Darek od wielu lat doświadczał pustki. Związki bez zobowiązań, alkohol, wolność bez granic… Dziś jest wojownikiem Maryi, nawrócił się i zawierzył życie Bogu i Jego Matce.

Wychował się w wierzącej rodzinie. Przyjmował kolejne sakramenty, wraz z mamą pielgrzymował też wiele razy na Jasną Górę. Nie od razu wynikało to z pragnienia serca, jednak z czasem zaczął budować relację z Bogiem i więź z Chrystusem w żywym Kościele.

– Pamiętam polowe spowiedzi, głębokie, pełne Ducha Świętego. To było cudowne – wspomina.

Tak to przeżywał do czasu, gdy jak sam określa, „poczuł niezależność”. Zresztą tempo życia, zaangażowanie rodziców w pracę i utrzymanie rodziny sprawiały, że już w dzieciństwie brakowało mu emocjonalnego wsparcia, rozmów z mamą. Relacje z tatą też były trudne – ojciec był rygorystyczny i miał problem z alkoholem.

WSZYSTKO MI WOLNO

Darek w wieku 20 lat studiował i jednocześnie pracował. To sprawiało, że czuł się „kimś”. Szybko też poznał kolegów i koleżanki, z którymi mógł imprezować, „poczuć się wolnym”. Życie upływało mu bardzo rozrywkowo:

– Żyłem daleko od Kościoła. Były używki, grzechy nieczystości.

Był rok 2012, na imprezie poznał dziewczynę.

– Alkohol, dobra zabawa, doświadczenie piękna i doszło do zbliżenia.

Po czasie okazało się, że spodziewają się dziecka. Pierwsza reakcja to szok, lęk, zagubienie i absolutny brak odpowiedzialności, poczucia, że to jego dziecko.

– Powiedziałem wręcz, że nie chcę, by pojawiło się na świecie.

To była pierwsza reakcja, potem się to zmieniło.

– Nigdy nie planowaliśmy być parą, nie podejmowaliśmy nawet prób budowania związku, ale na szczęście syn przyszedł na świat. Dawid ma dziś 12 lat.

Wtedy Darek doświadczył zrozumienia i mocnego wsparcia ze strony rodziców. Nie wszystko było proste, ale się udało. Jednak nawet to wydarzenie, jak wspomina, nie wyrwało go z frywolnego sposobu bycia.

– Dalej prowadziłem życie imprezowe. W tygodniu praca, a weekend pełen imprez, sporo alkoholu.

W roku 2013 Darek poznał Monikę, swoją żonę. Był wspólny wyjazd, urokliwy Kraków. Bardzo szybko poczuli, że chcą budować relację. Rok później dowiedzieli się, że spodziewają się dziecka.

– Było nam dobrze razem, ale żyliśmy w grzechu, nie mając świadomości, że otwieramy się na zło.

W roku 2015 na świat przyszedł Mikołaj, dwa lata później urodziła się im córka Marysia.

– Tym, co najbardziej ujęło mnie w Monice, był fakt, że nie oceniała, ale patrzyła na moje serce. A codzienność toczyła się dalej: najstarszy syn przyjeżdżał na weekendy, a my tworzyliśmy „szczęśliwą rodzinę”.

Dziś Darek wie, że do prawdziwego szczęścia było wtedy daleko, brakowało relacji z Bogiem.

BOŻA NAWIGACJA

Tuż po poznaniu się pojechali na wakacje, w drodze jednak zbłądzili. Nawigacja poprowadziła ich nie tam, gdzie planowali. Przez Węgry trafili do Mostaru. Rano podczas rozmowy z właścicielem pensjonatu usłyszeli, że mają blisko do Medziu- gorie. Darek od razu przypomniał sobie, że wiele razy była tam jego mama, która właśnie tam wymodliła tak dużo uzdrowień i nawróceń.

– Ze względu na mamę to było dla mnie niezwykłe miejsce.

Darek poprosił Maryję, by poskładała jego pokiereszowane życie i dała znak, czy Monika ma być jego żoną.

Wkrótce po powrocie przyszła informacja o ciąży.

– To była dobra wiadomość. Byliśmy zaszokowani, ale towarzyszyła nam radość.

