Choć zawsze odczuwał bliskość Boga i trwał z Nim w relacji, to na co dzień przeżywał swoje małe nawrócenia, które zmieniły bieg jego codzienności.

Mikołaj – należący do wspólnoty Wojowników Maryi (WM) – powtarza, że nigdy nie był poza Kościołem. Od tych głębokich słów rozpoczęła się nasza rozmowa.

subkultury

– W latach młodości byłem punkowcem. Zawsze się śmiałem, że nie na 100%, i to właśnie z tego powodu, że nigdy nie przestałem chodzić do kościoła. Nawet jak miałem irokeza i spodnie pomalowane w ognie, nadal byłem ministrantem i przychodziłem służyć do Mszy – opowiada. – Proboszcz się zgadzał, tylko prosił, żebym chociaż inne spodnie założył – wspomina z uśmiechem.

Sam zauważa, że wtedy mimo specyficznego wyglądu nie został „wyrzucony”, a przyjęty. To z pewnością zaważyło na tym, że w kolejnych latach trwał w wierze.

Po subkulturze punkowca przyszedł czas zmiany i Mikołaj został metalowcem:

– Grałem w metalowej kapeli, miałem zespół reggae, który istnieje do tej pory.

Kiedyś w jego ręce trafiła książka Radykalni Marcina Jakimowicza, w której zostały zebrane świadectwa różnych osób, m.in. muzyków związanych z takimi zespołami, jak Armia czy Izrael.

– Znałem ich wcześniej i marzyłem, żeby z nimi zagrać.

Mikołaja zachwyca, że można grać „mocną” muzykę, a jednocześnie uwielbiać Boga.

– Potem powstał zespół Regau, zaczęliśmy grać muzykę reggae z chrześcijańskim przesłaniem.

Ten czas pozostał w pamięci Mikołaja dobrym wspomnieniem, chociaż z perspektywy czasu dostrzega, że jednak czegoś wtedy brakowało.

– Zacząłem się spotykać z dziewczyną, która dziś jest moją żoną. Poznałem ją na pielgrzymce, ale byłem wtedy niedojrzały.

Gdyby podzielić życie Mikołaja na czas przed wstąpieniem do WM i erę WM, to słowem charakteryzującym przejście między tymi etapami jest „dojrzałość”.

odpowiedzialność jako klucz

Rozmowa o dojrzewaniu i braniu odpowiedzialności za swoje życie rozpoczyna się od wspomnień z dzieciństwa i lat młodzieńczych, które mają ogromny wpływ na wiele życiowych wyborów i styl budowania relacji.

– Jestem nieślubnym dzieckiem. Wychowała mnie mama, a tata nie chciał mieć ze mną kontaktu. To z pewnością wpłynęło na mój rozwój. W późniejszych latach sam nie byłem na tyle dojrzały, żeby być oparciem dla swoich dzieci i żony. Oczywiście byłem w domu, pracowałem, ale czegoś mi brakowało. Myślę, że odpowiedzialności. Zdarzały się sytuacje, w których sprawiałem im przykrość: nie dawałem wsparcia, poczucia bezpieczeństwa.

Na spotkanie WM trafił, nim oficjalnie stali się wspólnotą.

– W 2016 r. pojechałem ze szwagrem do Lądu. Formacja była przeznaczona dla mężczyzn, jej przekaz był formułowany językiem odpowiednim dla facetów: nie przesłodzonym, ale konkretnym. Bardzo mi to zaimponowało, szczególnie wzajemna modlitwa. Uczestniczyłem przecież w życiu Kościoła, ale takiej formy modlitwy wcześniej nie znałem. Byłem zafascynowany, zrobiło to na mnie megawrażenie.

Mikołaj jeździł na kolejne spotkania. Jak sam opowiada, należy do osób, którym trudno pozostać biernymi. Odczuwał wewnętrzną potrzebę, żeby zaangażować się aktywniej, niż tylko: usiąść, posłuchać, pojechać.

