Dopóki walczysz, masz szansę na wygraną, choćby nawet wszystkie okoliczności sprzysięgły się przeciwko tobie. Przegrywasz dopiero wtedy, gdy przestajesz się podnosić.

Każdy ma szansę na szczęśliwe i wolne życie – nawet jeśli stał się niewolnikiem własnych żądz, impulsów, przyzwyczajeń i grzechów, które wabiły obietnicą szczęścia, a w efekcie przykuły go do ziemi. Każdy, bo dla Boga nie ma ludzi ostatecznie przegranych.

Wielu z nas nawet nie zauważa chwili, w której wolność zaczyna się kurczyć. Początki są niewinne: kieliszek „na rozluźnienie”, kilka minut w internecie „dla odreagowania”, flirt, który miał być tylko „dla poprawy humoru”. Granica przesuwa się o milimetry, niemal niezauważalnie. Aż pewnego dnia człowiek budzi się w świecie, który już do niego nie należy. Patrzy w lustro i nie poznaje twarzy po drugiej stronie szklanej tafli. To twarz człowieka, który przestał kierować własnym życiem. Jednak właśnie wtedy, kiedy wydaje się, że wszystko jest już stracone, zaczyna się prawdziwa historia ocalenia. Bo dopiero w ciemności widać światło. Dopiero z perspektywy klęczącej jesteśmy w stanie dostrzec, że nad nami jest niebo.

Świat nauczył nas, że mamy być mocni, niezależni, przebojowi. Od dziecka słyszymy: „Dasz radę!”; „Wystarczy chcieć!”; „Musisz mieć silną wolę!”. Jednak to, co pomaga w biznesie czy na siłowni, w walce duchowej często staje się pułapką. Bo dopóki wierzę, że sam muszę się uratować – nie zostawiam miejsca Temu, który naprawdę potrafi to zrobić.

SŁOWA KLĘSKI CZY ZWYCIĘSTWA?

Program Dwunastu Kroków zaczyna się od zdania, które burzy całą tę fałszywą konstrukcję mentalną: „Uznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec naszego uzależnienia i że przestaliśmy kierować naszym życiem”. To brzmi jak klęska, a jest początkiem odzyskiwania wolności. Bo nie da się zwyciężyć, dopóki nie uznamy, że potrzebujemy Zbawiciela. Nie da się narodzić na nowo, jeśli nie umrzemy dla iluzji samowystarczalności. Prawdziwe nawrócenie zaczyna się od szczerego stwierdzenia: „Nie daję już rady”. To zdanie wielu ludziom uratowało życie. To moment, w którym człowiek przestaje grać rolę Boga.

Nie trzeba być alkoholikiem, żeby rozumieć, czym jest zniewolenie. Każdy z nas coś pije, coś wciąga, coś gromadzi, coś udaje. Jedni piją wódkę, inni lajki. Jedni szukają ukojenia w pornografii, inni w pracy po 14 godzin dziennie. Jedni uciekają w grzech, drudzy w przesadną doskonałość lub chorobliwą pobożność pełną osądów wobec innych, tych rzekomo mniej pobożnych od nas lub wcale niepo- bożnych. Efekt jest ten sam – pętla się zaciska. Powoli tracimy smak życia, więzi, wiarę. A przecież Bóg stworzył nas nie po to, byśmy przetrwali – ale byśmy żyli naprawdę.

Ocalenie nie jest nagrodą za poprawność. Nie jest trofeum dla moralnie nieskazitelnych. Jest darem dla tych, którzy wreszcie przestali udawać. Dla tych, którzy zrozumieli, że potrzebują łaski. W oczach Boga największym grzechem nie jest upadek, ale pycha, która nie pozwala się podnieść. Bo Bóg potrafi z każdego człowieka uczynić świętego. Świętość to nasze najważniejsze powołanie, nawet wtedy, gdy z błota wystaje nam już tylko czubek głowy. Jeśli tylko pozwolę się dotknąć i pozwolę Bogu działać, stanie się niemożliwe.

