To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. (J 15, 12-16)

Gdy mówimy o kimś „przyjaciel”, mamy na myśli kogoś bliskiego, kogoś, komu można się zwierzyć, zaufać; kogoś, kto pomoże, nie zostawi nas w trudnych chwilach. Często bywa też, że przyjacielem jest ktoś, kto spełnia nasze oczekiwania, zna nasze potrzeby i umie im zaradzić. Zazwyczaj to my decydujemy, z kim się przyjaźnimy. Przyjaciele są partnerami, są sobie równi, a korzyści z przyjaźni czerpią na ogól obie strony. Jak w takim kontekście rozumieć słowa Jezusa: „Nazwałem was przyjaciółmi”? Wydaje się, że powyższy opis przyjaźni w niewielkim stopniu odpowiada temu, czym jest przyjaźń z Jezusem. Cóż możemy Mu dać, czego On by nie miał? Czy możemy być Mu równi jak partnerzy? Czy nasze oczekiwania są zgodne z tym, co On nam chce dać? Czy wreszcie to my jako pierwsi zadecydowaliśmy o tym, żeby się z Nim przyjaźnić? Wiadomo, że Bóg zawsze będzie kimś większym od nas, dlatego w relacji do Niego łatwiej przyjąć pozycję sługi. Tak zazwyczaj dzieje się w innych religiach. Dlatego słowa Jezusa: „Nazwałem was przyjaciółmi”, wprawiają w zakłopotanie. On nazywa nas przyjaciółmi? Dlaczego?

Jezus objawił nam to, co dla Niego najcenniejsze: miłość Ojca. I w imię tej miłości zaprosił nas do głębokiej, intymnej relacji ze sobą, opartej na zaufaniu wykluczającym lęk. Wprowadził nas w tajemnicę Boga, pozwalając poznać Jego prawdziwe oblicze, nieustannie kochające Serce, ciągle udzielającą się miłość, która – gdy jest odrzucona – sprawia niepojęty ból. Być przyjacielem Jezusa oznacza kochać to, co On kocha. To Jezus zawsze robi pierwszy krok w naszą stronę, by prowadzić nas do Domu Ojca. Podczas tej drogi dzieją się cuda, doświadcza się radości, ale jest też miejsce na cierpienie i umieranie – z miłości. To droga do życia, poza którą jest pustka, smutek, nicość i śmierć. On nie wybrał nas dlatego, że jesteśmy lepsi od innych. Nie dlatego czyni nas swoimi przyjaciółmi, że na to zasługujemy, albo że możemy Mu coś dać. Ta bezinteresowna przyjaźń płynie z troski, abyśmy nie zginęli, abyśmy nie zmarnowali życia, którego Dawcą jest sam Bóg. To nie my „robimy łaskę” Jezusowi. To On, z czystej miłości, przypomina nam, kim jesteśmy i kim jest Bóg Ojciec. To On pozwala poznać, jaka jest wola Boga wobec nas i jak należy żyć, by się Jemu podobać.

Czym jest dla mnie przyjaźń Jezusa? Jak ją rozumiem? Czy uważam, że na nią zasługuję, że ona mi się należy?

Przyjaźń zobowiązuje. Nic nie przynosi Jezusowi większej radości niż owoce tej przyjaźni w naszym życiu. Pierwszym z nich jest zmiana naszego sposobu myślenia, w którym nie my jesteśmy w centrum, ale On sam. Wszystko po to, by wydać owoc najcenniejszy. Jest nim gorąca, niczym nie przesłonięta, pełna całkowitego oddania miłość do Boga, a także do drugiego człowieka. Miłość czysta, bezinteresowna, pozbawiona pretensji, oczekiwań, grymasów… Miłość, która nie boi się cierpienia, śmierci, niczego… Miłość, w której nie ma lęku, zazdrości i gniewu.

O przyjaźń, o relację z przyjacielem trzeba dbać. Jest ona jak roślina, która bez wody i troskliwej pielęgnacji usycha. Podobnie rzecz się ma z przyjaźnią Jezusa. To, co tę przyjaźń odnawia, powoduje wzrost i wydaje owoce, jest nam dane w Kościele. Sakramenty, szczególnie spowiedź i Eucharystia, słowo Boże, przepełniona słuchaniem modlitwa pozwalają na żywą więź z Jezusem. To dzięki nim można doświadczyć jej owoców już tu, na ziemi. Ona kształtuje nasze relacje z innymi ludźmi, pozwala inaczej przeżywać cierpienie i daje zdrowy dystans do tego, co przemija i obumiera. To sakramenty sprawiają, że jesteśmy czyści i miłość Boga wlewa się do naszych serc bez przeszkód. Owocem przyjaźni z Jezusem jest również uczciwe wypełnianie powołania, obowiązków stanu, przyjmowanie z wdzięcznością miejsca, które On dla nas przewidział.

Jak dbam o relację z Jezusem? Co jest przeszkodą, bym mógł nazywać się Jego prawdziwym przyjacielem? Czy sakramenty, modlitwa i dobre uczynki są tylko powinnością, zdobywaniem „punktów” do nieba, czy też źródłem siły i okazją do żywego spotkania z umiłowanym mojego serca?

Być przyjacielem Jezusa to iść za Nim wszędzie tam, gdzie On nas poprowadzi. To kochać to, co On kocha. Tylko wtedy będziemy mogli powiedzieć za św. Pawłem: „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”.

Co dzisiaj mogę zrobić, żeby pogłębić swoją więź z Chrystusem?

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Wielkie Szczęście Życie Mnichów Opowieść

Wielkie Szczęście Życie Mnichów Opowieść
Nicolas Diat

Benedyktyński klasztor w Fontgombault. Zobacz, jaki jest na co dzień – zdaje się mówić Nicolas Diat. „Och, nie wydarzy się nic spektakularnego – pisze. – Ale rozgorzeją nasze serca. Odczujemy delikatny powiew tajemniczej łaski. Popatrzymy na światło przenikające kościół opactwa, drzewa w sadach tańczące na wietrze, mnichów idących w oddali, ku wzgórzom. Gregoriańskie nuty wzbiją się na mistyczne wyżyny. Będziemy znów dziećmi zachwyconymi wspaniałymi procesjami. I będziemy milczeć. I ujrzymy piękny, wspaniały, łagodny uśmiech mnichów”.

Share.

Ojciec duchowny seminarium Księży Marianów w Lublinie.