Jadwiga Kalbarczyk to szczęśliwa żona, matka, babcia. Kobieta spełniona, która – jak sama podkreśla – ma za co Panu Bogu dziękować.
Dziewięć lat temu zdiagnozowano u niej raka trzustki.
– Zaczął mnie boleć żołądek, miałam nawracające nudności, złe samopoczucie. Po przeprowadzonych badaniach okazało się, że to nowotwór. Nagle świat się jakby zatrzymał. Wiem, że rokowania w tej chorobie są bardzo złe. Ponadto, mimo że pacjenci onkologiczni powinni mieć dostęp do szybkich badań i leczenia, to w praktyce nie mogłam się dostać do szpitala natychmiast. Powierzyłam ten trudny czas Matce Najświętszej z Lourdes. Modliłam się do niej i błagałam o to, aby się mną zaopiekowała – wspomina pani Jadwiga
ŚRODA POPIELCOWA
I podkreśla, że znaki działania Maryi pojawiły się bardzo szybko.
– Moja córka umówiła mnie na prywatną wizytę do lekarza, który pracował w jednym z warszawskich szpitali. Ze łzami w oczach powiedziała mu, że nie ma dla mnie miejsca w żadnym innym szpitalu. Po interwencji lekarza już na drugi dzień zadzwoniono do mnie z placówki, w której on pracował, abym przyjechała z moimi wynikami badań. Tam zwołano konsylium lekarskie i postanowiono o tym, że w ciągu najbliższych dni odbędzie się operacja. Miałam wrócić do domu i czekać na telefon – wspomina te trudne dni nasza rozmówczyni. Zaznacza, że przez ten czas nieustannie zawierzała swoje zdrowie i życie Maryi. – Sama, mimo że miałam wsparcie najbliższych, nie dałabym rady. Cały czas się modliłam do Matki Bożej z Lourdes, patronki naszej parafii. Chodziłam często przed Jej wizerunek w świątyni, ale modliłam się też w zaciszu domowym. Prosiłam o siły, które pomogłyby mi ten czas przetrwać. Błagałam Matkę o pomoc – mówi.
Niespełna tydzień po tamtym konsylium zadzwoniono ze szpitala, aby pani Jadwiga natychmiast się tam zgłosiła.
– Pamiętam, że to była niedziela. Już w poniedziałek, na drugi dzień, miałam mieć operację trzustki. Bardzo się denerwowałam – relacjonuje.
Każdego roku całą rodziną świętujemy moje cudowne ocalenie. wiem, że stało się to za przyczyną Matki Bożej z Lourdes.
Termin wykonania zabiegu trzeba było jednak przełożyć. Okazało się bowiem, że rutynowo wykonywane badania się nie powiodły. Należało je powtórzyć. Zamiast w poniedziałek pani Jadwiga została zoperowana w środę.
– Odczytałam to jako Boży znak. To była przecież Środa Popielcowa. Lekarzowi, który poinformował mnie o nowym terminie operacji, powiedziałam, że przecież popiół sypany w kościołach na głowy wiernych to nie tylko symbol śmierci i kruchości życia, lecz także zapowiedź zmartwychwstania, odrodzenia się do nowego życia. Tak naprawdę poczułam ulgę, że moja operacja odbędzie się w tak ważnym i zarazem pięknym, symbolicznym dniu – zaznacza.
MEDYCYNA I MODLITWA
Zabieg trwał około 7 godzin.
– Rak był duży i rozlany. Dlatego wycięto mi jedną trzecią żołądka, głowę trzustki, a nawet fragment jelita. Jeszcze przed wybudzeniem z operacji okazało się, że dostałam wylewu wewnętrznego. Konieczny był więc drugi zabieg ratujący życie. Kiedy zostałam przed nim wy- budzona i poinformowana o tym wszystkim, to pomyślałam, że być może to są ostatnie godziny mojego życia. Anestezjolog chciał mnie natychmiast usypiać do kolejnej operacji, ale poprosiłam o chwilę, abym mogła się pomodlić do Matki Przenajświętszej z Lourdes. Błagałam Mateńkę, aby mnie mocno przytuliła i nie wypuszczała ze swych rąk. Moją modlitwę usłyszała pielęgniarka. Pamiętam, że spojrzała na mnie i powiedziała do lekarza: „Panie doktorze, ratujmy tę kobietę”. Wiedziałam, że lekarze zrobią wszystko, co będą mogli, miałam też pewność, że wszystko jest w ręku Boga i to On zadecyduje o moim losie – przyznaje pani Jadwiga.
