Rozmowa z ks. Januszem Zawadką MIC, wice przełożonym Domu Zakonnego Księży Marianów w Sulejówku, duszpasterzem, rekolekcjonistą, spowiednikiem.

Dlaczego lenistwo jest grzechem i to jednym z grzechów głównych?

Spróbujmy przedstawić za pomocą obrazów, czym jest albo czym się charakteryzuje lenistwo. Gdybyśmy chcieli określić je za pomocą mebla, to byłoby to łóżko, za pomocą koloru – szarość, uczucia – smutek. Gdyby miała to być pogoda – to na pewno jesienna, gdybyśmy chcieli wybrać chorobę, byłaby to depresja, a stan ducha – pustka. Człowiek leniwy to człowiek obojętny: nie szuka Boga, nie troszczy się o wyciągnięcie ręki w stronę bliźniego, a jedyną jego miłością jest miłość samego siebie. Lenistwo jest grzechem bardzo subtelnym. Wszystkie inne grzechy coś wywołują, np. grzech kradzieży – że ktoś odczuje jakąś stratę, grzech nieczystości – że mam jakąś przyjemność itd. W lenistwie – można powiedzieć – „krew się nie leje”, więc wydaje się, że jest to grzech niewinny, ale jego perfidia polega na tym, że nas obezwładnia od wewnątrz. Powoduje, że człowiek cieszy się kałużą, podczas gdy obok jest piękne jezioro, którego nie dostrzega. Lenistwo zmienia nasz punkt widzenia i prowadzi nas na manowce, na margines życia duchowego; i w tym sensie jest ono bardzo niebezpieczne.

W czym się przejawia lenistwo w życiu codziennym?

Przejawia się w ten sposób, że gdy mam się modlić, mówię: później. To jest hasło, które rozbrzmiewa w umyśle człowieka leniwego: „nie teraz, później’’. Mam zacząć pracować: nie teraz, później. Mam coś zrobić: nie teraz, później, W tym się przejawia lenistwo, że wszystko odkładamy na później. Dobrze pokazuje to literatura, np. utwór z XIX w. Trzech panów w łódce, nie licząc psa Jerome Jerome Klapki; przewija się tam refren: było nas trzech i pracowaliśmy jak jeden mąż, tzn. jeden pracował, a dwóch siedziało. Lenistwo ma bardzo wiele określeń w naszym codziennym języku: gnuśność, ociężałość, opieszałość, ospałość, nieruchliwość, próżniactwo, znużenie, otępienie, apatia. Człowiek może być leniwy, leniuchowaty, niemrawy, ślamazarny, może być obibokiem, darmozjadem, nierobem, bumelantem, nygusem. Wszystkie te słowa w jakiś sposób dotykają rzeczywistości lenistwa, pokazują, jak w różnych dziedzinach naszego życia społecznego, osobistego, duchowego, modlitwy, pracy, obowiązków rodzicielskich, odpowiedzialności za życie, wszystko rozkłada się na czynniki pierwsze, gdy człowiek nic nie robi.

Lenistwo jest piętnowane zarówno przez Stary, jak i Nowy Testament. Dlaczego?

Jak mówił Victor Hugo w powieści Nędznicy, „lenistwo jest matką, która za syna ma złodziejstwo, a za córkę głód”. Człowiek, który się oddaje lenistwu, będzie złodziejem i będzie doświadczał głodu. Złodziejem – bo wyciągnie rękę po to, na co nie zapracował, a głód będzie cierpiał, bo z lenistwa nie zadba nawet o rzeczy niezbędne do życia. Bardzo dużo odniesień do lenistwa można znaleźć w Księdze Przysłów: „Do mrówki się udaj, leniwcze, patrz na jej drogi, bądź mądry. Nie znajdziesz u niej zwierzchnika, ni stróża żadnego, ni pana – a w lecie gromadzi swą żywność i zbiera swój pokarm we żniwa. Jak długo, leniwcze, chcesz leżeć? I kiedyż ze snu powstaniesz?” (Prz 6, 6-9). „Droga leniwych jak żywopłot z cierni” (Prz 15, 19). Dalej: „Kręcą się drzwi na zawiasach, a leniwy na swoim łóżku” (Prz 26,14). „Szedłem koło pola próżniaka i koło winnicy nierozumnego: a oto wszystko zarosło pokrzywą” (Prz 24, 30-31). W Nowym Testamencie mamy przypowieść o sługach, którzy dostali talenty. Jeden pięć, drugi dwa, trzeci jeden. Leniwy zakopał swój talent. Widzimy, że Pan Jezus tego nie pochwala, bo zgoda na lenistwo jest zgodą na nieczynienie dobra, które można by uczynić. Z kolei w Apokalipsie św. Jana (3, 13-10) mamy przykład Laodycei, która była Jednym z najbogatszych Kościołów, bo posiadała gorące źródła. Ich wody leczyły szereg chorób skórnych, reumatyzm i inne dolegliwości cielesne. Laodycea słynęła również z czarnej wełny, która była wyjątkowa w tamtych okolicach. Dlatego jej mieszkańcy położyli ufność w bogactwie i powiedzieli, że Więcej nic im nie potrzeba. Spotyka ich napomnienie: „Obyś był zimny albo gorący!”. Jest ono nawiązaniem do tych gorących źródeł, którymi mieszkańcy Laodycei się szczycili.

