„Rodzina, która modli się zjednoczona, zjednoczona pozostaje”, pisał św. Jan Paweł II w Rosarium Virginis Mariae. Doskonale to wiedzą Emilia i Anna, z którymi rozmawiam na ten temat.

W rodzinie Emilii Ożarowskiej z Sulejówka wspólną modlitwę praktykuje się od początku, czyli już 15 lat.

– Jeszcze kiedy nie było dzieci, razem z mężem wieczorem wspólnie klękaliśmy i dziękowaliśmy za mijający dzień. Prosiliśmy Boga o potomstwo, a kiedy nasze córki pojawiły się na świecie, to razem prosiliśmy o łaski dla całej rodziny – wspomina. Przyznaje też, że niezwykle trudny czas nastał, kiedy straciła trzecie dziecko. – To było dla nas bardzo bolesne przeżycie, ale powierzyliśmy wszystko Bogu. Razem z dziećmi modliliśmy się o rodzeństwo dla nich. I zostaliśmy wysłuchani.

MODLITWA JEST DLA NAS NAJWAŻNIEJSZA

Jak zaznacza, każdy dzień rodzina kończy wspólną modlitwą różańcową.

– Odmawiamy dziesiątek różańca. Zarówno mój mąż, jak i ja oraz córki należymy do Żywego Różańca (ŻR) – opowiada. Choć, jak dodaje, wygospodarowanie czasu na wspólną modlitwę nie zawsze jest łatwe. – Wiadomo, dziewczynki dorastają, z kolei syn jeszcze wymaga naszego bezpośredniego nadzoru. Dlatego nie zawsze jest to proste, aby znaleźć moment na wspólną modlitwę. Dlatego od pewnego czasu wprowadziłam grafik naszych wieczornych zajęć. Oczywiście w naszym rytmie dnia najważniejsze miejsce zajmuje modlitwa, podczas której razem gromadzimy się pod krzyżem – podkreśla.

Emilia nie ma wątpliwości, że ogromne znaczenie w świadomym oddaniu całej rodziny Maryi i Jezusowi ma postawa jej męża.

– On nie tylko przyłącza się do modlitwy, ale często sam ją inicjuje. Poza tym codziennie rano przed wyjściem do pracy, jako głowa rodziny, modli się do Matki Bożej o to, aby Ona otoczyła nas swoją opieką, aby nas chroniła przed złymi duchami. Takie błogosławieństwo jest dla nas bardzo ważne. Daje nam siłę i przypomina, że nie jesteśmy sami, że troszczą się o nas Maryja i Jezus – zaznacza. I dodaje, że patronem ich rodziny jest św. Józef. – Jemu powierzyliśmy pomoc w wychowaniu naszych dzieci, bo przecież to on był też opiekunem i wychowawcą Jezusa. Obraliśmy go naszym patronem w czasie, gdy staraliśmy się o kolejne dziecko. Kiedy okazało się, że zaszłam w upragnioną ciążę, nie miałam wątpliwości, że to właśnie dzięki wstawiennictwu św. Józefa. Dlatego nadaliśmy naszemu synowi imię Józef.

Z RÓŻAŃCEM W SERCU

O żywej relacji z Maryją mówi też Ania Mazur z Łańcuta. Jak nas zapewnia, Żywy Różaniec ma w sercu. To właśnie różańcem modliła się ze swoim przyszłym jeszcze mężem.

– W ten sposób mnie w sobie rozkochał: przez swoją bliskość z Matką Bożą i z Bogiem. Dość powiedzieć, że poznaliśmy się na pielgrzymce do Częstochowy, czyli w drodze do Mamy. Po ślubie naturalnie modliliśmy się wspólnie. Potem razem z dziećmi. Kiedy urodził się nasz syn, który dziś ma już 13 lat, to każdego wieczoru po jego kąpieli odmawialiśmy różaniec i tak zasypialiśmy. Tak samo zasypiały nasze kolejne dzieci: utulone w modlitwie do Matki Bożej – wspomina rodzinny zwyczaj wieczorno-modlitewny. Dziś Ania jest mamą czwórki dzieci i piątego, które lada moment państwo Mazurowie powitają na świecie.

