Rozmowa z o. Dariuszem Kowalczykiem SJ, autorem książki Bez Boga nie ma zbawienia, profesorem teologii dogmatycznej na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie.
Czy książkę Bez Boga nie ma zbawienia możemy traktować jak „Sumę teologiczną o. Dariusza”? A może są jeszcze tematy, które w przyszłości chciałby Ojciec w dostępny sposób przybliżyć czytelnikom?
Nie jest to „Suma teologiczna”, choć w książce, o której mowa, jest wiele wątków teologicznych. Co więcej, w pewnym sensie jest to komentarz do Credo. Przede wszystkim jednak jest to po prostu wywiad-rzeka, rozmowa o Bogu w Trójcy Jedynym, Jego Kościele, o Polsce, o świecie, który z jednej strony jest miejscem, gdzie daje się znaleźć Bóg, Stwórca i Zbawca, a z drugiej strony jest domeną działania złego. Książka jest owocem moich dotychczasowych przemyśleń, które wyrażałem w tekstach teologicznych i publicystycznych. Wydobył je ze mnie w nowej formie Adam Sosnowski, który pytał, dociekał, dzielił się wątpliwościami. Co do tematów, które w przyszłości chciałbym podjąć w sposób przystępny dla wszystkich, to planuję napisać niewielką książkę tylko o Trójcy Świętej. O tej podstawowej dla chrześcijan prawdzie wiary napisaliśmy wprawdzie niemało w Bez Boga nie ma zbawienia, ale chciałbym raz jeszcze w sposób uporządkowany i logiczny pokazać, że Trójca Święta nie jest tajemnicą w sensie czegoś zupełnie niepojętego, abstrakcyjnego. Jest prawdą, która pozwala nam zrozumieć lepiej siebie i świat, w którym żyjemy.
Przyznaję, że z wielką przyjemnością odkrywałem podczas tej lektury, jak dobrze przygotowanym i zaangażowanym redaktorem jest pan Adam. Czytelnik od początku widzi, że jego dociekliwość dała Ojcu Profesorowi pole do głębokich rozważań biblijnych i teologicznych. Być może niektórzy czytelnicy przestraszą się tego poziomu solidności tekstu. Co poradziłby Ojciec osobom, które w czasie lektury poczują, że któryś fragment jest dla nich za trudny?
Poradziłbym, aby nie poddawali się zbyt szybko, ale próbowali – pomimo trudności – „wgryźć się” w tekst. Z moich studiów wyniosłem takie doświadczenie, że czasem warto się trochę pomęczyć, przeczytać ten sam tekst kilka razy, pomyśleć, a wtedy może się okazać, że to wcale nie jest takie trudne. W ten sposób się rozwijamy, wzrastamy. Inna rada wynika z samej struktury książki, która składa się z rozmów na różne tematy. A zatem jeśli jakiś temat wydaje się za trudny, można sięgnąć po inny, a potem wrócić do poprzedniego. W ten sposób można czytać też Biblię. O Bogu i Kościele trzeba starać się mówić językiem zrozumiałym, ale z tego nie wynika, że mamy w imię wygody unikać jakichkolwiek trudności, bo wtedy ryzykujemy ześlizgnięcie się w nadmierne uproszczenia, których skutkiem może być tylko pozorne zrozumienie zagadnienia.
Czytając Waszą rozmowę o Wyznaniu wiary, możemy popaść w zdumienie, że z teologicznych sformułowań wynika aż tak wiele konsekwencji dla życia społecznego. To bardzo cenne dla większości z nas, którzy czujemy się zmęczeni politycznymi emocjami i zagubieni w medialnym chaosie. Wierni świeccy i duszpasterze często ulegają ostatnio pokusie ucieczki od „spraw światowych” w duchowość, modlitwę, wspólnotę. Powołują się przy tym na dawnych mnichów uciekających od świata na pustynię. Czy jest to postawa katolicka?
