Ludzkie cierpienie jest tą tajemnicą, przy której często zatrzymujemy się w milczeniu. Jak ją zrozumieć?

Viktor E. Franki zapytał kiedyś swoich pacjentów, czy małpa, na której testuje się jakieś lekarstwo, otrzymująca wiele zastrzyków, rozumie sens swojego cierpienia. Oczywiście pacjenci odpowiedzieli, że nie. Sens takiego działania, że jeden osobnik jest kłuty, żeby potem inni byli zdrowi, może uchwycić tylko człowiek.

Tu zaczyna się eksperyment myślowy doktora Frankla: otóż, czy możemy sobie wyobrazić, że istnieje jakaś wyższa inteligencja, wobec której nasze rozumienie cierpienia jest podobne do tego, jak u małpy wobec zastrzyków? Innymi słowy, czy cierpienie, które wiele razy może nam się wydawać bezsensowne (w systemie psychologicznym Frankla to właśnie sens jest pojęciem kluczowym), nie może mieć jednak jakiegoś głębszego, ukrytego dla nas znaczenia?

JUBILEUSZ PUSTELNIKA

Jesienią roku 1962 liczni goście przybyli do pustelni św. Alberta nieopodal Pawii w Lombardii, żeby wziąć udział w radosnym święcie, złotym jubileuszu powszechnie kochanego siwego pustelnika. Br. Ave Maria z radością witał zgromadzonych – a ze szczególnym wzruszeniem serdecznego kolegę z dzieciństwa (imieniem Bartolomeo), z którym nie widział się od wielu lat. Ściślej rzecz ujmując, br. Ave Maria nikogo nie widział od wielu lat, był bowiem niewidomy.

Co jednak świętował sędziwy pustelnik? Otóż okrągłą rocznicę wypadku, który spowodował u niego utratę wzroku. Dwaj chłopcy niefrasobliwie bawili się nabitą strzelbą; kolega strzelił, a mały Cesare stracił wzrok. Pięćdziesiąt lat później święty pustelnik zaprosił owego niefortunnego strzelca, żeby wspólnie dziękować Bogu. Tak, br. Ave Maria wyrażał wdzięczność Bogu za swoją ślepotę.

Z MROKU DO ŚWIATŁA

Czy to szaleństwo? Czyżby wiara wymagała od nas, żebyśmy zło nazywali dobrem? Nie, nie tyle zło powinniśmy nazywać dobrem, ile w wydarzeniu złym starać się dostrzec głębszy sens i jego podporządkowanie wyższemu dobru.

Dostrzeżenie głębszego dobra w chwili, gdy dotyka nas cierpienie, bez wątpienia nie jest łatwe.

Cesare po utracie wzroku przeżył siedmioletni okres głębokiego buntu – także, a może przede wszystkim, przeciwko Bogu. Nastoletniemu chłopcu zawalił się świat. Z dnia na dzień przestał widzieć nie tylko światło słońca, lecz także sens życia. Trwało trochę, zanim go odzyskał, a stało się tak za sprawą jego spotkania ze św. Alojzym Orione. Po latach br. Ave Maria zrozumiał, że gdyby nie stracił wzroku, to nie zyskałby czegoś nieporównanie cenniejszego: głębszego sensu życia. Koncentrowałby się na pieniądzach, zmysłowości, szarej codzienności… Kilkuletnie pogrążenie się w mroku doprowadziło go jednak do światła. Wydarzenie, samo w sobie negatywne, było więc elementem planu Bożej Opatrzności. To nie Bóg skierował lufę strzelby w kierunku głowy małego Cesare. Bóg jednak wyprowadził ze zła dobro tak wielkie, że rocznica tego wydarzenia była dla br. Ave Maria okazją do pełnego wzruszenia dziękczynienia.

GORZKIE PIGUŁKI

Zdarzają się sytuacje jeszcze bardziej zdumiewające, wręcz szokujące. Wspomniany już Viktor E. Frankl opowiadał o młodej kobiecie umierającej z wycieńczenia w obozie koncentracyjnym. Kobieta ta była szczęśliwa, że nie umiera w pustce, jaka charakteryzowała jej życie przed uwięzieniem. Cierpienie stało się dla niej drogą do ludzkiej dojrzałości. Jednak ani aż tak wielkie cierpienie nie jest czymś częstym – ani tak głębokie przeżycie tegoż cierpienia.

