Św. Augustyn słusznie zauważył, że niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu. Tego też doświadczył Jakub, gdy pozwolił się odnaleźć Chrystusowi.

Jakub nie miał w życiu łatwo, nie tylko doświadczył wiele cierpienia, lecz także sam zadawał ból innym. Pochodzi, jak sam mówi, z rodziny patologicznej, gdzie alkohol i przemoc zdawały się być głównymi wyznacznikami codzienności. Dorastał wśród krzyków ojca, którego sposobem na wychowanie były kary cielesne. Gdy człowiek dojrzewa w takiej rzeczywistości, trudno mu samemu widzieć świat inaczej i dostrzec dobro w sobie. Dlatego tarczą obronną dla Kuby – w przestrzeni pogłębiających się traum – stały się takie zachowania, jakich sam doświadczał. W efekcie trafił do zakładu poprawczego za rozboje i akty agresji.

– Musiałem odreagować stres i adrenalinę – zaznacza. – Byłem niedobrym dzieckiem. Biłem się z innymi.

Jak wspomina, nawet w poprawczaku „chcieli, żeby szybko go opuścił”. W wieku 8 lat pierwszy raz napił się alkoholu, jako nastolatek był już osobą z uzależnieniem. Relacje rodzinne nie dawały wsparcia w rozwoju dobra:

– Było nas trzech braci i siostra. Każdy z braci był w więzieniu. Najstarszy przesiedział w nim 10 lat. Wyszedł w październiku, a w styczniu zginął w wypadku. Został potrącony przez samochód. Sprawcą był dalszy znajomy.

W SIDŁACH NIENAWIŚCI

– To był czas, kiedy brałem narkotyki, piłem. Wtedy jedyne, o czym myślałem, to żeby go zabić. Przygotowałem ładunki wybuchowe, chciałem go wysadzić. Miałem wielką chęć zemsty, źle życzyłem jego rodzinie – mówi. – Uważałem, że gdybym to ja zginął, mój brat na pewno by mnie pomścił – dodaje.

Co zatrzymało Kubę? Słowa mamy, która powiedziała, że jednego syna już straciła, więc nie chce stracić drugiego. Jakub obiecał, że za jej życia nie zrobi krzywdy temu człowiekowi, jednak chęć zemsty nie mijała.

– Myślałem wtedy: sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

Z czasem pojawiały się coraz większe trudności emocjonalne, w dalszej perspektywie depresja, której nie leczył, co też „pociągało coraz bardziej w dół”.

– Nie miałem żadnych skrupułów, żeby kogoś uderzyć, połamać palce. Byłem bezlitosny, chciałem być gangsterem. „Mogą mnie nie lubić, ale żeby się mnie bali” – tak myślałem.

SZANSA NA ZMIANĘ

W 10. rocznicę śmierci brata postanowił, że zabije oprawcę, a potem popełni samobójstwo. Zatrzymała go rozmowa z drugim bratem, który – gdy dowiedział się o planach Kuby – zadzwonił na policję.

– Zabrali mnie do izby wytrzeźwień, potem do szpitala psychiatrycznego. Od tamtego czasu nie piję alkoholu – wyznaje wzruszony. – I życie jakoś szło. Poznałem Iwonę, która zaczęła pokazywać mi codzienność bez kłótni, przemocy, używek, melanżu. Zmieniałem się przy niej, chociaż wciąż w sercu miałem chęć zemsty. Przekonała mnie, że warto przyjechać na pogrzeb taty, bo będę kiedyś żałować, jeśli tego nie zrobię. Nie miałem w sobie wtedy jeszcze woli przebaczenia.

BOŻE KOŁO RATUNKOWE

Jakub miał w sercu wiarę, ale jego przeszłość oddalała go od Boga:

– Obwiniałem Go o to, że tata mnie bił, że siedziałem w poprawczaku, że byłem wyśmiewany.

Tego, że jest inaczej, że jest umiłowanym synem Boga, doświadczył podczas pielgrzymki do Medziu- goria trzy lata temu, chociaż wcale chętnie na nią nie pojechał:

– Pytałem kolegów, czy któryś był na pielgrzymce. Patrzyli na mnie jak na wariata. Psioczyli, chociaż żaden z nich nie był. Wreszcie zapytałem szwagra, którego odbierałem jako wierzącego. Stwierdził, że sam by nie pojechał ze względu na jego wyobrażenie o ludziach, którzy tam jeżdżą. Jednak wreszcie się zdecydowałem. Na pielgrzymce powiedzieli nam, że mamy się zwracać do siebie „bracie”, „siostro” – opowiada z uśmiechem. Taki był początek.

