Bóg zna najlepszy czas i drogę do serca człowieka. Tego doświadczył też Karol. Matka Boża przyprowadziła go do Jezusa w najlepszym dla niego momencie.
Karol jest szczęśliwym mężem i ojcem, wojownikiem Maryi, czcicielem Matki Bożej Loretańskiej, jednak jego droga do relacji z Bogiem była zawiła. Wychował się w rodzinie wierzącej, ale relację z żywym Bogiem nawiązał dopiero w dorosłym życiu. Mając 21 lat, wyprowadził się z domu rodzinnego i podjął pracę w hospicjum. Wtedy zaczęło się „życie singla”: imprezy, grzechy związane z nieczystością.
– Przeskakiwałem z kwiatka na kwiatek. Byłem zniewolony. Moje życie duchowe wygasło. Żyłem według własnego widzimisię. Byłem towarzyski, rozgadany, ale w głębi serca nieszczęśliwy.
Karol nie lubił świąt, brał w pracy dodatkowe dyżury, czuł się wtedy potrzebny, nie doskwierała mu samotność. Tak było do momentu, kiedy poznał Dorotę.
DOTYK BOGA I CZUŁOŚĆ MARYI
Początkowo zamieszkali bez ślubu.
– Niby było wszystko dobrze, ale czułem się w środku taki zniszczony. Nawet mówiłem Dorocie, że nie umiem chyba sprawić, aby ktoś mógł przy mnie czuć się szczęśliwy, bo miałem w sercu pustkę.
Wtedy zaczęła się pojawiać myśl: „Gdy Dorota zajdzie w ciążę, ożenię się z nią”. Tak się stało. Dzień przed ślubem Karol poszedł do spowiedzi.
– Przygotowałem się, jak umiałem, czyli w ogóle. Powiedziałem, że żyję z kobietą bez ślubu. Dostałem wtedy pokutę, aby przez dwa tygodnie modlić się Litanią loretańską – opowiada.
Na tamten czas dla Karola to było zadanie nie do spełnienia.
– Nie podjąłem wtedy pokuty, ale już kilka dni po ślubie, choć wszystko było niby tak samo, zacząłem czerpać z życia radość.
W początkowych latach małżeństwa chodzili do kościoła sporadycznie, można powiedzieć: „od święta”.
– Kiedy syn miał ponad 2 lata, kilka razy zabrałem go na Mszę Świętą do hospicjum – wspomina. – Zbysiu zaczął się bardzo angażować: śpiewał, modlił się. Uczyłem go kolęd. To też była modlitwa, choć ja tego jeszcze nie rozumiałem.
Dla Karola ważnym doświadczeniem w odkrywaniu Boga była śmierć babci.
– Leżała w szpitalu. Miałem jechać do niej po pracy, gdy skończę oglądać mecz Borussii, bo nie przepuszczałem żadnego. Czułem jednak przynaglenie. Okazało się, że babcia umiera. Trzymałem ją za rękę. Mówiła, że mnie wołała i usłyszałem. Wtedy byłem jeszcze niewierzący. Wiedziałem, że babcia odmawiała różaniec i codziennie uczestniczyła w Eucharystii. To Maryja mnie do niej przyprowadziła – mówi ze wzruszeniem.
Minęło trochę czasu, nim Karol przypomniał sobie o zadanej przed ślubem pokucie. Postanowił ją odprawić. Modlił się dłużej niż dwa tygodnie, a w Wielkim Poście przyszła mu myśl, żeby podjąć ascezę:
– Myłem się w letniej wodzie, co było bardzo nieprzyjemne – opowiada. Wciąż jednak nie wiązał tych natchnień z działaniem Boga: – Szukałem prawdy po omacku. Zacząłem się interesować okultyzmem. Myślałem, że skoro to działa, to ma sens.
BOŻE ZNAKI
Bóg cierpliwie czeka, aż człowiek usłyszy Jego głos. Tuż przed Wielkanocą Karol pojechał z żoną na zakupy. Po drodze postanowili zobaczyć niedawno wybudowane sanktuarium.