I tak też się stało.
– W tym roku 18 lutego mija już 9 lat od tych dwóch operacji. Przecież to z medycznego punktu widzenia niemal niemożliwe, że dziś żyję i jestem zdrowa! Każdego roku całą rodziną świętujemy moje cudowne ocalenie. Wiem, że stało się to za przyczyną Matki Bożej z Lourdes. To Ona się za mną wstawiła u swojego Syna – przyznaje.
W INTENCJI MARCINA
I wskazuje, że Matka Boża z Lourdes ocaliła także życie jej chrzestnego syna.
– Mój chrześniak nadużywał alkoholu i zupełnie zatracił się w tym nałogu. Mimo to nigdy nie traciłam nadziei, że jednak Bóg go uratuje. I tak się stało. Pewnego dnia moja siostra, a mama Marcina, zobaczyła go leżącego na podłodze bez przytomności. Z ust płynęła mu stróżka krwi. Jego stan był bardzo ciężki. Tego dnia, jak zresztą codziennie, modliłam się również w jego intencji. Jednak tym razem, zanim jeszcze dowiedziałam się o tragedii, poczułam nieodpartą potrzebę modlitwy o jego ocalenie. Płakałam i błagałam Matkę w intencji Marcina. Kiedy się dowiedziałam o wypadku, natychmiast pojechałam do szpitala. Wzięłam też odruchowo butelkę z cudownego źródła w Lourdes. Po kropelce dawałam tę wodę do picia mojemu synowi chrzestnemu, ale nade wszystko gorąco się modliłam – oczywiście przez wstawiennictwo Matki Bożej z Lourdes – przypomina kolejne dramatyczne przeżycia. Od tej cudownej interwencji minęło już przeszło półtora roku. Marcin nie pije. Podjął pracę. Jest dziś inną osobą. Wiem, że to zasługa Maryi.
Pani Jadwiga wyjaśnia, skąd się wzięła tak bliska relacja z Matką Bożą z Lourdes.
– Parafia, do której należę, jest pod Jej wezwaniem. A ponieważ jestem zaangażowana w życie naszej parafialnej wspólnoty, to i więź z naszą Patronką jest wyjątkowa. Wielokrotnie byłam też w Lourdes. Tam, gdzie Mateńka ukazała się czternastoletniej Bernadetcie Soubirous. Odkąd pamiętam, powierzałam Jej swoje troski i kłopoty moich bliskich. Kiedy potrzebowałam Jej wsparcia, bliskości, pomocy, zawsze je otrzymywałam – zapewnia.
Jeszcze raz wraca pamięcią do dnia, w którym dowiedziała się o swojej chorobie.
– Pierwsze myśli, jakie pojawiły się w mojej głowie po otrzymaniu tragicznej diagnozy, skierowałam właśnie ku Matce. Prosiłam także wszystkie bliskie mi osoby o modlitwę przez wstawiennictwo Matki Bożej z Lourdes. Ten szturm modlitewny – jak widać – okazał się bardzo skuteczny. Dlatego przy każdej okazji dzielę się swoim świadectwem. Niech każdy się dowie, że żyję dzięki Matce – nie kryje wzruszenia pani Jadwiga.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – LUTY 2025 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Jestem zdobyczą Twojej miłości
ks. Józef Orchowski
Bóg poszukuje człowieka. Niezależnie od tego, jak daleko człowiek odszedł, a nawet wtedy, gdy świadomie nie szuka on Boga. Często pomaga w tym Maryja – matczyną miłością zdobywa ludzi i prowadzi ich do Syna, by odnaleźli upragnione szczęście. Świadczą o tym historie nawróceń opisane w niniejszym zbiorze.
