…na dnie popiołu gwiaździsty dyjament – wiekuistego zwycięstwa zaranie. Norwidowa fraza nieprzypadkowo wyświetla się jako podsumowanie tegorocznych ogólnopolskich rekolekcji Żywego Różańca (ŻR) w Gietrzwałdzie. Domus Mariae, dom rekolekcyjny diecezji warmińskiej, przyjął w tym roku 70 osób – najwięcej w kilkuletniej historii ćwiczeń duchowych dla ŻR. Ta drużyna różańcowa z całej Polski przez trzy dni słuchała nauk dominikanina o. dr. Andrzeja Bielata o decymce – dziesięciu cnotach Maryi. Nie tylko słuchała, ale i kontemplowała, adorowała Najświętszy Sakrament, karmiła się Chlebem Żywym, modliła się na brewiarzu, różańcu, a także odprawiła drogę krzyżową.

Po kilku latach przerwy przyjechałam do Gietrzwałdu, aby znów nasycić ducha i zachwycić się pięknem zielonych wzgórz świętej Warmii. A później dzielić się dobrem, którym zostałam obdarowana. To miejsce zostało wybrane przez Maryję, aby ratować Polskę i Polaków. Bo jak przypomniał o. Andrzej Bielat: „Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu”. Taki jest tytuł publikacji ks. prof. Krzysztofa Bielawnego, najlepszego znawcy objawień gietrzwałdzkich, jedynych w Polsce uznanych przez Kościół.

Pamiętam tę maleńką trzódkę, która nie lękała się przyjechać na rekolekcje do Gietrzwałdu w okresie pandemii. I widzę łagodny uśmiech oraz słyszę pewny głos ks. Leszka Wojcinowicza, moderatora ŻR, który na obawy jednej z uczestniczek o bezpieczeństwo odpowiedział wtedy: „Przecież jesteśmy w Domu Maryi”.

Jakże to wymowny przykład ilustrujący jedną z nauk o. Bielata o tym, że nadużywanie roztropności skutkuje lękliwością, a ta uniemożliwia uchwycenie Bożej logiki.

Dziś nam, współczesnym katolikom czasem tak trudno się porozumieć na poziomie podstawowych pojęć naszej religii. Te rekolekcje były wielką szansą zobaczenia blasku nieodkrytych czy też przykurzonych skarbów naszej wiary. Szansą na rzetelną „waloryzację” najgłębszej duchowości Maryjnej, tak dziś wyszydzanej przez świat. Ponad 2000 lat chrześcijaństwo wzrastało na duchowym fundamencie cnót, które aktualnie przestają być w cenie. Może dlatego, że cnoty wzrastają w ciszy, której nie znosi krzykliwy świat mediów i polityki.

Już samo słowo „cnota”, jak zauważył rekolekcjonista, człowiekowi niedojrzałemu kojarzy się z formą represji. A cnota to przecież umiejętność duchowa. Dziecko uczy się cnót, nabywa je stopniowo. Dojrzałe chrześcijaństwo to kapitał duchowy siedmiu cnót. Są to katechizmowe cnoty teologalne – wiara, nadzieja i miłość – oraz kardynalne – roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo. Bogactwo treści tych słów zostało zredukowane bądź wypaczone, a nawet  jest wypierane ze słownictwa, jak choćby roztropność. Jakże często cnota nadziei utożsamiana bywa z optymizmem, sprowadzana do potocznego „będzie lepiej”. Chrześcijańska nadzieja to tymczasem oczekiwanie ostatecznego spełnienia w życiu wiecznym. A więc i pewność, że nic, co prawdziwe w naszym życiu, nie zginie i się nie zmarnuje.

Podobnie okaleczone i spłaszczone jest rozumienie miłości. Miłość to słowo nadużywane dziś w kontekstach, które powiększają zamęt i dezorientację duchową. Na szczególne niebezpieczeństwo duchowe narażeni są młodzi ludzie. Miłość oznacza zdolność przekraczania siebie, nastawienie na dobro duchowe bliźniego. Odrabianie zadań domowych uczy pracowitości, posprzątanie pokoju, aby ulżyć zmęczonej mamie – miłości i wychodzenia poza własny egoizm. Logika miłości stoi w opozycji do nadużywanych dziś słów: moje, ja. Nie ogranicza się do sfery uczuć, emocje nie są w niej najważniejsze. Emocjonalność to bardzo chwiejna podstawa, na której nic trwałego nie zbudujemy. Kochać drugiego, niesympatycznego człowieka to decyzja woli. Życzę mu zbawienia, czyli najwyższego dobra.

