Gdy wyjeżdżała z Polski, miała za sobą ponad dwadzieścia lat pracy w hospicjum w Gorzowie Wielkopolskim. Przekraczając granicę Litwy, po raz kolejny ruszyła w nieznane.

Tego dnia chodziła od przyjaciela do przyjaciółki. Płakała i szła dalej. „Anka, muszę wyjechać, choć w ogóle nie chcę. Boję się. Co robić?”. „Mariusz, pomóż mi, bo mam zrobić coś wariackiego, a nie mam na to ani pieniędzy, ani siły”. Odwiedziła też wielu z tych, których odprowadziła do nieba. Płakała . . .

Dołącz do grona SUBSKRYBENTÓW i ciesz się nieograniczonym dostępem do wszystkich treści. Wykupując subskrypcję online, wspierasz działalność Miesięcznika Różaniec. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

SUBSKRYBUJ ZALOGUJ SIĘ

Udostępnij