– Zachwyciła mnie architektura, ale szczególną uwagę zwrócił konfesjonał. Pomyślałem, że przyjdę tu do spowiedzi.
W drodze do domu przyszła mu do głowy kolejna myśl: rekolekcje!
– Szukałem w internecie, żona wskazała mi ks. Glasa. Wysłuchałem jego konferencji i byłem poruszony, bo ten kapłan mówił o mnie i dla mnie.
Nauki rekolekcyjne pozwoliły Karolowi przygotować się do spowiedzi, zobaczyć to, co wcześniej zataił. Gdy tylko uklęknął, po dwóch słowach zaczął płakać:
– Nie mogłem opanować tych łez. Dziś wiem, że to była łaska żalu. Czułem się lekki, jakbym się unosił nad ziemią.
Gdy następnego dnia zastanawiał się, dlaczego go to spotkało, usłyszał w sercu głos: „Bo ktoś modlił się za ciebie na różańcu”.
– Wtedy i ja zacząłem odmawiać różaniec – wspomina.
Za zachętą ks. Glasa zaczął studiować Traktat o prawdziwym nabożeństwie do NMP. Wspomina, że miał wiele znaków, które potwierdzały działanie łaski. Karol opowiada o licznych sytuacjach, w których dane mu było poczuć bliskość, miłość i czułą obecność Pana.
Pewnego dnia po przyjęciu Komunii Świętej doświadczył głębokiego wzruszenia, które potem przerodziło się w poczucie bliskości Boga. Poczuł, że „spłynęła wtedy [na niego] obecność Boża”, w której trwał.
Potwierdzeniem Bożego działania jest dla Karola również praca z pacjentami. Doświadczał, jak Bożą obecność czują pacjenci, którzy są „jak roślinki” – po uszkodzeniu pnia mózgu. Wcześniej uważał, że lepiej ich odłączać od aparatury podtrzymującej życie, niż przedłużać im cierpienie.
– Bóg dał mi łaskę widzenia świata jakby z wnętrza tych ludzi, którzy też żyją w Bożej obecności.
Innym razem przyjechał do 92-latki z ostrą niewydolnością serca i z objawami agonii. Przyjęła sakrament chorych. Jej rodzina modliła się za nią na różańcu.
– Kobieta obudziła się kolejnego dnia zdrowa. Żyje do dziś bez symptomów choroby – opowiada.
Karol jest przekonany, że to Maryja w cudowny sposób doprowadziła go do Boga. Wspomina dzień, w którym poczuł się niesamowicie kochany:
– Miłość zalewała mnie całego, to utrudniało mi skupienie, a byłem w pracy. Powiedziałem wręcz do Maryi, żeby przestała, bo nie skończę zadania. Kolejnego dnia odmawiałem różaniec i wybrzmiewały we mnie słowa: „Jezus” i „Amen”. To Matka Boża doprowadziła mnie do Chrystusa.
W SZEREGACH WOJOWNIKÓW
Będąc wojownikiem Maryi, Karol służy Bogu zgodnie z drogą powołania, modli się, pokutuje. Zaznacza, że Bóg urealnia głoszone podczas rekolekcji treści.
– Kiedyś ks. Dominik Chmielewski powiedział, że Maryi się nie odmawia. Kolejnego dnia zaproszono mnie do TV Trwam, abym opowiedział o mojej pracy. Chciałem się wywinąć, ale przypomniałem sobie te słowa.
Wspólnota Wojowników Maryi, do której należy, każdego dnia o godz. 21.00 łączy się online, aby wspólnie odmawiać różaniec i Litanię loretańską.
– To prawdziwe szczęście – podkreśla Karol. – Gdy przebywa się w Bożej obecności, nie ma rzeczy niemożliwych.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – MAJ 2025 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Pierwsza Dziesiątka
Marcin Barszcz
Pierwsza Dziesiątka to zapis prywatnych historii, których spoiwem jest różaniec – forma modlitwy oraz materialny przedmiot pomocny przy jej odmawianiu. To także próba podzielenia się z czytelnikami doświadczaniem Bożej obecności w życiu codziennym, w rozmowach z ludźmi, w przypadkowych nieprzypadkowych spotkaniach.