Każdego człowieka spotykają natomiast mniejsze lub większe przykrości, bolesne sytuacje, na pozór bezsensowne, które mają jednak czemuś służyć – choroba, strata pracy, rozstanie się z narzeczonym. One zwykle przed czymś nas uratowały albo na coś wartościowego naprowadziły. Znam osobę, która z głęboką wdzięcznością wspomina swoje bankructwo – bo to ono otworzyło pracoholikowi oczy na to, że rodzina jest ważniejsza. Znam osobę wdzięczną za złamany kręgosłup, bo to zdarzenie stało się początkiem nawrócenia.

Jednak znam też wiele osób, które nie są wdzięczne, bo może nie doszły jeszcze do ukrytego skarbu jakiegoś cierpienia czy niepowodzenia. Ich bunt, podobny do tego, jaki przeżywał Cesare, trwa nadal. Jeszcze czekają na swojego Alojzego Orione, który ukaże im głęboki sens życia i cierpienia. Bo też dostrzeżenie głębszego dobra w chwili, gdy dotyka nas cierpienie, bez wątpienia nie jest łatwe.

OPERACJA POWIĘKSZENIA SERCA

Powtórzmy raz jeszcze: nie chodzi o to, żebyśmy zło nazywali dobrem. Niekiedy jednak rzeczywiście jakieś trudne wydarzenie jest dla nas gorzką pigułką mającą nas z czegoś wyleczyć, w czymś pomóc. Nie mamy poddawać się biernie biegowi wydarzeń i wymówką: „widać Bóg tak chciał” usprawiedliwiać lenistwa, inercji i małoduszności. Ilekroć jednak coś krzyżuje nam plany, pamiętajmy, że „krzyżowanie” zawsze powinno nam przypominać Ukrzyżowanego.

Jeżeli nawet za bolesne doświadczenia należy dziękować Bogu, to rzecz jasna tym bardziej za te jednoznacznie pozytywne. Dziękczynienie, jak mówi św. Teresa z Lisieux, jest tym, co najbardziej przyciąga Boże łaski. Obrazowo można powiedzieć, że dziękczynienie powiększa nasze serca tak, że mieści się w nich więcej miłości i łaski.

DZIĘKCZYNIENIE CODZIENNE

Dziękczynienie jest aktem sprawiedliwości wobec Boga. Sprawiedliwość każe nam każdemu oddać to, co mu się należy. Skoro więc zwykłe ludzkie dobre wychowanie wymaga podziękowania naszym dobroczyńcom, to o ileż bardziej należy dziękować Autorowi wszelkich łask. Warto przy tym pamiętać, że Bóg naprawdę wie lepiej. Bóg zasługuje na nasze pełne zaufanie. Jeżeli w chorobie umiemy poddać się bolesnej operacji, którą wykonuje obcy nam i omylny człowiek – to czemu nie poddać się bolesnym operacjom, których dokonuje nieomylny i nieskończenie dobry Bóg? Przecież On naprawdę wszystko wie, wszystko może i nas kocha.

Jeżeli nie umiemy dziękować Bogu i Jego Matce za każde pojedyncze wydarzenie w naszym życiu, to warto zacząć od tego, żeby do codziennego rachunku sumienia dodać chociaż 2-3 punkty naszego dziękczynienia. Ćwiczenie czyni mistrza: pomału, z Bożą pomocą – i za to też Mu podziękujmy! – zaczniemy dostrzegać coraz więcej Jego dobrodziejstw. Być może także w trudnościach, krzyżach i cierpieniach, które mają swój głęboki – choć ukryty – sens i które mogą zarówno dla nas samych, jak i dla innych być drogą do wielu błogosławieństw.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – KWIECIEŃ 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

W Jego ranach jest nasze zdrowie
ks. Andrzej Mazański

Książka W Jego ranach jest nasze zdrowie zawiera przekaz niezwykle cenny dla tych, którzy mierzą się z chorobą własną lub kogoś bliskiego. Chorzy i ich bliscy, szukając ratunku, często błądzą po omacku, oszołomieni, zrozpaczeni, bezradni. Pomoc medyczna nie zawsze bywa skuteczna. A gdy i ona okazuje się bezradna, trudno się z tym pogodzić zarówno leczonym, jak i leczącym.

Udostępnij

Członek wspólnoty Misjonarzy Matki Bożej Anielskiej, administrator węgierskojęzycznej parafii na południu Słowacji, autor książek, tłumacz.