W młodości często podróżowałem pociągiem. Od rodzinnego domu do stacji kolejowej było ok. 2 km. Szło się, ewentualnie jechało rowerem, polną drogą.
Po drodze trzeba było minąć stare cmentarzysko, gdzie ponad sto lat temu chowano zmarłych na cholerę, potem miedzę, kępy zarośli. Ot, zwyczajne wiejskie krajobrazy. W dzień było spokojnie, bezpiecznie. Strachy wyłaziły nocą. Wtedy to właśnie ciemność nabierała życia!
Któregoś dnia (była dokładnie północ) zauważyłem przed sob . . .

Dołącz do grona SUBSKRYBENTÓW i ciesz się nieograniczonym dostępem do wszystkich treści. Wykupując subskrypcję online, wspierasz działalność Miesięcznika Różaniec. Dziękujemy za Twoje wsparcie!
