W czasie wakacji warto wzmocnić nie tylko swoje siły fizyczne, ale i duchowe, a to zakłada pewien wysiłek poszukiwania Boga, który na pewno pięknie zaowocuje w życiu codziennym…

Z WIDOKIEM NA MORZE I… NIEBO

Na progu wakacji często pojawia się wątpliwość: czy opłaca się poświęcić część urlopu na rekolekcje?

Wyjazd rekolekcyjny zwykle kojarzy się z dniem wypełnionym konferencjami, modlitwami, sprzątaniem refektarza, nieustannymi spotkaniami w grupach lub tzw. „pogodnymi wieczorkami” przy gitarze i ognisku do późna w nocy. Nieco inną formę „duchowego wypoczynku” – w postaci rekolekcji ignacjańskich – proponują jezuici.

Moje doświadczenie z tych rekolekcji jest związane z Gdynią, gdzie księża mąją dom przepięknie położony na wzgórzu. Rekolekcje ignacjańskie są odprawiane w milczeniu i ciszy. Codzienna Eucharystia, konferencje oraz rozważanie Słowa (medytacje i kontemplacja) pomagają nawiązać lub przywrócić indywidualną relację z Bogiem oraz prawidłowo nastawić „kompas” życia duchowego. Nieocenioną pomocą są codzienne spotkania z osobą towarzyszącą (duchowną lub świecką).

Rekolekcje ignacjańskie dają też szansę na autentyczny wypoczynek fizyczny. Program dnia nie jest zbyt przeciążony, uczestnicy są nawet zachęcani, by przestrzegać higieny snu oraz korzystać w czasie przerwy poobiedniej ze spacerów po wspaniałym lesie lub wejścia na znajdujący się na dachu domu rekolekcyjnego taras, który – oprócz widoku na morze i niebo – zapewnia świeży powiew morskiej bryzy.

Krzysztof Kędra

BÓG HOJNIEJSZY OD NASZEJ MAŁOSTKOWOŚCI

Kiedy pobieraliśmy się blisko sześć lat temu, było dla nas oczywiste, że Jako małżeństwo chcielibyśmy się włączyć w jakąś wspólnotę kościelną. Nasze wcześniejsze doświadczenia i formacja w Ruchu Światło-Życie niejako naturalnie pociągnęły nas do Jego gałęzi rodzinnej, czyli Kościoła Domowego. Tak zaczęła się nasza wspólna podróż w grupie z innymi małżeństwami w poszukiwaniu wiary, umocnienia i Bożego światła we wszystkich dziedzinach życia małżeńskiego, rodzinnego i codziennego. Od początku co roku jeździliśmy na krótkie rekolekcje formacyjne, starając się wykroić na nie nie więcej niż tydzień. Zawsze mieliśmy jakąś dobrą wymówkę, żeby nie uczestniczyć w pełnych, 2-tygodniowych rekolekcjach proponowanych przez Kościół Domowy: rekolekcje to wysiłek, a my potrzebujemy wypoczynku, dni urlopowych zawsze jest zbyt mało, chcemy mieć wreszcie trochę czasu dla siebie, marzy nam się wyjazd „bardziej atrakcyjny”, do Grecji czy Czarnogóry. W końcu w zeszłym roku zabrakło nam wymówek. I tak Pan Bóg wytrącił nam z ręki wszelkie argumenty: rekolekcje były atrakcyjne, bo nad morzem, gdzie nie zabrakło plażowania, codziennie mieliśmy nawet dużo więcej czasu na przebywanie ze sobą, niż byśmy oczekiwali, poznane małżeństwa i ich życie stały się dla nas niezwykłym bogactwem, a w oddechu modlitwy i przeżyć duchowych nasze życie nabrało innego wymiaru, doznaliśmy głębokiego pokoju i odpoczynku, który tylko Bóg może ofiarować ludzkiemu sercu. Dając Panu Bogu tylko trochę swojego czasu, otrzymaliśmy o niebo więcej – od kilku lat bez skutku staraliśmy się o dziecko, a miesiąc po powrocie z rekolekcji okazało się, że wreszcie się udało! W maju przyszedł na świat nasz synek. Chwała Panu!

Jakub Korzeniowski

I CO BY ZE MNĄ BYŁO?

Zaczęło się, gdy miałam piętnaście lat. Moja „nierozłączka” Zocha wróciła z wakacji i cała w pąsach opowiadała, jak to było na tej Oazie. Na szkolnych przerwach siedziałyśmy na podłodze pod ścianą i śpiewałyśmy piosenki – oczywiście z jej oazowego śpiewnika. A potem było ogłoszenie, że powstaje oazowa schola przy parafii. No i tak… Zocha jakoś się nie ostała, a ja wsiąkłam w Oazę. Od tamtego czasu minęło ponad dwadzieścia lat. Dzisiaj na Oazy jeżdżę jako siostra zakonna i uczę osiemnastolatki pięknych melodii gregoriańskich, a kiedy myślę, ile zawdzięczam Oazie, oczy robią mi się mokre. Bo gdyby nie to środowisko, w którym dojrzewałam, nie byłoby moich przyjaciół – ludzi do tańca i do różańca – dziś tworzących dobre rodziny, żywo zatroskanych o sprawy Kościoła. Kiedyś oazowe dziewczyny i chłopaki dzisiaj to; nauczyciel angielskiego w liceum, właściciel malej firmy, doktor prawa pracujący w Ministerstwie Pracy, wokalistka wyspecjalizowana w średniowiecznym śpiewie i ja – siostra zakonna.

Gdyby nie Oaza, może nie byłoby we mnie żywej wiary. To chyba dzięki modlitwie, czytaniu Pisma Świętego, wielu rozmowom o Bogu, kontaktach z dobrymi księżmi przestałam stać w przedsionku kościoła, podeszłam bliżej i zainteresowałam się tym, co dzieje się na ołtarzu. Jedno jest pewne – to na wakacyjnych rekolekcjach oazowych otrzymałam dar powołania. Co by ze mną było, gdyby nie tamto spotkanie z Bogiem w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu na Oazie?

s. Barbara Łydkowska CSL

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – 7/8 2012 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Katechizm życia duchowego
kard. Robert Sarah

Aby przywrócić Bogu należne Mu miejsce w naszym życiu i życiu Kościoła, kardynał Robert Sarah nie proponuje innej drogi niż droga Ewangelii: siedem sakramentów, przez które Chrystus nas dzisiaj dotyka, wytycza duchowy szlak, na który Autor zaprasza nas językiem pełnym autentyzmu i misyjnej mocy.

Udostępnij

„Różaniec” jest miesięcznikiem formacyjnym. Znajdziesz w nim treści, które pomogą Ci wzrastać na drodze życia duchowego. Głównym rysem pisma jest maryjny wymiar duchowości katolickiej.