„Dobrze Panie, żeś mnie upokorzył. Upokorzenie miękczy serce” – mówił błogosławiony Jan Balicki. To zdanie napisano także na jego grobie. Kiedy Matka Boża objawia się w różnych miejscach na świecie, zachęca ludzi do pokuty. Czym jest pokuta? Najprościej mówiąc – jest to wierne wypełnianie obowiązków należących do danego stanu. Przyjmowanie z wiarą i pokorą wszystkich trudów, które niesie życie, jest jedną z najgłębszych i najbardziej wartościowych form pokuty. Jeżeli bowiem człowiek zrozumie swój obowiązek i podejmie go na poważnie, to ten obowiązek będzie wymagał od niego życia umartwionego. „Czy jesteście w stanie cierpieć dla zbawienia? Ofiarować się dla zbawienia?” – usłyszały dzieci fatimskie. Nie chodzi oczywiście o to, że my cierpienia szukamy. Cierpienia nigdy się nie szuka. Matka Najświętsza chce dodać nadziei i przypomnieć, że nawet to, co w życiu może uchodzić za klęskę, w rękach Pana Jezusa nabiera zbawczego sensu.
Jeśli przychodzi do twojego życia cierpienie – a przyjdzie, na każdego z nas przyjdzie – to wówczas nie udawaj filozofa, tylko módl się o dziecięce, niewinne serce. Jest to serce, które jest gotowe przyjąć ten krzyż i złączyć go z krzyżem
Jezusa. Tajemnica wcielenia przypomina, że jedynie to, co zostało przyjęte, może być zbawione. Naszym zadaniem jest nie dać tylko odłączyć się od Jezusa i Jego życia. On jest naszą winoroślą.
Pokuta to przyjęcie tego wszystkiego, co mnie krzyżuje, i ofiarowanie Bogu. W ten sposób następuje odcięcie od zła, które jest we mnie. Duch pokuty to także akceptacja różnych form cierpienia i przeciwności, które nam się przytrafiają. Człowiek ma bliskich, z którymi żyje, musi ciężko pracować, musi zarabiać, musi znosić również wiele przykrości. To po prostu wynika z życia i nie jest dodane ani wymyślone. Nam często jest łatwiej wymyślać własne formy pokuty, które oczywiście są ważne i potrzebne, ale najpewniejszą pokutą, dającą najmniej iluzji, jest przeżywanie swojej codzienności i tego, co mnie w niej krzyżuje, w duchu zadośćuczynienia. Za swoje grzechy lub grzechy innych.
Kiedy doświadczam „zelżywości” czy jakiegokolwiek upokorzenia, to zamiast wchodzić w kolejne grzechy, takie jak osąd, narzekanie, odwet czy obmawianie, najlepiej jest przekłuć to doświadczenie w złoto: „Panie Jezu, ofiarowuję Ci ten trud za swoje grzechy albo w czyjejś intencji”. Nie dość, że mniej będzie zła na tym świecie, ty będziesz zdrowszy, ale i będzie potęgowało się uzdrowienie twojej duszy.
o. Krzysztof Pałys OP
***
Fragment książki: Serce Jezusa miłością goreje. Rozważania wezwań Litanii do NSPJ, Agata Jakób, Wydawnictwo Sumus