Jak podkreśla, różaniec, którym modlą się wspólnie, jest naprawdę żywy.

– Spotkanie z Maryją przy różańcu to żywy z Nią kontakt. To nie klepanie paciorków. Ona jest moją Mamą. Tak wychowuję swoje dzieci, aby i one czuły, rozumiały, że Maryja jest także ich Mamą. Samą Jej obecność odczuwam namacalnie. Ona przytula mnie w różańcu, czyli wtedy, kiedy się do Niej zwracam – mówi. Przyznaje, że rodzinne spotkanie z Maryją nie odbywa się w tradycyjny sposób, tzn. rodzina nie klęczy przed figurą.

– Wszyscy staramy się być blisko siebie. Przytulamy się. Kiedy głaszczę moje dzieci, one nieraz mówią, że w ten sposób czują, jakby to Maryja głaskała je po głowie. Takie słowa dla każdej matki są niezwykle budujące, bo świadczą o tym, że my, ziemscy rodzice, jesteśmy namacalnym przedłużeniem Jej rąk dla naszych dzieci. A wszyscy dzięki temu odczuwamy duchową obecność Maryi. W ten sposób łatwiej jest nam budować żywą relację z Matką Bożą – tłumaczy.

MIŁOŚĆ I DOBRY PRZYKŁAD

Ania dzieli się także tym, w jaki sposób wyjaśnia dzieciom wagę wspólnej modlitwy przez wstawiennictwo Maryi.

– Kiedyś nieoczekiwanie po wspólnej modlitwie poczęstowałam dzieci kolorowymi żelkami w kształcie serca. Zapytałam, czy cieszą się z takiej niespodzianki. Kiedy otrzymałam bardzo żywiołową twierdzącą odpowiedź, powiedziałam, że Maryja jeszcze bardziej cieszy się z ich trwania na modlitwie – relacjonuje.

Przyznaje jednak, że nie zawsze udaje się jej rodzinie w pełnym składzie odmowić cały różaniec.

– Syn jest już nastolatkiem. Czasem nie jest chętny do odmawiania pięciu tajemnic wspólnie. Dlatego zdarza się, że zostaje z nami na jednej lub dwóch dziesiątkach. Nieraz – ponieważ jest nas sześcioro – każdy z nas mówi po jednej dziesiątce w wybranej przez siebie intencji i w ten sposób staram się zachęcać
do modlitwy. Uważam, że nikogo nie jest się w stanie zmusić do miłości i podobnie – nie jestem w stanie zmusić kogoś do modlitwy. Ufam jednak, że przykład, jaki dajemy dzieciom, pomoże im się odnaleźć w dorosłym życiu – zaznacza.

I dodaje, że wiara i trwanie na modlitwie powinno wypływać zarówno z serca jak i rozumu.

– Dopiero te dwa skrzydła: serce i rozum pozwolą nam się wznosić ku niebu. Dlatego tak staram się żyć i tego uczę dzieci. A wspólna modlitwa, wspólne zawierzanie siebie nawzajem Maryi i Jezusowi, jest drogowskazem, który nie pozwoli nam zboczyć z obranej drogi ku Bogu. Dlatego na pytanie, czy warto się wspólnie modlić, odpowiadam: nie tylko warto, ale trzeba – podsumowuje Ania.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – CZERWIEC 2024 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Małżeńskie ABC według św. Jana Pawła II

Małżeńskie ABC według św. Jana Pawła II
Elżbieta Marek

Alfabet teologii ciała zaczerpnięty z „Miłości i odpowiedzialności” oraz wybranych katechezach środowych św. Jana Pawła II. Hasła uporządkowane według alfabetu w prosty i przystępny sposób opowiadają o małżeństwie i ludzkiej miłości. Zawsze warto wracać do źródła i przekładać treści trudne i mało zrozumiałe na prosty język. Takim właśnie tłumaczeniem ważnej nauki Jana Pawła II o małżeństwie i rodzinie jest ta książka. Doskonały prezent dla narzeczonych i małżonków.

Share.

Doktor nauk humanistycznych w zakresie językoznawstwa, absolwentka UKSW i PAN, dziennikarka „Naszego Dziennika".