W Wielki Piątek Chrystus wziął na ramiona krzyż i poniósł go na Golgotę. Zbawiciel wyznaczył nam drogę. Za Nim idą Jego świadkowie, wśród których jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko, męczennik. Niech on będzie dziś naszym przewodnikiem – wsłuchajmy się w jego słowa: „Jeśli się chce po chrześcijańsku i po Bożemu przeżywać zmartwychwstanie Chrystusa, trzeba przejść przez trud Jerozolimy Chrystusowej”. Idźmy więc za Zbawicielem.

Krąg nienawiści od jakiegoś już czasu zaciskał się wokół Jezusa. Wydali wyrok. Zaplanowali wszystko dokładnie: namówionych świadków, podburzony tłum, wymyślone zarzuty… Dlatego „winien jest śmierci” (Mt 26, 66). Wobec bł. ks. Jerzego także wysuwali zmyślone zarzuty, organizowali prowokacje, aż w cieniu gabinetów zapadł wyrok. On zaś uczył: chrześcijanin „musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości. O te wartości musi odważnie się upominać dla siebie i innych”. Potrzeba nam takiej odwagi.

Na ramiona Zbawiciela włożyli krzyż. Nie pytali, czy chce go wziąć. Chrystus nie odrzucił krzyża, wyruszył w drogę. „On się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści” (Iz 53, 4). Droga krzyżowa bł. ks. Jerzego rozpoczęła się na długo przed jego śmiercią. Notował: „Czuję się coraz bardziej przez nich zaszczuty, ale dobry Bóg daje mi dużo siły duchowej, a i fizycznej też nad podziw wiele”. Tylko Bóg jest źródłem siły człowieka.

Chrystus upadł. Nie miał sił: miał przecież za sobą przesłuchania, bicie i biczowanie. Jednak wstał i wziął na nowo krzyż. Na kamieniach pozostały ślady Jego krwi… Zatrzymali samochód z bł. ks. Jerzym. Pobito go, wrzucono do bagażnika. Trzy miesiące wcześniej mówił: „Ja się poświęciłem i ja się nie cofnę”. Zadaniem człowieka jest wypełnienie woli Bożej, choćby trudno było ją zrozumieć.

Maryja szła za Chrystusem dźwigającym krzyż. „Kto się przejmuje jego losem?” (Iz 53, 8). Matka. Jej nie mogło zabraknąć. Maryja nie mówiła nic, bo cóż można było powiedzieć? Słowa milkną przed wymową ciszy. Ona przemawiała do swego Syna sercem. Bł. ks. Jerzy modlił się do Matki Bożej: „Ty sama znasz najlepiej nasze codzienne modlitwy, tak często szeptane przez łzy, znasz bóle i niepokoje udręczonych serc”. Maryja rozumie nas i swą matczyną pomocą wspiera w drodze przez życie.

Oprawcy zatrzymali wracającego z pola Szymona z Cyreny. Kazali mu nieść krzyż Jezusa. Wykręcał się, ale ostatecznie nie miał wyjścia. Chrystus przyjął jego posługę. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Cyrenejczykiem był dla wielu bł. ks. Jerzy. Mówił: „Jeżeli ludzie, którzy mają swoje rodziny, dzieci, i obciążeni są wielką odpowiedzialnością, byli w więzieniach, cierpią – dlaczego ja, ksiądz, nie mam z ich cierpieniem połączyć swojego cierpienia?”. Pomoc człowiekowi jest pomocą samemu Chrystusowi.

Weronika była bardzo odważna. Nie bała się oprawców, nie bała się też opinii publicznej. A Chrystus? „Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby [chciano] na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53, 2). Otarła twarz Człowiekowi i spotkała się z Bogiem. Bł. ks. Jerzy ocierał ludzkie twarze, także te „ubrudzone zbrodniczym systemem”. Inwigilującym go zimą posyłał gorącą herbatę, a w stanie wojennym na ulicach Warszawy łamał się opłatkiem także z zomowcami. Posługa Weroniki wymaga nie tylko odwagi, ale przede wszystkim miłości.

Krzyż ciążył coraz bardziej. Chrystus upadł po raz drugi pod jego ciężarem. Poraniony Bóg upadł do ludzkich stóp! „W Jego ranach jest nasze uzdrowienie” (Iz 53, 5). W latach seminaryjnych bł. ks. Jerzy został wcielony do wojska. Znęcano się tam nad nim, bo nosił na palcu mały różaniec. Pisał wówczas: „Boże, jak się lekko cierpi, gdy się ma świadomość, że się cierpi dla Chrystusa”. Złączmy nasze cierpienia z cierpieniami Zbawiciela.

