Wołanie o pokój rozbrzmiewa dzisiaj tak często, jak nigdy dotąd.

O potrzebie pokoju językiem dyplomatycznym mówi wielka polityka, piszą media, dyskutuje się na forum organizacji międzynarodowych. Pacyfiści zwołują potężne protesty. O pokój apelują przywódcy mocarstw – za plecami trzymając pod bronią (na wszelki wypadek) potężne dywizje. W pamięci mamy ogromną popularność ruchu hipisowskiego głoszącego pokój i wolność od wszelkich więzów krępujących człowieka, milczące marsze na polskich ulicach po kolejnym bezsensownym morderstwie. Spójrz, może tam gdzieś zobaczysz Jezusa, który jest przecież Księciem Pokoju, skandującego z tłumami: „Pokój, pokój!”?.

Nie ma Go tam. Nie może być Jezusa między tymi, którzy o pokoju tylko mówią, bo On nie powiedział: „Błogosławieni głoszący”, lecz: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” (Mt 5, 9). Rzecz w tym, że manifestacje kończą się najczęściej na słowach. Bywa też, że są krzykiem ludzi, którzy najbardziej kochają swoje wygodne życie.

Szukając odpowiedzi na pytanie, jak zbudować pokój, trzeba zejść na poziom ludzkiego serca. „Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami?” – pyta św. Jakub w swoim Liście. „Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie” (Jk 4,1-2). Słowa Apostoła są prostą diagnozą sytuacji. Nasz problem polega na tym, że w poszukiwaniu remedium zwykle zwracamy się nie tam, gdzie jest źródło „infekcji”. Upatrujemy przyczyn poza sobą. Obwiniamy struktury społeczne, obarczamy odpowiedzialnością innych, pozwalając jednocześnie na to, by w naszym wnętrzu toczyła się permanentna wojna!

Pokój w człowieku rodzi się z ładu, z porządku, wyrazem zaś ładu staje się sumienie. Człowiek sprawiedliwy, czystego sumienia, jest człowiekiem pokoju. I nie może być inaczej. Spokój można uzyskać dość łatwo: wystarczy zakochać się we własnym lenistwie, wybrać drogę pobłażliwości w stosunku do siebie. Można go uzyskać, gromadząc wielkie pieniądze, wykupując polisy ubezpieczeniowe na życie, budując wysokie mury wokół posesji. Dla uzyskania nie- świętego „świętego spokoju” wystarczy pójść do psychiatry lub wziąć pastylki, odseparować się od rzeczywistości, zanurzając się w telewizyjnej fantazji.

Nie sposób jednak budować pokoju, mając jednocześnie zbrukane grzechem sumienie – żyć z nim za pan brat przez całe miesiące, a nawet lata i udawać, że nic się złego nie dzieje. Aby zyskać pokój, trzeba najpierw przeżyć własny niepokój, własny rachunek sumienia, chwile dla siebie niekiedy bardzo przykrej trzeźwości. Jest to konieczne, aby czystym spojrzeniem ogarnąć siebie i całą rzeczywistość. Wszak pokój to dziecko prawdy i dobra.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Ujrzałem Blask Boga

Ujrzałem Blask Boga
ks. Witold M. Okrasa

Przyglądając się kwiatom, ich wzrostowi i przekwitaniu, ich przemianie w owoce, poznając ich cechy i właściwości, możemy przez analogię dostrzec wiele spraw ze swojego życia i historii zbawienia. Tę właśnie możliwość wykorzystał Autor małego albumu Ujrzałem Blask Boga. Zdjęcia kwiatów w różnych fazach ich rozwoju ilustrują tutaj rozbudowaną parafrazę wyznania wiary zawartego w Credo. Krótkie teksty, nawiązujące do fragmentów biblijnych, streszczają prawdy wiary.

Share.

Publicysta, prezes Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci.