Czekać na właściwy moment, widząc kształt dobra, które dopiero bardzo nieśmiało budzi się w człowieku – tak kochać umie tylko Bóg.

Trudno nam się obyć bez Bożej cierpliwości, a jeszcze trudniej zastosować wiedzę o niej w praktykowaniu wiary. To paradoks, ale właśnie my, zwykli ludzie, doświadczający na co dzień własnych słabości, wcale nie lubimy czekać. Brak nam cierpliwości, a co więcej – cierpliwość Stwórcy nas oburza. W dodatku taka postawa zdaje się naruszać korzeń zaufania do Boga. Tak jest wówczas, gdy patrzymy na wyroki Boże z subiektywnej, zbyt osobistej perspektywy, przypuszczając, że wszechmoc Stwórcy powinna służyć tylko nam, którzy mamy rację. To chyba z takiej właśnie mentalności rodzą się groteskowe powiedzonka kierowane pod adresem Boga: „Boże, widzisz, a nie grzmisz” albo „Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy!”. Knując coś pod nosem, nie tracimy upartej pewności, że choć wprawdzie Pan Bóg wydaje się zwlekać, to jednak wcześniej niż później huknie zza chmury trzy pioruny na głowę naszych wrogów i opowie się wprost po jedynie słusznej, czyli po naszej stronie. Warto więc postawić sobie pytanie: na czym polega Boża cierpliwość? Jak ją realnie stosować w praktykowaniu życia duchowego?

BYŚMY WZRASTALI W CNOTACH

Istotą Bożej cierpliwości jest właściwa Stwórcy umiejętność prowadzenia nas do zrozumienia sensu własnego życia oraz do zbawienia wszystkich ludzi, a nie tylko niewielu czy grupki wybranych. Człowiek po grzechu pierworodnym nie jest już w stanie sam siebie zrozumieć bez Chrystusa. Także zbawienie – bez aktu Bożego miłosierdzia – jest poza jego zasięgiem. Jedną z konsekwencji zranienia ludzkiej natury grzechem jest subiektywne zapatrzenie się w siebie lub budowanie wąskich sojuszy mających służyć egoistycznym celom. To sprawia, że ludzie tak często ze sobą rywalizują, co rozbija ich pierwotną naturalną solidarność. Nie chcą znosić siebie nawzajem w cierpliwości ani doceniać cennych różnic między sobą.

Stwórca nie narzuci nam swojego myślenia, ale będzie je cierpliwie objawiał, podpowiadał, wysyłając proroków, świadków bądź natchnienia czytelne dla ludzkiego wnętrza.

W Bogu nie ma żadnej wady. Pan ogarnia swoim duchem i miłością cały świat. Kocha wszystkich, których powołał do życia, i systematycznie dąży do odnowy całego stworzenia. Pragnie, by człowiek wzrastał w cnotach, rozwijał swoje talenty i poddawał się zbawczej łasce Chrystusa. Tym samym Stwórca nie będzie nigdy patrzył na historię z perspektywy jednego narodu albo pojedynczej osoby. Nawet wybór Izraelitów do szczególnej roli, jaką odegrali w historii zbawienia, był potrzebny tylko po to, by miał kto bezpiecznie przechować depozyt wiary w epoce Starego Testamentu. Dzięki temu jest możliwe głoszenie Dobrej Nowiny wszystkim czasom i kulturom w misyjnej epoce Kościoła. Tutaj właśnie kryje się sedno Bożej cierpliwości – Boskie, wielkoduszne ogarnięcie miłością każdego, a nie tylko jednego.

CIERPLIWOŚĆ CZY MIŁOSIERDZIE?

Czy Boża cierpliwość jest tym samym, co Jego miłosierdzie? Zapewne te dwie wartości nie są bardzo odległe od siebie, ale każda ma też własne, specyficzne znaczenie. Upraszczając, można powiedzieć, że cierpliwość Stwórcy to wartość bardziej pedagogiczna, strategiczna, a Pan stosuje ją jeszcze przed nawróceniem się człowieka. Bóg ma plan i wizję historii. Jest ona prawdziwa, dobra i słuszna. Mimo to Stwórca nie narzuci nam swojego myślenia, ale będzie je cierpliwie objawiał, podpowiadał, wysyłając proroków, świadków bądź natchnienia czytelne dla ludzkiego wnętrza.