W historii Kościoła nie brakowało ludzi, którzy szukali odosobnienia i ciszy, by doświadczyć Boga. Tyle że takie osoby, w tym mnisi pustyni, często byli odwiedzani przez „świat”. Mali i wielcy szukali u nich mądrości, porady nie tylko w konkretnych, indywidualnych sprawach, lecz także w tych społecznych. I mnisi próbowali im pomagać. Jest jakaś sprzeczność w przeżywaniu naszej wiary. Z jednej strony mówimy, że wiara nie może być abstrakcyjna, ma być „życiowa”, a z drugiej – boimy się przykładać wiarę i wynikającą z niej sprawiedliwość do sytuacji społeczno-politycznych. Okazuje się, że ową „życiowość” redukujemy do spraw osobistych. W rezultacie nie spoglądamy dalej niż na czubek własnego nosa. Tymczasem przez świat przewalają się, i to coraz bezczelniej, neomarksistowskie ideologie. Zarażeni tymi ideologiami lewicowo-liberalni politycy modelują naszą rzeczywistość na nowo, a my mamy siedzieć cicho i się uśmiechać, żeby nas nikt nie skrytykował, że „mieszamy się do polityki”? Tę bierność wielu katolików w sprawach społecznych ze smutkiem dostrzegali Jan Paweł II i Benedykt XVI.
Pisze Ojciec o małych wspólnotach jak o nadziei Kościoła. Czy także kółka (róże) różańcowe mogą spełniać taką funkcję?
Wciąż podstawową wspólnotą kościelną są parafie. Jednak w dzisiejszych zsekularyzowanych czasach parafie nie wystarczają. Potrzeba małych wspólnot związanych z parafiami, które będą bezpośrednim oparciem dla wierzących, szczególnie dla małżeństw z dziećmi. Bliskie są mi diagnozy Benedykta XVI, który w książce Światłość świata pisze, że potrzebujemy czegoś w rodzaju wysp, gdzie żyje wiara w Boga, trwa wewnętrzna prostota chrześcijaństwa i stąd może ono promieniować na świat. Potrzebujemy miejsca na wzór oazy albo arki Noego. Modlitwa, jaką jest różaniec, daje cudowną przestrzeń dla jednostek, rodzin i szerszych wspólnot. Można w niej dojrzewać, umacniać się w wierze tak, by umieć odpowiedzieć na wyzwania obojętnego, a nawet wrogiego świata.
Czy Bez Boga nie ma zbawienia może być książką pożyteczną dla księży? Jak zachęcić zapracowanego duszpasterza do lektury tej solidnej księgi?
To książka w dużej mierze apologetyczna, a dzisiaj potrzeba w Kościele nowej apologii, by racjonalnie bronić wiary katolickiej. Mam nadzieję, że refleksje, którymi się dzielę, okażą się pomocne dla duszpasterzy w szukaniu odpowiedzi nie tylko na wątpliwości wiernych, lecz także niekiedy na złośliwe pytania ludzi niechętnych Kościołowi. Wiem, że księża są zapracowani, ale pracowitość nie powinna przeradzać się w pracoholizm. Trzeba też znajdować czas na tzw. formację stałą.
Dziękując za tę rozmowę, chciałbym skorzystać z okazji, aby wyrazić wdzięczność, że Ojciec Profesor regularnie dzieli się swą wiedzą i wiarą z czytelnikami „Różańca”. Powierzamy Ojca prace wstawiennictwu naszego Założyciela bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego, który – jak wiemy – jest Ojcu bliski od dawna.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Kwiecień 2026 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Czy Bóg istnieje?
kard. Robert Sarah
W niniejszej książce zadaję kardynałowi Sarah wiele pytań dotyczących istnienia i realnej obecności Boga w naszym życiu, Jego pozornego milczenia, jak również dotyczących śmierci, cierpienia, bólu, radości i wielu innych kwestii. Myślę, że dzisiaj – może nawet bardziej niż kiedyś – wszyscy bardzo potrzebujemy jasnych, uzasadnionych i oświeconych Pismem Świętym odpowiedzi […]
