Stephen R. Covey napisał: „Istotą słuchania empatycznego jest nie to, że się z kimś zgadzasz, ale to, że go głęboko i w pełni rozumiesz, zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie”.

Paradoksem wydaje się fakt, że w procesie mówienia ważniejsze od wygadania się jest samo słuchanie. Na pewno każdy z nas znalazł się chociaż raz na nudnym odczycie, gdzie zewnętrznie stwarzał pozory, że słucha, a tak naprawdę był całkowicie pogrążony we własnym świecie i przebywał, dajmy na to, gdzieś na zielonej łączce lub w kawiarni, popijając kawę. Prawda jest brutalna – z tego, czego słuchamy, zapamiętujemy około 20-30%. Tak mówią badania. Czyli jeśli nadawca mówi np. przez 30 min, to z jego pewnie niezwykle ważnej mowy słuchacz przyswaja treści tylko przez 6-9 min. Przykre, nieprawdaż? Naturalnie rodzi się więc pytanie: po co mówić?

Otóż formułowanie własnych myśli jest bardzo ważne, bo bez nazywania swojego świata wewnętrznego zaczniemy emocjonalnie umierać. Pozostaje tylko jedno: cierpliwie uczyć się słuchania. Zawód terapeuty i psychoterapeuty staje się coraz bardziej popularny, bo podstawą każdej terapii jest uważne, nieśpieszne słuchanie tych, którzy przyszli. To nie terapeuta ma mówić i udzielać zbawiennych rad, jak często myślimy, on ma tylko pomagać w odkrywaniu prawdy o nas samych. Jedną z chorób współczesnego świata jest bowiem brak czasu na bezpośrednie, uważne wysłuchanie drugiego człowieka. Nawet ludzie ze wspólnot modlitewnych nierzadko wolą w sytuacji problemowej zaproponować modlitwę, którą odmówią w swoim domu, niż spotkać się z potrzebującym, aby go wysłuchać.

CZYM JEST PROCES SŁUCHANIA?

Ram Charan w artykule Dyscyplina słuchania opublikowanym w „Harvard Business Review Polska” podkreśla, że „prawdziwe słuchanie, z empatią, wymaga odwagi – chęci odejścia od starych przyzwyczajeń i wypracowania nowych, które na początku mogą wydawać się czasochłonne i nieskuteczne”. Słuchanie więc to nie tylko forma porozumiewania się, lecz także pewna umiejętność, którą możemy wyćwiczyć. Badacze zagadnienia wyróżniają kilka rodzajów słuchania.

Pierwszy z nich to usłyszenie, bo można słyszeć drugiego, ale go nie usłyszeć. Nie chodzi tu zatem o proces odbierania fal dźwiękowych, które są przetwarzane bez udziału naszej woli, a o świadomie uczestnictwo w przekazie treści, które wymaga nastawienia się na rozumienie rozmówcy. Często bowiem słyszymy, ale nie słuchamy. Dlatego wypowiadane słowa grzęzną w gonitwie naszych myśli niekoniecznie związanych akurat z tym, co mówi druga osoba. Pewnie większości z nas przydarzyła się taka sytuacja, gdy ktoś z rodziny wmawiał nam, że nie powiedzieliśmy czegoś, co powiedzieliśmy, i trudno było mu udowodnić swoją rację. To właśnie jest przykład słuchania, które nie ma nic wspólnego ze słyszeniem lub bardziej usłyszeniem tego, co nadawca komunikatu chciał powiedzieć.

Drugim rodzajem jest nieuważne słuchanie. Mamy z nim do czynienia wtedy, gdy słuchamy bez większego zaangażowania, jakby odruchowo, nie wczuwając się w ogóle w usłyszane treści. Warto tu podkreślić, że nie zawsze taki rodzaj słuchania ma zabarwienie pejoratywne. Nieraz bywa mechanizmem obronnym, szczególnie wtedy, gdy komunikat, który odbieramy, jest dla nas bolesny. Nasz kolega, gdy dzwoni jego mama i zaczyna wygarniać mu tak na dobrą sprawę nawet to, że żyje, kładzie telefon koło siebie i słuchając, jednocześnie robi coś innego. W ten sposób zmniejsza siłę rażenia mamusinej połajanki. W innych relacjach może być podobnie. Jeśli nadawca mówi o rzeczach trudnych do przyjęcia dla drugiej strony, nieuważne słuchanie staje się wtedy rodzajem azylu, ucieczką od tego, czego druga strona nie chce z jakiegoś powodu słyszeć lub co ją zbyt mocno rani. Zdarza się jednak i tak, że nieuważne słuchanie jest przejawem egoizmu, lenistwa lub innych problemów, które nam akurat doskwierają.