Człowiek może podjąć z wolnością te propozycje lub na własne ryzyko je zlekceważyć. I dopiero na tym etapie będzie potrzebne Boże miłosierdzie – bliskie Jego cierpliwości, lecz faktycznie od niej odmienne. Miłosierdzie jest potrzebne po decyzji nawrócenia, kiedy człowiek zmarnował cierpliwie budowany plan Stwórcy, przeoczył Jego nadprzyrodzoną pedagogię i teraz potrzebuje pomocy. Cierpliwość Boga była więc mądrą prewencją, spójnym działaniem, natomiast miłosierdzie będzie mieć z kolei charakter medyczny, leczniczy lub kojący. Bóg cierpliwie usiłuje budować historię ludzkości, a kiedy człowiek przekreśli Jego plany i się pokaleczy – Pan zastosuje miłosierdzie.

ZAWRÓĆMY ZE ZŁEJ DROGI!

Jeszcze ciekawsze jest to, jak w praktyce ujawnia się działanie Bożej cierpliwości, tak odmienne od ludzkich schematów. Człowiek z reguły stawia na sprawdzonych fachowców lub partnerów. Tylko wielkoduszne osobowości zaryzykują, dając szansę komuś niesprawdzonemu albo komuś, kto wcześniej zawiódł. Bóg zaś w swojej cierpliwości okazuje hojne ryzyko w relacji z człowiekiem i najczęściej posługuje się kimś, kto popełnił wiele błędów i zawiódł niezliczoną liczbę osób. W strukturach społecznych, państwowych, a nieraz nawet wewnątrz Kościoła nikt by już więcej na kogoś takiego nie postawił. Pan natomiast jest cierpliwy i powołuje wielokrotnie, aż do progu śmierci powierzając nową misję temu, którego po jednym błędzie świat przekreślił. Tak wspaniale wygląda Boża cierpliwość w działaniu.

A czy ma ona jakieś granice? Tak, limitem cierpliwości Stwórcy wobec ludzkości jest zamach na obraz Boga we wnętrzu osoby ludzkiej. Pan nie jest skory do interwencji w bieg historii. Robi to naprawdę rzadko, zostawiając w ręku człowieka szerokie pole doczesnej autonomii. Stwórca ma plan i przeprowadzi go przez wieki, lecz o wielu kwestiach doczesnych ludzie mają prawo decydować sami. Bóg będzie ingerował tam, gdzie człowiek pogwałci granice Jego cierpliwości, dewastując niewinne dusze, np. lekceważąc prawo naturalne przez eksperymenty płciowe czy deprawację dzieci. Wtedy Boża cierpliwość zamienia się w gniew i dopust, otwierając bardzo złożony moment historii dziejów człowieka.

Wszyscy wyczuwamy chyba, że właśnie teraz stanęliśmy w Europie w niebezpiecznej bliskości granic, jakie Stwórca zabezpieczył dla siebie. Rozumny człowiek szybko zawróci ze złej drogi, prosząc o więcej Bożej cierpliwości: „Panie, tylko nie zagrzmij!”. Dominikanin Jean-Miguel Garrigues w książce Bóg, w którym nie ma idei zła pisze poruszające słowa: „Bóg jest jak dziecko, które nie potrafi powiedzieć, co to jest zło. Zło może znać tylko jako czyste zaprzeczenie dobroci, jako czyste «nie», które znieważa Jego miłość, jako wymierzony bez żadnego uzasadnienia policzek”. Cierpliwy Pan dziejów nigdy nie szuka konfliktu z nami, lecz zawsze pokoju.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – MAJ 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Katechizm życia duchowego
kard. Robert Sarah

Aby przywrócić Bogu należne Mu miejsce w naszym życiu i życiu Kościoła, kardynał Robert Sarah nie proponuje innej drogi niż droga Ewangelii: siedem sakramentów, przez które Chrystus nas dzisiaj dotyka, wytycza duchowy szlak, na który Autor zaprasza nas językiem pełnym autentyzmu i misyjnej mocy.

Udostępnij

Kapłan diecezji płockiej, teolog duchowości, misjonarz, rekolekcjonista i publicysta. Badacz myśli św, Johna Henry'ego Newmana.