Bóg wychodzi często poza mury kościoła, szukając swoich dzieci. Daniel pozwolił się odnaleźć Bogu w zakładzie karnym. Dziś jest Wojownikiem Maryi.
Wychowywał się w domu, gdzie nie było krzyża, został jednak ochrzczony i przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej. W pewnym momencie życia mama stała się świadkiem Jehowy, w tych warunkach dorastał. Mówi o sobie, że jako dziecko był buntownikiem i lubił chodzić swoimi drogami. Wspomina, że potrzeba bliskości Boga, ziarno, które w nim było, kiełkowało:
– Mimo że nie byłem wychowywany w wierze katolickiej, w sercu miałem tęsknotę za Bogiem.
BÓG ZA KRATKAMI
Życie bez Boga jest puste, dlatego Daniel się pogubił. Trudne doświadczenia sprawiły, że trafił do zakładu karnego. Spędził tam – z 5-letnią przerwą – łącznie ponad 2 lata. „Odsiadka” stała się jednak punktem wyjścia do refleksji nad sensem życia:
– Zacząłem się zastanawiać, dlaczego znalazłem się w tym miejscu. – Wspomina ze wzruszeniem, że niepozorne pragnienia serca stały się początkiem drogi nawrócenia: – W zakładzie karnym możliwość przemieszczania się jest ograniczona, a ja miałem potrzebę ruchu. Kiedy więc ogłoszono, że jest możliwość przygotowania się do przyjęcia sakramentu bierzmowania, pomyślałem, iż to dobra wymówka, żeby trochę się ruszyć. Zapisałem się. Odwiedzał nas kapłan, była Eucharystia.
Czas jest alfabetem miłości, tak było i tym razem. Daniel nie był jeszcze gotów, a ksiądz zachęcił go do powrotu za rok, tłumacząc, że ten czas jest mu potrzebny. I tak się stało.
– Przyjąłem sakrament bierzmowania w więzieniu. Miałem ponad 20 lat, Bóg zaczął się przebijać do mojego serca przez twardy mur stawiany mniej czy bardziej świadomie od wielu lat.
MARYJA JEST BLISKO
Doświadczenie Boga owocowało.
– Błądziłem, ale starałem się żyć inaczej, nie robić głupot. A jak coś robiłem nie tak, miałem wyrzuty sumienia, czułem skruchę.
Przystąpił do spowiedzi generalnej, otrzymał od Boga zaproszenie, aby zobaczyć w świetle Jego miłości to, co potrzebuje uzdrowienia: podejrzane towarzystwo, używki, ezoteryka, zorganizowane grupy przestępcze, wyroki. Opowiada, że te obrazy go przygniatały, ale czuł obecność Jezusa.
Mimo że nie byłem wychowywany w wierze katolickiej, w sercu miałem tęsknotę za Bogiem.
W 2013 r. zmarła mama Daniela, a Bóg dalej działał w jego sercu:
– Gdy kiedyś byłem w mieszkaniu, Bóg pokazał mi moje złe uczynki. Padłem wtedy na kolana, miałem dosyć życia po drugiej stronie barykady.
W tym czasie Jezus otaczał go miłością Maryi. Wspomina sytuację, w której jechał na spotkanie, nie wiedząc dokładnie, co się tam wydarzy, ale na pewno nie spodziewał się niczego dobrego. Spóźnił się kilka minut. Okazało się, że przyjechał na pobojowisko:
– Tam były dziury od kul, race, świece dymne. A mnie spóźnił się środek transportu. Usłyszałem wtedy w sercu głos Jezusa mówiący, że to Maryja, że Jego Matka jest blisko i to Ona ustrzegła mnie od zła.
WYSŁANNICY BOGA
Dziś Daniel mieszka i pracuje w Szwecji. Pewnego dnia, gdy jechał ze swoją narzeczoną – która dziś jest jego żoną – bardzo się kłócili. Czuł się bezsilny, bezradny i nagle pojawiła się myśl, że poje- dzie do kościoła. Sam się zdziwił, ale ufał wewnętrznej intuicji.