– Przysłuchiwałem się i uznałem, że to męskie grono warto rozśpiewać. Chciałem zaproponować im proste piosenki. Na początku trochę „burczeli”, ale potem szło nam całkiem dobrze, dlatego z czasem zacząłem animować śpiew podczas naszych spotkań. A gdy już zostałem pasowany na Wojownika Maryi, potraktowałem to jako specjalną misję. Chciałem to robić, w tej wspólnocie ważne były dla mnie takie wartości, jak być dobrym synem, mężem, ojcem, pracownikiem, przyjacielem.

Mikołaj podkreśla, że przekonuje go misja WM: być dobrym w tym, do czego Bóg powołuje, co jest najbliższe: rodzina, praca, codzienność. To są często drobiazgi, ale od tego się zaczyna: „Kto w bardzo małej sprawie jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny” (por. Łk 16, 10). Mikołaj podkreśla, że przecież to czyny mówią, jak jest w rzeczywistości.

– Co jakiś czas pytam żonę, czy zauważa we mnie zmiany. Wtedy widzę, że to ma sens: moja praca nad sobą, stawanie się lepszym, oglądanie świata „w Bożych okularach”.

waleczny wojownik

Tym, co buduje, jest modlitwa. To też wysłuchane homilie i konferencje, rozmowy, świadectwa. Codzienność zaś – to jakim się jest w tych zadaniach, które odczytuje się jako Boże posłanie – to papierek lakmusowy. Być Wojownikiem Maryi, to dorastać do takiej formy służby, którą się buduje w oparciu o myśl: „Nikt z nas nie staje się od razu wojownikiem”.

Czym zatem jest wojowanie? Mikołaj podkreśla, że to walka ze słabościami, z egoizmem – żeby stawać się lepszym, ponieważ pokusy są bardzo mocne. Współczesny świat wymaga zaangażowania, żeby walczyć o swoją rodzinę, tożsamość. Walczyć, czyli dawać świadectwo wiary w Boga, aby nie dać się temu, co głosi świat. To proces: obrona wartości każdego dnia. To intensywność – walka o sprawy fundamentalne: Kościół, rodzinę, wierność. Świat przekazuje antywartości w sposób zakamuflowany. Tym trudniej się bronić, ale właśnie dlatego potrzeba walki: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie” (Mt 5, 37). I może brzmi to paradoksalnie, ale Przewodniczką tego wojowania jest Maryja. Jej cichość, pokora, delikatność są wzorem wojowania: nie mieczem, ale miłością. Bo to nie walka z człowiekiem, ale z grzechem.

radość służby

Ta wspólnota pozwala też służyć swoją pasją i różnymi talentami.

– Jako Wojownik Maryi nie tylko sam akompaniowałem na spotkaniach wspólnoty, lecz także zaprosiłem do tego innych. I to zaczęło się rozrastać. Mamy dziś także wieczory uwielbienia. Napisałem tekst, który stał się hymnem WM. Pan Bóg się mną posłużył.

Duch Święty prowadzi różnymi drogami:

– Po czasie rozeznawania, modlitwy, odczytywania Bożych znaków założyliśmy zespół Wojownicy Maryi BAND. Wydaliśmy już drugą płytę. Jest już dostępna, a naszej muzyki można słuchać też w internecie.

Na co dzień Mikołaj pracuje w Radiu Niepokalanów i jest kwiaciarzem. To pięknie się łączy: być Wojownikiem Maryi, to być kwiatem dla Matki Bożej, który – gdy rozkwita – pociąga innych świadectwem życia, miłości i służby: tak jak Mikołaj.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Grudzień 2025 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Pierwsza Dziesiątka
Marcin Barszcz

Pierwsza Dziesiątka to zapis prywatnych historii, których spoiwem jest różaniec – forma modlitwy oraz materialny przedmiot pomocny przy jej odmawianiu. To także próba podzielenia się z czytelnikami doświadczaniem Bożej obecności w życiu codziennym, w rozmowach z ludźmi, w przypadkowych nieprzypadkowych spotkaniach.

Udostępnij

Absolwentka filologii polskiej, pracownik ośrodka terapeutycznego Śląskiej Fundacji Błękitny Krzyż, autorka i korektorka tekstów.