Życie Ryszarda jest dowodem na to, że Bóg często przychodzi do człowieka w sposób zaskakujący, nawet w sytuacjach, które na pierwszy rzut oka zdają się mieć jedynie znamiona bólu i zagubienia.

Jest słoneczne marcowe przedpołudnie, uroczystość Zwiastowania Maryi, Dzień Świętości Życia. Przekonuję się kolejny raz, że w życiu nie ma przypadków.

Ryszard swoją historię rozpoczyna od wspomnień związanych z pierwszą żoną. Chociaż są one trudne, z jego wypowiedzi emanują spokój i pokora, widoczna jest też wdzięczność wobec Boga za każde doświadczenie, w którym dostrzega Jego troskę i umocnienie. Gdy się poznali, byli bardzo młodzi: jego – wówczas – dziewczyna miała 17 lat, on – 19. Wkrótce się okazało, że spodziewają się dziecka. Reakcja rodziców była ostra: wyrzucili córkę z domu, kierując do niej i Ryśka raniące słowa. Ryszard wspomina:

– Stanąłem wtedy na wysokości zadania i po rozmowie z rodzicami wziąłem ją do siebie.

Mieli jeszcze dwójkę dzieci, ale w ich relacji nie działo się dobrze.

– Przyszedł taki moment, że zdecydowałem się na rozwód.

NAGŁY ZWROT AKCJI

Życie pisze różne scenariusze. Nic nie dzieje się przypadkowo. Niektórzy mówią, że „przypadek” to imię Boga incognito.

U siostrzeńca Ryśka stwierdzono opętanie i konieczna była modlitwa egzorcysty. Rysiek uczestniczył w jego spotkaniach z kapłanem egzorcystą. Wspomina, że było to dla niego niezwykle trudne, a zarazem otwierające na Boga doświadczenie. Dziś przywołuje tamten szczególny czas ze wzruszeniem i przejęciem:

– Dostrzegałem, że istnieje duchowa, dobra i pełna miłości rzeczywistość. Poczułem, że oprócz tego, co widzimy, istnieje jeszcze świat duchowy.

Tamte wydarzenia były impulsem do rozmów i modlitwy całej rodziny. To zaangażowanie zrodziło dobro. Ryszard wspomina, że niesamowite było to, że wielu członków rodziny, obojętnych przez lata na zło, zaangażowało się w starania o dobro. A to wymagało często przypomnienia, nazwania, wypisania zaniedbań oraz grzechów, jakie popełniali. Niektórzy robili to świadomie, z przekonaniem, inni intuicyjnie, jednak cel był jeden: duchowe, psychiczne, fizyczne, emocjonalne zdrowie siostrzeńca i całej rodziny.

CZUŁY DOTYK BOGA

Rysiek doświadczył w tym czasie „innego świata”. Dziś dostrzega, że to było spotkanie z Bogiem, który czekał na niego z tęsknotą. Obecność Pana, jaką zaczął odczuwać, pozwoliła mu inaczej spojrzeć też na sprawy małżeństwa: „Rozwodu nie będzie”. Zmieniło się ich podejście do wiary, zaczęli uczestniczyć w życiu sakramentalnym.

Jak wspomina Ryszard, 4 lata później wydarzyło się coś, czego się nie spodziewał. Żona miała wypadek samochodowy, uderzyła w tira i zginęła na miejscu. Osierociła trójkę dzieci – najmłodsze miało 9 miesięcy.

– Płakałem, to było dla mnie trudne. Emocje były spore, to była moja żona. Kochałem ją, ale nie wpadłem w rozpacz. Jednocześnie w sercu rodził się pokój. Wiedziałem, że Bóg może wszystko i gdyby chciał, przytrzymałby koła na nawierzchni drogi, żeby samochód żony nie uderzył w tira. Wszystko mogło wyglądać inaczej.

Jednak stało się właśnie tak. Rysiek zauważa, że często rozumienie drogi, którą Bóg prowadzi człowieka, przychodzi z czasem. Po kilku latach dowiedział się, że żona parę miesięcy przed wypadkiem usunęła ich dziecko. Zobaczył wtedy jednak, że Bóg przez ten wypadek zatrzymał dalsze zło.

