Pompeje się radują, bo już 19 października zostanie oficjalnie ogłoszony świętym człowiek, który dla różańca zrobiłby wszystko.
W piątek 13 czerwca przybywam do Pompejów razem z grupą polskich pielgrzymów. Rankiem autobus podwozi nas na niewielki kolisty placyk przy bazylice i po chwili odjeżdża. My zaś spokojnym krokiem docieramy do jednego z najważniejszych sanktuariów na włoskiej ziemi. Wchodzimy do bazyliki. Akurat trwa Msza Święta. Ludzie przyklękają, czuć poruszenie. Wielu długo czekało na ten moment – oto przed nimi sławny na cały świat obraz Matki Bożej Królowej Różańca Świętego – dziś popularnie nazywany obrazem Matki Bożej Pompejańskiej.
Maryja ma nieco pochyloną głowę. Na prawym kolanie trzyma młodego Jezusa. Spoglądając na klęczącą poniżej św. Katarzynę ze Sieny, podaje jej różaniec. Klęczącemu zaś po drugiej stronie św. Dominikowi różaniec podaje sam Jezus. Wokół wizerunku w specjalnych medalionach umieszczono dwadzieścia scen przedstawiających tajemnice różańca świętego. Patrząc dziś na przepięknie udekorowany ołtarz – z koronami na głowach Jezusa i Jego Matki – łatwo zapomnieć o trudnej przeszłości tego malowidła. Obraz ten został kupiony za jednego dolara przez siostrę zakonną, która przekazała go świeżo nawróconemu Bartolo Longo – był mu bowiem potrzebny, aby wedle ówczesnych przepisów kościelnych móc prosić księży o odpusty na prowadzonych w Pompejach misjach. Jednak obraz wcale się mu nie spodobał. Odrapany, zaniedbany, z nie najpiękniejszą – zdaniem Longo – twarzą Niepokalanej. Jakby tego było mało, obraz nie zmieścił się do przedziału pociągu jadącego z Neapolu do Pompejów i Longo nieopatrznie przekazał go pewnemu woźnicy, który podążał swoją bryczką w tym samym kierunku.
Nie zapytał jednak, co takiego on wiezie na swoim wozie. Jak się okazało, zapakowana w płótno Maryja dojechała do Pompejów na stosie obornika. Jakżeż to symboliczne. Ta, która nie poznała grzechu, która była przeczysta – teraz zniża się do nas, aby wyciągnąć nas z naszego bagna.
JUZ ZA TRZY GODZINY
Dziś trumna z ciałem Bartolo znajduje się kilkanaście metrów od Niej. Zostawiam więc na chwilę klęczących przed obrazem Maryi ludzi i skręcam w lewą nawę bazyliki. Idę wąskim korytarzem, którego ściany przyozdobione są wszelkiej maści wotami. Są dziecięce rysunki, są zdjęcia. Ktoś przykleił warkocz uzdrowionej córki. Jeszcze gdzie indziej dziecko narysowało wstającą ze szpitalnego łóżka matkę. Jest zdjęcie skasowanego po wypadku samochodu i opis cudownego ocalenia jego pasażerów. Podobnych historii jest tu przynajmniej kilkaset. A to przecież i tak jedynie wybrane przez kustoszy sanktuarium przykłady. Z korytarza widać uchylone drzwi. Za nimi jest obszerna kaplica. Pod jej ołtarzem znajduje się przeszklony sarkofag, a w nim leżąca postać ubrana w biały płaszcz z charakterystycznym czerwonym krzyżem. To strój zakonny bożogrobców. Do Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie leżący tu mężczyzna został przyjęty tuż przed śmiercią.
– Już jestem… – pojawiający się w kaplicy Marco troszkę mnie zaskakuje. Spodziewałem się, że spotkam go dopiero w jego biurze. Jest pracownikiem tutejszego sanktuarium. Byliśmy umówieni. Miał znaleźć dla mojej grupy kaplicę na odprawienie Mszy Świętej i przynieść obrazki z modlitewnikami.
– Szybki jesteś – uśmiecham się w odpowiedzi.
