Niedziela. Jak zwykle w maju okolica Cova da Iria jest skąpana w słonecznym cieple. Wpatrzona w spękaną słońcem ziemię dziewięciolatka delikatnie pogania prowadzone przez siebie i dwójkę przyjaciół owce. Idą znaną sobie drogą. Tą samą, co zawsze.
Te same co roku drzewa rzucają cień. Te same półmetrowej wysokości kamienne murki grodzą kolejne działki oliwnych gajów. Dookoła ściele się taka sama jak zawsze wypalona trawa. słyszymy taki sam szelest liści dębów skalnych i dębów korkowych. wreszcie taką samą muzykę i świergot niewidocznej dla oka ptaszyny. Towarzyszy nam taki sam miarowy pogłos niepodrabialnej nuty chrzęszczących wśród traw cykad.
Łucja słyszy tę samą orkiestrę od dziewięciu już lat – od urodzenia. Gdy wychowywała się na uliczkach oddalonej o 400 metrów stąd wsi Ajustrel, ta sama muzyka gajów oliwnych szeptała jej do ucha, co wieczór tuliła do snu.
[FMP]
Dziewczynka idzie zamyślona. Kilka metrów przed nią drepcze, radośnie podskakując, Jaś. To rodzony brat Franciszka, który podąża teraz tuż za Łucją. Też jest zamyślony, zupełnie jak ona. Jakby właśnie układał sobie kolejną melodię na flet, który niesie pod pachą.
WSPOMNIENIE
Łucja nadal nosi w pamięci obraz ciemnej celi, do której wraz z Frankiem i Hiacyntą zostali wtrąceni przez masońskiego burmistrza Vila Nova de Ourem pana Artura de Oliveiry Santosa. Członek portugalskiego sądu Najwyższego chciał w ten sposób wydobyć z dzieci „ową tajemnicę”, którą Piękna Pani powierzyła trójce pastuszków. z powodu rzekomej odmowy współpracy dzieci zostały wtrącone na jedną noc do więziennej celi.
Łucja nadal pamięta łzy najmłodszej z całej trójki Hiacynty, tęskniącej za rodzicami. Jako żywo pamięta reakcje innych więźniów, którzy solidarnie naigra- wali się z ich słynnych już w całej okolicy spotkań z Piękną Panią. Herszt całej tej gromady przyklęknął wówczas wraz z dziećmi do odmawiania Różańca. Tak, to Łucja też pamięta.
Od ludzi ze wsi dowiedziała się, że tego dnia pod dębem skalnym w Cova da Iria zgromadziło się sześć tysięcy ludzi. Chcieli zobaczyć Piękną Panią. Część z nich przyszła pewnie z ciekawości. Część z przynaglenia wiary. Byli zapewne też tacy, którzy przyszli, aby się pośmiać – jak się później okazało, na próżno. Tego bowiem dnia niebo nad samotnie rosnącym drzewem rozświetliła błyskawica. A następnie nad samą koroną dębu zebrani zobaczyli tylko niewielki obłoczek. Nic więcej.
PRZEKUPIONY JAŚ
Valinhos – tak lokalna społeczność nazywa polanę, przez którą przechodzi w tej chwili trójka pastuszków. Nie idą szybko, bo o tej porze dnia nie sposób chodzić prędko. Portugalskie słońce robi swoje. Zamyślone dzieci co pewien czas spoglądają tylko, czy któraś z prowadzonych przez nie owieczek nie schodzi czasem z wytyczonej ścieżki w poszukiwaniu upragnionego cienia. Na razie idą grzecznie. Tak jak prowadzi ich najstarsza z trójki pastuszków, Łucja dos Santos. Naraz Łucja przystaje.
– Jasiu – zwraca się do idącego obok chłopca. – Pójdziesz po Hiacyntę?
– Nie chce mi się… – odpowiada szczerze malec.
– Masz! – Łucja rzuca chłopcu monetę.
Jaś zręcznie chwyta zdobycz i w te pędy biegnie w kierunku kamiennego domku przy głównej alei Aljustrel.
– Czemu wysyłasz go po Hiacyntę? – odzywa się milczący do tej pory Franek.
– Nie czujesz tego? – pyta tajemniczo Łucja. – Jakby coś się zbliżało. Nie mam pojęcia, czy to tylko mi się wydaje, ale wolę, żeby Hiacynta była teraz z nami.
19 SIERPNIA 1917 R.
Nie mija kilka minut, jak w podskokach, robiąc długie susy, dobiega do nich rozentuzjazmowana Hiacynta. Potem rozgląda się, czy w okolicy nie ma żadnych polnych kwiatów, przecież tak bardzo kocha ich zapach.
wtem nad mijanym drzewem Łucja z Franciszkiem dostrzegają znajomy błysk. widzieli go już w swoim życiu kilka razy. Po raz pierwszy zupełnie niedaleko stąd. Gdy siedzieli w oddalonej o trzysta metrów od tego miejsca grocie, taki sam błysk zwiastował spotkanie z Aniołem Stróżem ich ojczyzny. Teraz jednak nie zobaczą anioła. Oboje dobrze zdają sobie z tego sprawę. Za kilka chwil cała trójka zobaczy Piękną Panią. Tę samą, co w maju, czerwcu i lipcu. Przed nimi staje Maryja.
– Czego Pani sobie życzy? – zapytuje Łucja.
– Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria trzynastego dnia każdego miesiąca i odmawiali codziennie Różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.
– Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?
– Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacyntą i dwiema innymi dziewczynkami ubranymi na biało, drugi niech nosi Franciszek z trzema chłopcami. Pieniądze, które ludzie ofiarowują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Bożej Różańcowej, reszta zaś na budowę kaplicy, która ma tutaj powstać.
– Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych – zmienia temat dziewczynka, jakby chcąc skorzystać z okazji, że Matka Boża wciąż jest z nimi.
– Tak, niektórych uleczę w ciągu roku. Módlcie, módlcie się dużo i czyńcie ofiary. Wiele dusz idzie bowiem na wieczne potępienie, gdyż nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.
Tak skończyło się wyjątkowe objawienie Maryi. Wyjątkowe, bo nie w samym Cova da Iria, ale tu, w Valinhos. Pośród muzyki chrząszczy i szelestu liści. Dokładnie takiego samego, jaki usłyszeć tu można także dzisiaj. Nawet teraz, dokładnie w tej chwili. Posłuchaj…
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Luty 2020 r.
[/FMP]