– Zabrał moją żonę w najlepszym dla niej czasie. Bóg wie, co robi – podkreśla.

NOWE ŻYCIE

Rysiek pochodzi z Dolnego Śląska i tam mieszkał z pierwszą żoną. Po 4 latach przez chrześcijański portal randkowy poznał Mirkę, z którą zaczął się spotykać. Pobrali się, urodziła im się dwójka dzieci. Wychowują więc ich teraz piątkę. Idą razem przez życie, są blisko Boga. Mieszkają w Warszawie:

– Staram się iść tam, gdzie Maryja mnie posyła.

Ryszard dostrzega, że to Maryja prowadzi go do Boga. Przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, kiedy przez wstawiennictwo Matki Bożej doświadczał Jego obecności:

– Modliłem się do Maryi i otrzymywałem to, o co prosiłem. Moja droga wiodła do Jezusa przez Maryję.

Jako dorosły docenia duchowość św. Ludwika de Montforta, który przeprowadza człowieka taką ścieżką, jaką Maryja prowadzi do Boga.

– Jest mi to bardzo bliskie. Byłem w różnych wspólnotach, potem trafiłem na ks. Dominika Chmielewskiego i tak poznałem Wojowników Maryi (WM). Tu jest to, czego szukało moje serce.

Rysiek aktywnie działa w ruchu WM, ale razem z żoną udzielają się też w posłudze na rzecz innych inicjatyw, takich jak Boski Projekt założony przez s. Bartłomieję Sobczyk.

NA DWÓCH KÓŁKACH

Jako wojownik Maryi Ryszard wciąż odkrywa swoją duchowość. Tym, co go kształtuje i stanowi bardzo ważny element formacji, jest zarówno doświadczenie wspólnej modlitwy oraz realizacja powołania, jak i ten charakterystyczny klucz przeżywania wiary: pierwiastek braterstwa oraz męski punkt widzenia.

Ryszard od dziecka pasjonował się motocyklami. Już jako młodzieniec jeździł na polskim Komarku. Po nawróceniu dostał szansę kupna amerykańskiego motocykla, o którym nawet nie marzył. Pytał Pana Boga: „Czy to dla mnie?” I jest! Z pierwszą żoną zjeździł trochę kilometrów, na wybranych odcinkach dołączał do Rajdów Katyńskich. Druga żona też podziela jego pasję.

– Żona mi powiedziała – opowiada z uśmiechem – że poderwałem ją na moje zdjęcie na motocyklu.

Jako wojownik Maryi rozwija we wspólnocie swoje pasje i organizuje rajdy motocyklowe, które są połączeniem zamiłowania i modlitwy w drodze:

– Znalazł się ksiądz, który jeździ na motocyklu, więc ruszyliśmy wspólnie w kilka osób: wojownicy Maryi z żonami.

Towarzyszy im radość, pogoda ducha, zachwyt – na postojach podziwiają piękno świata, ale mają też możliwość uczestnictwa w codziennej Mszy Świętej:

– Taka polowa Msza to dla wielu coś nowego, wspaniałe przeżycie, inne doświadczenie Boga.

Dwunastoosobowa ekipa przez tych kilka dni bardzo się zżyła, co dla Ryszarda jest dowodem na to, że Bóg błogosławi takim inicjatywom. W ubiegłym roku ruszyli na Mazury, w tym roku planują kolejny rajd w Bieszczady.

Moja rozmowa z Ryszardem była pełna radości, mimo niełatwych tematów. Jego historia pokazuje, że Bóg najlepiej wybiera czas i miejsce na spotkanie z człowiekiem, za którym wciąż tęskni.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Czerwiec 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Jestem zdobyczą Twojej miłości
ks. Józef Orchowski

Bóg poszukuje człowieka. Niezależnie od tego, jak daleko człowiek odszedł, a nawet wtedy, gdy świadomie nie szuka on Boga. Często pomaga w tym Maryja – matczyną miłością zdobywa ludzi i prowadzi ich do Syna, by odnaleźli upragnione szczęście. Świadczą o tym historie nawróceń opisane w niniejszym zbiorze.

Udostępnij

Absolwentka filologii polskiej, pracownik ośrodka terapeutycznego Śląskiej Fundacji Błękitny Krzyż, autorka i korektorka tekstów.