dziś może stanowić zagrożenie duchowe, generować poczucie bezradności, niemocy, niekiedy gniewu, buntu czy złości. Chcemy też poszukać sposobów zaradzenia tym problemom. Wiele z tych sytuacji to niestety konsekwencja naszych wyborów, odrzucenia prawa Bożego i naturalnego, niewłaściwych postaw moralnych, smutnych żniw, kiedy – parafrazując słowa bł. ks. Jerzego Popiełuszki – wrzucając na glebę naszego życia plewy, zbieramy chwasty. Ale to tylko część diagnozy.
WOJNA ŚWIATÓW
Zapominamy, że żyjemy w wielowymiarowym świecie duchowym. Jesteśmy nie tylko wspierani i chronieni przez Pana Boga, Jego aniołów oraz świętych, lecz także podlegamy kuszeniu. Prawda o istnieniu demonów nie jest bajką – wszak próbom poddawany był nawet Jezus. Św. Piotr pisał: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć” (1 P 5, 8). Św. Jan opisuje walkę (por. Ap 12, 1-17), jaką Smok toczy z Niewiastą (Maryją i Kościołem) – relacja kończy się słowami: „I rozgniewał się Smok na Niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa” (17). Chaos, z jakim mamy dziś do czynienia, to również jego dzieło.
Nie jesteśmy skazani tylko na siebie w tej z pozoru nierównej walce. Bóg jest z nami – tak przecież Gabriel Archanioł nazwał Syna Maryi w momencie zwiastowania (Emmanuel). I mamy obietnicę, że nigdy nas nie opuści.
Ważne, aby rozpoznać stan, w jakim jesteśmy i odgadnąć strategię wroga. Jak w każdej wojnie, tak i tu chodzi o sparaliżowanie przeciwnika, uśpienie jego czujności, ubezwłasnowolnienie go, wmówienie mu, że wszystko jest OK, kiedy jest dokładnie odwrotnie! A gdy już prawda wyjdzie na jaw, zły duch przekonuje nas, że „nic już nie można zrobić” i trzeba mu się poddać. Nie Bogu. Z tym sobie dziś nie radzimy! Dlatego posłusznie robimy to, co dyktują media, celebryci, ośrodki władzy.
PO PIERWSZE: ZWIĄZAĆ
Św. Mateusz w 12. rozdziale swojej Ewangelii zamieszcza dość dziwny dialog Jezusa z faryzeuszami, którzy oskarżają Go o to, że mocą Belzebuba wyrzuca złe duchy. „Jak może ktoś wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże? I dopiero wtedy dom Jego ograbi” (Mt 12, 29) – odpowiada Chrystus. Mniejsza o absurdalne oskarżenie. W tym zdaniu jest zawarta poważniejsza przestroga.
Jak najprościej pokonać człowieka – „mocarza” – bo przecież za takich lubimy się uważać? Najpierw trzeba go związać: jego myśli, pragnienia, dążenia, chęć dociekania prawdy. Albo inaczej: spętać go strachem, poprawnością polityczną, nienawiścią, chciwością, gonitwą za pieniędzmi, władzą, tytułami. Ograniczyć jego pole manewru w taki sposób, by za bezcelowe uważał starania o „jakieś tam niebo” czy świętość.
Nic nie utrzyma człowieka w niewoli tak skutecznie, jak grzech. Nikt i nic nie będzie się już wtedy liczyć. I nie będzie żadnych granic wstydu, których nie mógłby przekroczyć.
Jak pokonać rodzinę? Tak samo: związać jej członków smartfonem, komputerem, serialami telewizyjnymi, pracoholizmem i przekonaniem, że od stanu konta zależy wszystko. Zajmą się sobą, aż wyrosną niewidzialne mury, które skutecznie osłabią „mocarza” – zamienią rodzinę w zbiór nieprzekraczalnych samotności. A diabły, jak to lapidarnie ujął śp. ks. Piotr Pawlukiewicz, „będą workami z domu szczęście wynosić”.
BOŻY PLAN JEST INNY
„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” – przypomina nam św. Paweł (Ga 5, 1). Zatem gdy szatan wiąże, Bóg rozwiązuje wszystkie niewidzialne pęta, jakie na siebie nakładamy. On jest w stanie to zrobić! Tylko trzeba się ku Niemu zwrócić.
Codzienność zdaje się nas dziś przytłaczać swoim impetem, ciężarem. Stajemy nierzadko przed dylematem: czy mamy podjąć jakieś działania, czy załamywać ręce i żyć biernie, w lęku? Wiara w Bożą Opatrzność i pomoc z nieba nie zakłada nicnierobienia i duchowej bierności.
Coraz częściej szukamy po omacku: nadziei, sensu, kierunku. Świat nam w tym nie pomaga – jesteśmy w polu jego zainteresowania o tyle, o ile mamy odpowiednią siłę nabywczą. Kościół ośmieszono, Bogiem wzgardzono. Żyjemy w hałasie, nadmiarze informacji, mnogości bodźców, pustych emocji. Codziennie mijają się nieprzekraczalne samotności – ludzie mający setki znajomych na Facebooku, a tak bardzo samotni, łykający garściami antyde- presanty. Spętani kredytami, lękiem o jutro. Bojący się stałych związków, rodziny, dzieci. Żyjący pod presją sukcesu, stanu posiadania. Gotowi do wszelkich kompromisów, byleby tylko przetrwać, utrzymać się na powierzchni. Przekonani, że nic nie da się zmienić.
Ludzie oduczyli się walczyć o miłość. Wydaje się im, że – tak jak wszystko inne – można ją kupić i reklamować. Albo uwierzyli, że jest ona jak „miłości”, którymi codziennie się karmią, oglądając seriale, rozczytując się w kolorowej prasie: tandetna, fałszywa i egoistyczna, umiejąca tylko brać, nigdy dawać. Zmienna jak poglądy polityków i zużywająca się jak pampersy.
POWRÓT DO ŹRÓDŁA
Powtarzając za Jezusem, można powiedzieć: „Od początku tak nie było” (Mt 19, 8). Nie tak to wszystko zaplanował Stwórca, nie tak to ujmuje Ewangelia, Kościół.
Zawsze można powrócić albo – precyzując przesłanie – nawrócić się. W balladzie pt. Zapomniana pieśń duszy Shimoniasza są takie słowa: „Choć mieliśmy wszystko, zgubiliśmy klucze”. Warto ich poszukać. Jest Ktoś, kto je ciągle dzierży…
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Styczeń 2026 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Katechizm życia duchowego
kard. Robert Sarah
Aby przywrócić Bogu należne Mu miejsce w naszym życiu i życiu Kościoła, kardynał Robert Sarah nie proponuje innej drogi niż droga Ewangelii: siedem sakramentów, przez które Chrystus nas dzisiaj dotyka, wytycza duchowy szlak, na który Autor zaprasza nas językiem pełnym autentyzmu i misyjnej mocy.