Relacja Moniki i Darka nie była jednak usłana różami. Nie brakowało kłótni, trudnych emocji, zmęczenia pracą, opieką nad dziećmi, były też alkohol i uzależnienie.

WOŁANIE O POMOC

Monika i Darek pobrali się w 2019 r.

– To małżeństwo wymodlone przez wielu, najbardziej przez moją mamę. Tak to dziś czuję.

Tuż po ślubie Darek wyjechał na narty z ekipą znajomych. Sporo było szaleństwa, upijania się. Podobnie wyglądała codzienność, gdy wracał do domu późno, pijany, a kolejne dni „klinował” albo leczył kaca.

– Prześlizgiwałem się z imprezy na imprezę, z wyjazdu na wyjazd.

Na tym wypadzie Darek zrozumiał, że to już za dużo. Wiedział, że żona nie ufa jego obietnicom o zaprzestaniu picia i zmianie nawyków. Przeżył wtedy załamanie nerwowe.

– Wołałem do Boga o pomoc, bo widziałem, że się staczam, a rodzina się rozpada.

Wtedy Darek przypomniał sobie, że jedna z jego znajomych związała się z trzeźwym alkoholikiem, który został terapeutą.

– Szybko do niego zadzwoniłem i umówiłem się na spotkanie.

Wcześniej wraz z kolegą skorzystali z wszywki alkoholowej. Równolegle rozpoczął terapię – najpierw w kontakcie indywidualnym, potem grupowym.

– Poznałem tam ludzi, zaprzyjaźniłem się z nimi. Spotykaliśmy się po terapii. Dołączyły do nas żony. W tym czasie zmarł jeden z naszych kolegów. To było wstrząsające.

W rocznicę jego śmierci Darek zamówił Mszę Świętą w jego intencji. W tym samym czasie w parafii trwały rekolekcje, na które wybrał się z żoną.

– Wtedy nie poszedłem na terapię, bo czułem, że Bóg mnie wysłuchał, że mnie uzdrawia. I chociaż niewielu z grupy terapeutycznej to rozumiało, wiedziałem, że Bóg mnie uleczył. Nie piłem rok, nie miałem nasilonych myśli o alkoholu, czułem pokój serca. Na grupie nie rozumieli, że nie miałem pokus, mimo że nie stosowałem się do wszystkich zaleceń dla trzeźwiejących. Nawet mnie usunęli za złamanie zasad kontraktu. Jednak ja wiedziałem, że z Bogiem osiągnę to, co mógłbym otrzymać w terapii. Czułem się silny Jego łaską, wiedziałem, że to jest najważniejsze.

CUD UZDROWIENIA

Po dwóch latach trzeźwości coraz częściej wracał do Boga.

– Czułem się wolny, cieszyłem się, że nie żyję w grzechu. Mogłem korzystać z sakramentów.

Darek przystępował do spowiedzi, przyjmował Eucharystię. Przełomowym momentem była również pielgrzymka do Ziemi Świętej. Doświadczył tak mocnego dotknięcia Bożej łaski, że trudno ująć to w słowa. Wspomina te chwile z niezwykłym wzruszeniem.

Po tym czasie szukał dla siebie wspólnoty. Usłyszał o Wojownikach Maryi, przeczytał o formacji, duchowości i zdecydował, że to jest jego miejsce w Kościele. Dziś jest szczęśliwym mężczyzną: mężem, ojcem, synem, pracownikiem. Znalazł drogę do Boga przez modlitwę mamy i przez swoje rozpaczliwe wołanie o pomoc. Bóg przychodzi często do tego, co w człowieku najsłabsze. Darek jest o tym przekonany. Daje świadectwo łask, które otrzymał.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – MARZEC 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Pierwsza Dziesiątka
Marcin Barszcz

Pierwsza Dziesiątka to zapis prywatnych historii, których spoiwem jest różaniec – forma modlitwy oraz materialny przedmiot pomocny przy jej odmawianiu. To także próba podzielenia się z czytelnikami doświadczaniem Bożej obecności w życiu codziennym, w rozmowach z ludźmi, w przypadkowych nieprzypadkowych spotkaniach.

Udostępnij

Absolwentka filologii polskiej, pracownik ośrodka terapeutycznego Śląskiej Fundacji Błękitny Krzyż, autorka i korektorka tekstów.