Drodzy Czytelnicy! Zapraszam Was do nowego cyklu, który prowokacyjnie zatytułowaliśmy: „Rozmowy z ateistą”. Moimi rozmówcami będą różni ludzie – dla Was anonimowi. Dla mnie to konkretni znajomi: kolega z liceum, narkoman spod Białegostoku, matka trójki dzieci znad Bałtyku, mężczyzna, który waha się, czy zawrzeć sakrament małżeństwa, nastoletni kandydat do bierzmowania z ursynowskiej parafii, penitent z Grójca i w końcu kolega, który myślał o porzuceniu kapłaństwa.
Mówią o sobie: ateista, niewierzący albo wierzący, ale niepraktykujący. Jestem pewien, że w dialogach z nimi rozpoznacie podobieństwo do niejednej rozmowy, którą sami przeprowadziliście z sąsiadką czy w rodzinie przy świątecznym stole. Wszystkie te historie łączy jedno – poszukiwanie Boga.
[FMP]
Mam nadzieję, że „Rozmowy z ateistą” pomogą Wam znaleźć porozumienie z osobami, które deklarują odmienne poglądy, dzielą się swoimi wątpliwościami lub zarzutami pod adresem Kościoła. Możecie je podsuwać swoim bliskim – dzieciom i wnukom, rodzicom, rodzeństwu i przyjaciołom. Pozdrawiam Was!
***
– Ogólnie zgadzam się z księdzem, że Bóg pewnie istnieje. Skąd jednak ta pewność?
– Zgadzasz się ze mną i przyznajesz mi rację? Tak po prostu?
– Widzę, że wiara jest dla księdza czymś ważnym.
– To prawda! Chrześcijaństwo jest tak fascynujące, że samo w sobie powinno przyciągać.
– Czym? Zasadami, normami, ograniczeniami?
– Relacją. To słowo-klucz do zrozumienia wiary. Jeśli wypełniasz przykazania, bo tak trzeba, to za mało. Jesteś jak niewolnik, który boi się batów albo zmniejszenia pensji. Bóg mówi do mnie i do Ciebie: „Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem (…) i dziedzicem” (Ga 4, 7). To do czegoś zobowiązuje!
– No właśnie, znowu wracamy do przykazań i ograniczeń.
– Ogólnie zgadzam się z księdzem, że Bóg pewnie istnieje. Skąd jednak ta pewność?
– Zgadzasz się ze mną i przyznajesz mi rację? Tak po prostu?
– Widzę, że wiara jest dla księdza czymś ważnym.
– To prawda! Chrześcijaństwo jest tak fascynujące, że samo w sobie powinno przyciągać.
– Czym? Zasadami, normami, ograniczeniami?
– Relacją. To słowo-klucz do zrozumienia wiary. Jeśli wypełniasz przykazania, bo tak trzeba, to za mało. Jesteś jak niewolnik, który boi się batów albo zmniejszenia pensji. Bóg mówi do mnie i do Ciebie: „Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem (…) i dziedzicem” (Ga 4, 7). To do czegoś zobowiązuje!
– No właśnie, znowu wracamy do przykazań i ograniczeń.
– Nie do końca. Jeśli czuję się synem, nie muszę bać się ojca. Wiem, że dbam o dom dla siebie. Wypełniam obowiązki, żeby swoje życie uczynić sensownym i twórczym.
– Brzmi dobrze. Może ksiądz o tym opowiedzieć?
– Jakiś czas temu uderzyło mnie zdanie z Biblii: „Trwajcie w miłości mojej!” (J 15, 9). A dlaczego? Bo Bóg nas pierwszy umiłował. Stworzył nas z miłości i trochę dla towarzystwa. Wytrwajcie w miłości, dopiero potem zajmiemy się religijnością albo moralnością. Jeśli kogoś kochamy, nie trzeba nam tłumaczyć, jak ważny jest kontakt z tą osobą i zainteresowanie z naszej strony. Jeśli kogoś szanujemy, niepotrzebne jest nam konkretne przykazanie, np. „nie żuj gumy w jego obecności”. Jeśli mamy z kimś dobrą relację, w pewnym sensie nie ma po co mówić o przykazaniach, bo one są jakby oczywiste.
– W przyjaźni chodzi o lojalność.
– No właśnie! Wyobraź sobie, że idziesz z kolegą na obiad i kradniesz mu portfel. Albo sąsiadce – gdy jest zajęta ważeniem bananów – wózek z zakupami. Jezus mówi: wytrwaj w mojej miłości. Chciej w ogóle relacji ze Mną.
– Kiedyś czytałem, że Jezus jest krzewem winnym, a my latoroślami, które od Niego odrastają. Każdą latorośl, która nie przynosi owocu, odcina…
– A widziałeś kiedyś roślinę z wysuszonymi liśćmi? Czasami jest tak, że liście same odpadają. Tak się dzieje z nami, gdy nie czerpiemy soków od Jezusa Chrystusa. Wysuszamy się i nie żyjemy wiarą. Przestajemy się modlić i nie widzimy już sensu w przykazaniach.
– A co zrobić, żeby się nie wysuszyć?
– Trwać przy Jezusie. Trwać, to znaczy zanurzyć się w chrześcijaństwie i znaleźć w nim swoją życiową przestrzeń…
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Styczeń 2020 r.
[/FMP]