Zawodziły i płakały. Chrystus zatrzymał się przy nich, wezwał je do nawrócenia. Zatroszczył się o zbawienie tych kobiet i ich najbliższych. „Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty!” (Jl 2, 13). Ileż razy tę Chrystusową posługę spełniał bł. ks. Jerzy! Mówił: „Po prostu jestem z tymi ludźmi w każdej sytuacji. (…) I to, że ich rozumiem, że czasami sam, słuchając ich, mam łzy w oczach, wczuwając się w ich sytuację i w ich kłopoty, to im daje niejednokrotnie więcej niż pomoc materialna”. Miłość to też zatrzymanie się przy człowieku i wlanie w jego serce nadziei.

Golgota była już niedaleko, a Chrystus tym razem przylgnął do ziemi, jakby chciał ją ucałować na pożegnanie. „Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem” (Iz 53, 10). Wiedział jednak, że wola Ojca musi się wypełnić, więc powstał. Osaczony bł. ks. Jerzy mówił: „Jestem przekonany, że to, co robię, jest słuszne. I dlatego jestem gotowy na wszystko”. Każdy z nas jest w rękach Boga i nigdy nie jest sam.

Oprawcy zrywali szaty z Chrystusa. Przyschnięte rany krwawiły na nowo. Pozbawili Go ubrania, ale też dobrego imienia. „Jak wielu osłupiało na Jego widok – tak nieludzko został oszpecony” (Iz 52, 14). Bł. ks. Jerzy uczył: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”. Chrystus wzywa, by Jego uczniowie zło dobrem zwyciężali, a nienawiść pokonywali ofiarną miłością.

Przybili Chrystusa do krzyża. Naiwni chcieli przejąć nad Nim władzę! A przecież Chrystus mówił: „Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32). Oprawcy unieruchomili bł. ks. Jerzego. Związali go sznurem łączącym nogi z szyją, by przy próbie rozprostowania nóg, zaciskał pętlę na swej szyi. Zbawienie przyszło przez krzyż…

„Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć” (Iz 53, 8).
Ci, którzy ukrzyżowali Chrystusa, nie wiedzieli, że nadchodzi godzina miłosierdzia. Nie wiedzieli, że właśnie w tamtej godzinie Bóg zwyciężył. Oprawcy torturowali i bestialsko zamordowali bł. ks. Jerzego. A on sam uczył: „Miłość i prawdę można krzyżować, ale nie można jej zabić”. Krzyż Chrystusa jest dowodem ogromnej miłości Boga do człowieka.

Przyjaciele Chrystusa zdjęli Jego ciało z krzyża i oddali je Matce Bolesnej. Maryja z miłością wzięła je w swoje objęcia. „Pan obarczył Go winami nas wszystkich” (Iz 53, 6). Wspominano, że ciało bł. ks. Jerzego wyglądało tak, jakby było to ciało samego Chrystusa zdjęte z krzyża. Matka bł. ks. Jerzego mówiła: „Człowiek nigdy nie zapomni, ale Bóg dopomaga pogodzić się z Jego wolą. Przecież, gdyby Pan Bóg chciał uchronić syna, to mógł to zrobić, jednak widać trzeba było tej ofiary. Ja przebaczyłam mordercom, ale to nie moja zasługa. To dar Ducha Świętego”. To, co dokonało się na Golgocie, Bóg uczynił z miłości do nas.

Ciało Chrystusa złożono w grobie. O pogrzeb zatroszczyli się wierni przyjaciele. Oprawcy natomiast zadbali, by grób został opieczętowany i by strzegły go straże. „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych?” (Łk 18, 7). Oprawcy chcieli pochować ciało bł. ks. Jerzego po cichu, chcieli ukryć je na zawsze. Jego matka mówiła: „Oddałam go Kościołowi i nie zabiorę go Kościołowi. Tutaj pracował, tutaj kochał i cierpiał, tutaj są ludzie, którzy go kochają, więc niech tutaj zostanie”. Każdy człowiek jest powołany do wieczności.

Panie Jezu Chryste, nasz Zbawicielu, uwielbiamy Cię za Twoją wielką miłość. Uwielbiamy Cię również za tak wielu świadków wiary. Wśród nich dziękujemy Ci za bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, który nie wahał się oddać życia z miłości do Boga i do ludzi. Wraz ze św. Janem Pawłem II prosimy, „ażeby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z krzyża zmartwychwstanie”.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – MARZEC 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Róża wśród kolców
ks. Wacław Buryła

Perły, o czym wiemy, rodzą się w bólu, w cierpieniu. Wiara i zbawienie także rodzą się w bólu. Chrystus samotnie wędrował drogą krzyża, bez naszego udziału, bez naszego wsparcia. My mamy łatwiej, możemy wędrować razem z Nim, możemy oprzeć się na Jego krzyżu, na Jego miłości. I to jest nasza szansa.

Udostępnij