I w końcu trzeci typ to tzw. słuchanie selektywne – to taki rodzaj omawianego procesu, który polega na nieświadomym wybieraniu z wypowiedzi nadawcy tylko tych treści, które są dla słuchającego wygodne. Działa to trochę tak, jakby odbiorca podświadomie nastawiał się na usłyszenie tego, co potwierdzi słuszność jego wywodu czy argumentacji lub też utwierdzi go we wcześniej obranym stanowisku. W tym rodzaju słuchania nie ma u odbiorcy otwartości na zmianę, która może w nas zachodzić podczas procesu otwartego i empatycznego słuchania.

POCIESZANIE, OKAZYWANIE MIŁOŚCI, CHĘĆ ZROZUMIENIA

Naszym ideałem jest natomiast uważne słuchanie, gdy słuchający jest zaangażowany cały, bez reszty. Wyklucza ono przerywanie osobie wypowiadającej się, wtrącanie, podrzucanie brakujących słów czy fraz, dopowiadanie, niecierpliwe oczekiwanie końca wypowiedzi. Wymaga też empatycz- nego reagowania, np. potakiwania głową, patrzenia w oczy rozmówcy, zwrócenia ciała w kierunku mówiącego i wysyłania innych pozawerbalnych sygnałów mówiących: „Zobacz, słucham całym sobą”. Uważne słuchanie rozwija więc nas jako ludzi, pozwala dostrzec drugiego człowieka, być przy nim, współodczuwać, bardziej kochać.

Słuchanie pełni wiele funkcji. Autorzy książki Relacje interpersonalne zwracają uwagę na to, że słuchamy, aby budować i podtrzymywać relacje – ta funkcja słuchania wydaje się najistotniejsza, bo wszelki trud, jaki sobie zadajemy, ma służyć okazywaniu miłości i z niej wypływać. Słuchamy też, aby zrozumieć drugą osobę, sytuację, siebie samych w nowych okolicznościach, reakcje innych, ich świat wewnętrzny, interakcje, jakie zachodzą między nami. Słuchamy wreszcie, aby pomagać innym: w przypadku małżeństwa i rodziny – sobie wzajemnie. Chodzi tu o podtrzymywanie się w momentach trudu i zwątpienia, pocieszanie w chwilach smutku itd.

przedsmak nieba

Samo uważne wsłuchiwanie się w drugą osobę jest najlepszą formą pomocy. W takiej sytuacji słuchanie staje się wyzwaniem, sztuką, którą należy doskonalić całe życie. Na pewno też zmusza do wyjścia poza własny egoizm, by uwzględnić potrzeby drugiego człowieka, każe się wewnętrznie mobilizować, zaprasza do zmiany. Wymienione powyżej rodzaje i funkcje słuchania wymagają niezwykłej pokory, dyscypliny i stawania w prawdzie. Jednak kiedy są systematycznie wcielane w życie, pozwalają odczuć, że jesteśmy wzajemnie dla siebie ważni, potrzebujemy siebie, czyli nie jesteśmy samotni. W konsekwencji dają doświadczyć na co dzień przedsmaku nieba.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Wrzesień 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Czas świętych
Bp Marc Aillet

Biskup Marc Aillet jest przekonany, że prawdziwymi reformatorami Kościoła są ludzie święci! A ponieważ Kościół jest tajemnicą komunii misyjnej, jego przyszłość nie zależy od przesadnej troski o struktury i ich funkcjonowanie ani też od prób dostosowywania się do zmian zachodzących w świecie, lecz leży w odnowionym duszpasterstwie ukierunkowanym na świętość, które najpełniej wyraża się w świadectwie dawanym Prawdzie.

Udostępnij