SPOTKANIE Z MIŁOSIERDZIEM

Dwunastu Kroków – zapisanych przez Billa i Boba – nie da się oddzielić od Ewangelii. To duchowa mapa dla ludzi, którzy zgubili drogę. To echo słów Jezusa. Każdy krok to jedna z duchowych lekcji. Pierwsze trzy uczą pokory i zaufania wobec Boga. Kolejne cztery – prawdy o sobie samym i odważnego rachunku sumienia. Następne – miłości i przebaczenia. Ostatnie – służby oraz wdzięczności. To proces, który nie tylko przywraca trzeźwość, ale też sens życia, godność i miłość. Bo człowiek nie staje się wolny wtedy, gdy przestaje pić czy brać – tylko wtedy, gdy zaczyna kochać.

Możesz przestać walczyć sam. A wtedy zacznie działać Ten, który nigdy nie przegrywa. Bo nigdy nie jest za późno na ocalenie, wolność i miłość.

Nie ma wieku, w którym byłoby już „za późno”. Nie ma grzechu, który by przekreślał człowieka. Nie ma dna, z którego Bóg nie mógłby nas wydobyć. Poznałem wielu ludzi, którzy po dwudziestu, trzydziestu i czterdziestu latach picia, zdrad i rozpaczy zaczynali od nowa – i potrafili żyć w pokoju, jakiego wcześniej nie znali. Widziałem narkomanów, którzy po latach zamieniali prochy i odloty na Eucharystię i służbę ludziom.

Nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Nawrócenie nie jest metą, jest początkiem życia, tego prawdziwego. To pierwszy oddech po długim duszeniu się własnym wstydem.

Ocalony to nie ten, kto nigdy nie upadł, ale ten, kto zrozumiał, że sam się nie podniesie. To człowiek, który pozwolił Bogu dotknąć swoich ran. Który odkrył, że wstyd nie jest końcem, lecz bramą. Taki człowiek idzie dalej. Nie wstydzi się swojej historii, bo wie, że to właśnie ona stała się miejscem spotkania z Miłosierdziem. Ocalony nie szuka już wrażeń, bo odnalazł sens. Nie musi mieć racji – wystarczy mu prawda. I właśnie dlatego może pomagać innym. Bo ten, kto sam był w piekle, potrafi rozpoznać tych, którzy nadal płoną, nawet jeśli umieją stwarzać iluzję pięknego życia i się maskować.

PRAWDA I ZAUFANIE

Ocaleni nie są lepsi od innych. Są po prostu wdzięczni. Za każdy poranek, gdy budzą się trzeźwi. Za każdą noc, kiedy mogą zasnąć bez lęku. Za każdy dzień, w którym mogą być ludźmi. Świat dzisiaj nie sprzyja wolności. Zamiast Boga daje nam dopaminę. Zamiast ciszy – zgiełk i pośpiech. Zamiast prawdy – emocje. Zamiast miłości – naiwność, tolerancję i seks. Dlatego właśnie dziś tak bardzo potrzebujemy ocalenia. Nie religijnej etykiety, ale prawdziwego spotkania z Bogiem, który wchodzi w ciemność, nie pytając, skąd przyszedłeś, tylko dokąd chcesz pójść. Który nie wypomina przeszłości, ale wyciąga rękę w teraźniejszości. Bo ocalenie to nie teoria. To decyzja. To moment, w którym człowiek mówi: „Boże, weź mnie takim, jakim jestem – i zrób ze mną, co chcesz”. I wtedy dzieją się cuda.

Jeśli dziś czujesz, że już nie masz siły – to dobry znak. Bo możesz przestać walczyć sam. A wtedy zacznie działać Ten, który nigdy nie przegrywa. Bo nigdy nie jest za późno na ocalenie, wolność i miłość.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Styczeń 2026 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Jestem zdobyczą Twojej miłości
ks. Józef Orchowski

Bóg poszukuje człowieka. Niezależnie od tego, jak daleko człowiek odszedł, a nawet wtedy, gdy świadomie nie szuka on Boga. Często pomaga w tym Maryja – matczyną miłością zdobywa ludzi i prowadzi ich do Syna, by odnaleźli upragnione szczęście. Świadczą o tym historie nawróceń opisane w niniejszym zbiorze.

Udostępnij

Dziennikarz, publicysta „Niedzieli" i telewizji wPolsce24, instruktor terapii uzależnień, autor programu „Ocaleni" i kursu „Droga zwycięzców" (Ocaleni.tv).