– Taka praca. W związku z Rokiem Świętym mamy tu teraz prawdziwe trzęsienie ziemi, gdy chodzi o odwiedzających – wyjaśnia, wręczając mi kilkadziesiąt kartoników. – Oto modlitwy dla twojej grupy. Dziś pomódlcie się o dwunastej w południe.
– Dlaczego akurat o dwunastej? – pytam nieco zaskoczony tą sugestią.
– To ty nie wiesz? Urząd Papieskich Ceremonii Liturgicznych wydał komunikat. W południe mają ogłaszać decyzje o nowych świętych.
– Czyżby?. – zawieszam pytanie, bo chyba się domyślam.
W tym momencie obaj z Marco spoglądamy na stojącą przed nami oszkloną trumnę z wystawionym ciałem brodatego mężczyzny.
– Tak, dokładnie tak! – Marco spogląda na zawieszony na nadgarstku zegarek. – Być może już za mniej niż trzy godziny będziemy tu mieli ciało świętego.
BEZ OJCA
Człowiek z sarkofagu opatulony w biały płaszcz bożogrobców to oczywiście Bartolo Longo. Na jego twarzy znajduje się woskowa maska oddająca dostojne rysy mędrca. Obfita siwa broda, wysokie czoło.
W splecionych na brzuchu rękach trzyma różaniec. Mężczyzna wygląda, jakby odpoczywał na modlitwie – tej, której propagowaniu poświęcił lepszą część swojego życia. A nie było ono usłane różami. Kochający rodzice wychowali go w wierze katolickiej. Jednak gdy miał dziesięć lat, nagle zmarł jego ojciec. Ta strata sprawiła, że młody Bartolo wpadł w złe towarzystwo. W ówczesnych Włoszech nie było o to trudno. Połowa XIX w. to dla Italii niezwykle burzliwy okres. Państwowe uczelnie zostały przejęte przez otwartych przeciwników Kościoła. Profesorowie i wykładowcy parali się praktykami okultystycznymi i spirytystycznymi. Masoneria dynamicznie rozszerzała swoje wpływy.
Bartolo Longo pod wpływem otoczenia postanowił wstąpić do popularnej w Neapolu sekty spirytystycznej. Wkrótce sam zaczął parać się okultyzmem. Jego gorliwość sprawiła, że antybiskup mianował go kapłanem szatana. W czasie jednego z bluźnierczych rytuałów Bartolo oddał swoją duszę diabłu.
WIARYGODNY
Punktem zwrotnym był dla niego sen, w którym usłyszał zmarłego ojca. Ten prosił go, aby się nawrócił. Poruszony młodzieniec udał się na rozmowę do prof. Vincenza Pepego, który postawił mu proste pytanie…
– Bartolo, chcesz umrzeć w przytułku dla obłąkanych albo zostać potępiony na wieki?
Wkrótce po rozmowie prof. Pepe zaprowadził go do o. Alberta Ra- dentego. To właśnie dominikanin sprawił, że Longo poznał Maryję. Dzięki temu w sytuacjach kryzysu, gdy dręczyły go wyrzuty sumienia i myśli samobójcze, wiedział, do kogo się uciekać. Od tej pory jego misją było mówienie ludziom o różańcu, o tym, jak potężna to broń w walce o zbawienie duszy. Dziś codziennie przybywają oni do Pompejów, aby oddać pokłon Królowej.
A co z samym Bartolo Longo? Po Mszy Świętej w Pompejach udaliśmy się z grupą w dalszą trasę. I rzeczywiście – o dwunastej przyszła wiadomość. Konsystorz ogłosił nowych świętych. W październiku jednym z nich zostanie gorliwy apostoł różańca z Pompejów.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Październik 2025 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
O różańcu Maryi Od Sykstusa IV do Piusa V
Angelus Maria Walz OP
O początkach i rozwoju niektórych nabożeństw warto niekiedy pisać – po to, by w końcu zebrać nagromadzone o nich wiadomości i poszczyć o nowe, w międzyczasie odkryte, źródła, tak żeby dotyczący ich materiał ukazać w nowym świetle. Taki właśnie cel przyświeca niniejszemu przedstawieniu pewnego etapu historii modlitwy różańcowej.