– Wielu dziwi się, jak to możliwe, że człowiek, który jeszcze niedawno dzielił się publicznie emocjonalnymi wspomnieniami z duszpasterstwa akademickiego, teraz popiera aborcję – mówił rekolekcjonista. Podobnie jest z apostatami oraz ich publicznymi wyznaniami – podkreślał dalej. Najwyraźniej nie było w tym wiary, wyłącznie uczucia.

O. Bielat wielokrotnie przywoływał konteksty historyczne wydarzeń duchowych. Bóg działa przecież zarówno w porządku chronos (jest Panem czasu), jak i kairos (jest Dawcą łaski).

Bł. Joanna, królowa, odrzucona żona, założyła w XV w. klasztor oparty na decymce, tzn. 10 cnotach Matki Bożej. To był czas odrodzenia, po szalejących w Europie zarazach, czas, kiedy Alan de la Roche ofiarował nam różaniec. To był także czas na konkrety duchowe. Podobnie jak okres po rewolucji francuskiej, gdy eksterminowano katolików i kulturę chrześcijańską. Bł. Paulina Jaricot zawalczyła o konkret, dziesiątkę różańca włożyła w ręce utrudzonych robotnic. Tak powstała największa wspólnota modlitewna na świecie – Żywy Różaniec.

Takim konkretem, niezawodnym azymutem na drodze do nieba jest naśladowanie 10 cnót Matki Bożej, to najwyższa gwarancja bezpieczeństwa duchowego. A są nimi: czystość, roztropność, pokora, wiara, pobożność, posłuszeństwo, ubóstwo, cierpliwość, miłość, boleść.

Rekolekcjonista ofiarował nam, zasłuchanym, ewangeliczne „klucze”, przełożone na doświadczenie życiowe, do odkodowania tego szyfru zbawienia.

Banalizacja pojęć sprawiła, że np. czystość sprowadzamy wyłącznie do hormonów i seksu, a to przecież rzeczywistość znacznie większa.

– Ile jest zamierzonej winy w upadku młodych – brzmiało jedno z pytań rekolekcjonisty do naszego osobistego rachunku sumienia. – Bo nas ratowało tabu, dziś tabu nie ma, a to młodych osłabia. Nieczystość to złe używanie ciała, duszy, uczuć, to traktowanie drugiej osoby jak swojej własności. Oni za to zapłacą, są bardzo nieszczęśliwi, przed nimi pokuta. My – rodzice, dziadkowie – nie jesteśmy od osądzania, ale wynagradzania za ich grzechy. Ile okazji w pierwsze soboty miesiąca zmarnowaliśmy – w myśl objawień fatimskich – nie pokutując i nie wynagradzając.

Ile grzechów w tym obszarze popełniają zaborcze matki, które traktują swoje dzieci jak własność i są sprawczyniami rozwodów.

W naszej walce duchowej o wzrastanie w cnotach maryjnych swoją nikczemną rolę odgrywa  szatan. Ale, jak mówią młodzi, to „wielki przegryw”. Co prawda, jest on świetnym aktorem, wszystko może udawać, jednak pokora i posłuszeństwo są poza jego zasięgiem.

Antychryst lubi się lansować jako cudotwórca. Pan Bóg działa cuda nie dlatego, że „zdrówko jest najważniejsze”, ale by umocnić naszą wiarę.

Boleść to umiejętność przeżywania cierpienia i towarzyszenia cierpiącym…

Nie sposób wyczerpać bogactwa tej tematyki. Zachęcam więc do lektury publikacji o. dr. Andrzeja Bielata m.in. w miesięczniku „Różaniec”.

– Cnotami trzeba się zachwycić, bo są piękne – podkreślał rekolekcjonista. I poprowadził nas w ten świat piękna.

Udostępnij