– Zatrzymaliśmy się przy kościele. Była tam figura Matki Bożej z Tihaljiny. Pomodliłem się i pierwszy raz bardzo świadomie odczułem potrzebę wejścia do kościoła. Zapukałem. Otworzył o. Włodzimierz. Opowiedziałem mu, co się dzieje. Otrzymaliśmy błogosławieństwo.
Potem kierownikiem duchowym Daniela został o. Krystian.
Gdy Daniel otworzył serce na Boga, jego życie zaczęło się zmieniać:
– Po pielgrzymce do Medziugoria w 2018 r. Bóg wypalał moje przywary, zabierał to, co nie było dobre, co zyskałem w sposób nielegalny: po kontroli z urzędu skarbowego straciłem jeden z samochodów. To, co nie było z woli Boga w moim życiu, stopniowo zabierał. Czułem ogromny pokój serca. Nie miałem wątpliwości, że to Chrystus. Byłem głodny Eucharystii, spowiedzi, adoracji, studiowania Biblii. Kapłani chyba mieli mnie dosyć, zarzucałem ich pytaniami. Czułem się szczęśliwy, spadał na mnie ogrom łask.
Zauważał nie tylko, jak zmienia się on sam, lecz także jak żywa wiara zmienia jego relacje z innymi. Piękniał on i jego dom – żona, córka – umacniały się ich więzi.
Na drodze odkrywania Boga spotkał ludzi, którzy o Bogu świadczyli i głosili Jego moc. Wspomina, że w pracy pojawił się Janusz. Człowiek, który go zachwycał, początkowo nie wiedział, „z kim ma do czynienia”.
– Któregoś dnia skończyłem swoją pracę wcześniej i szef posłał mnie na inny obiekt. Na rusztowaniu był Janusz. Wspiąłem się do niego i chwilę w ciszy pracowaliśmy. Potem zaczęła się rozmowa.
Janusz ze Sławkowa należy do Wojowników Maryi (WM), to człowiek pełen wiary, Boża iskra.
– Opowiadał mi o Bogu, uczył mnie modlić się na różańcu, nauczył mnie odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Mówił o kulcie Serca Jezusowego, o nabożeństwie pierwszych sobót. Rozmowy z nim, a także z kapłanami, którzy w tym czasie towarzyszyli Danielowi, przynosiły wewnętrzny pokój, radość.
Dla Daniela szczególne miejsce w drodze do Boga zajmuje ks. Dominik Chmielewski.
– W jego spojrzeniu czuję Boga, jego słowa są pełne mocy Ducha Świętego. Od niego uczę się być dobrym człowiekiem, mężem, ojcem.
Po wysłuchaniu jednej z zachwycających konferencji Daniel pobiegł do o. Krystiana z pomysłem założenia grupy o męskim profilu, takiej jak WM. Powstała wspólnota, która po półtora roku otrzymała formalny dekret arcybiskupa ze Szwecji zatwierdzający ją jako WM. Maryja przyprowadza do niej kolejnych mężczyzn, którzy chcą służyć Bogu i się formować.
ODNALEZIONY
Daniel nosi od lat ksywkę „Wichura”, która po jego nawróceniu zyskała zupełnie inne znaczenie. Jego siła, moc, zaangażowanie, jego wszędobylskość są zakorzenione w Jezusie.
– Oddałem się Bogu, chcę Jemu służyć, On się mną posługuje, jestem Jego synem.
Droga Daniela pokazuje, że spotkać Boga można nie tylko w murach kościoła, bo Bóg przekracza kraty zakładów karnych, przysiada na rusztowaniu. Warto mieć otwarte i słuchające serce, bo Bóg nie krzyczy, a szepcze do człowieka słowa miłości.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Wakacje 2025 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Obcy w obcej ziemi
abp Charles J. Chaput
Arcybiskup Chaput w swojej najnowszej książce – inteligentnej, celnej, rzeczowej, dowcipnej i inspirującej – wyraziście przedstawia, czym powinien być i jak powinien działać Kościół w kontekście postchrześcijańskiej kultury. Powołując się na autorów tak różnych jak Alexis de Tocqueville, kardynał Newman, Benedykt XVI, MacIntyre czy starożytny autor Listu do Diogenta, dowodzi, że Kościół nie powinien wycofywać się ze świata, ale że ma być wewnątrz niego światłem i zaczynem...