Bóg działa w zaskakujący sposób. Jakub nagle przy kolacji przypomniał sobie sytuację, kiedy podczas peregrynacji obrazu Matki Bożej wraz ze znajomym zażywali amfetaminę. Poczuł, że ma okazję ku temu, by teraz przeprosić Maryję. Udał się na Górę Objawień. Modlił się długo, a potem skierował wzrok na krzyż:

– Wypowiedziałem Jezusowi wszystkie żale. Nie znałem modlitw, po prostu mówiłem. – Nie poddawał się mimo uczucia rezygnacji. – Kiedy chciałem wstać z kolan, nie mogłem. Próbowałem kilka razy i się nie udawało. I wtedy przyszła myśl, że jeszcze o jednym Bogu nie powiedziałem. Wtedy tam, przy Jezusie
i w Nim przebaczyłem człowiekowi, przez którego zginął mój brat. Zrozumiałem, że nie chciał tego zrobić, że przecież Bóg też go kocha.

To było oczyszczające, pozwoliło iść dalej. Przeżył spowiedź, po 40 latach duchowej suszy otworzył serce na kojącą obecność Boga:

– Kapłan mnie słuchał i płakał, a ja wyznawałem wszystkie swoje grzechy. Powiedział wtedy, że mam zaufać Bogu, przyjąć Jego dary i nie zastanawiać się zbytnio, dlaczego tak się dzieje. Byłem tym zszokowany…

NOWE ŻYCIE

Od tamtego czasu wiele się zmieniło, choćby to, że – jak wspomina – pojechał na pielgrzymkę z żoną, a wrócił z siostrą.

Iwona i Jakub są po rozwodach. Mają ślub cywilny, a od czasu spotkania Boga w Medziugoriu żyją w czystości. Czekają na stwierdzenie nieważności małżeństwa, aby móc przed Bogiem powiedzieć sobie sakramentalne: „tak”. Wspólnie wychowują 11-letnią córkę. Kuba ma dobre relacje ze swoimi pasierbami. To też jest dla niego umocnieniem, że mimo braku dobrych wzorców potrafi realizować dar ojcostwa.
Od 13 lat żyje w trzeźwości, od 3 lat uczestniczy w sakramentalnym życiu Kościoła. Daje świadectwo ludziom młodym, m.in. w zakładach poprawczych:

– Czuję, że nie mogę tego zachować dla siebie. Gdy Bóg ocala, wyrywa z sideł zła, serce się rwie, aby dać świadectwo Bożej miłości.

Pielgrzymka do Medziugoria przyniosła jeszcze jeden owoc. Tam poznał Wojowników Maryi:

– Przed hotelem zagadałem, że widziałem kiedyś grupę wędrujących i modlących się mężczyzn. Zastanawiałem się, kim oni są. I wtedy ujawnił się Marek, jak się okazało, Wojownik Maryi z mojego miasta – Legionowa.

Po powrocie opowiedział o formacji tej wspólnoty, o duchowości, a Jakub odnalazł w sercu zasiane przez Maryję ziarno, by wstąpić w ich szeregi. Tak się też stało. Dziś jest szczęśliwym człowiekiem, kochanym przez swoich bliskich i kochającym, „ocalonym, by dać świadectwo”, pasowanym na Wojownika Maryi.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Październik 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Świadek życia
prof. Bernard Nathanso

Publikacja ta przyczyniła się do wielkiego dobra, pod wpływem lektury zostało uratowanych wiele ludzkich istnień. Dziękuję za wznowienie tej książki. Niech dalej działa! Niech świadczy o świętości każdego ludzkiego życia i niech pomoże Czytającym stać się obrońcami życia – głosicielami Ewangelii życia.

Udostępnij

Absolwentka filologii polskiej, pracownik ośrodka terapeutycznego Śląskiej Fundacji Błękitny Krzyż, autorka i korektorka tekstów.