Mistrzowie życia duchowego określają też lenistwo jako acedię, czyli wypalenie. Wypalenie jest bardzo pokrewne lenistwu, nie jest lenistwem, ale się z nim łączy. Symptomem wypalenia jest zniechęcenie, a zniechęcenie jest typowe właśnie dla człowieka leniwego.

Jakie są skutki lenistwa?

Lenistwo zabiera nam wszelkie dobre owoce, pozbawia nas umiłowania dóbr duchowych, pragnienia Bożego i świętości, owego per aspera ad astra („przez trudy do gwiazd”). Ojciec nie ma czasu dla dziecka, dla żony; nie ma czasu na czułość, na uwagę, ponieważ lenistwo powoduje, że całymi godzinami siedzi przed telewizorem. Dotyczy to też młodych ludzi, którzy grają na komputerach, bo lenistwo odwraca ich uwagę od dobra, które mogliby uczynić. Przestają się uczyć, przestają mieć pragnienia. Człowiek przestaje podnosić swoje kwalifikacje zawodowe, nic go nie interesuje, bo wychodzi z założenia, że jakoś to będzie. Lenistwo skutkuje właśnie w taki sposób.

Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Znużenie lub lenistwo duchowe posuwa się do odrzucenia radości pochodzącej od Boga i do odrazy wobec dobra Bożego” (nr 2094). W jaki sposób codziennie powinniśmy – jak to ujmował Jan Paweł II – „przerastać siebie w sobie samym”, żeby nie poddawać się lenistwu?

Jan Paweł II bardzo dobrze to ujął, że nawet jeżeli nikt od nas nie wymaga, my sami powinniśmy wymagać od siebie. Problem polega na tym, że nie ma skutecznej metody walki, że nie ma żadnej recepty, która mogłaby skutecznie przeciwdziałać lenistwu. U ojców życia duchowego jest ono porównywane do słomianego ognia. Dlaczego do słomianego? Bo jak tylko przyłoży się zapałkę, słoma wybucha ogromnym płomieniem. Jednym ze sposobów radzenia sobie z lenistwem jest nieuleganie słowu „później”. Jeżeli rodzi się pokusa „nie teraz, później”, to właśnie w tym momencie trzeba podjęć trud i, broń Boże, nie negocjować. Ewangelia mówi o dwóch synach, których ojciec prosił, żeby poszli do pracy. Jeden powiedział: pójdę, ale nie poszedł, drugi powiedział: nie pójdę, ale chwilę później zaparł się samego siebie i poszedł. To jest jedna z dróg. O drugiej mówi bł. Jan Paweł II. Wymagać od siebie to mieć jakąś hierarchię wartości, która sprawia, że coś w życiu chcemy zdobyć. Trzecią drogę pokazie przykład ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który będąc w więzieniu, mógł przecież do południa spać, jednak od godz. 5.00 rano do 22.00 miał zaplanowany dzień. Prymas wiedział, że jeśli nie będzie w nim samodyscypliny, to się rozłoży.

Antidotum na lenistwo jest samodyscyplina, a w sferze duchowej – ukochanie dóbr duchowych; jeśli ich pragnę, to do nich dążę. I trzeba w sercu budzić takie pragnienia, bo one są bardzo pomocne w zwalczaniu lenistwa. Przeciwdziałać lenistwu to znaczy ukochać miłość, szukać Boga i być nieszczęśliwym, jeśli nie można Go odnaleźć. Być nieszczęśliwym, gdy nie ma możliwości służenia bliźniemu. Dlatego św. Tomasz z Akwinu nazywa lenistwo „upadkiem miłości”.

Prymas Tysiąclecia zalicza lenistwo do wad narodowych i stawia je jako przedmiot szczególnej walki. Jak zatem walczyć z lenistwem w wymiarze społecznym?

Prymas w szczególności w Wielkiej Nowennie wypowiedział wojnę wadom narodowym: lenistwu, niechlujstwu i nieróbstwu. W czasach komuny, w których żył, człowiek bardzo konsekwentnie korzystał z dewizy: „Czy się stoi, czy się leży, dwa patole się należy”. Prymas w swoim nauczaniu podkreślał, że komunizm jest skrywaniem bezrobocia, bo teoretycznie wszyscy mają pracę, ale w praktyce mało kto pracuje solidnie, ze świadomością, że jest to praca dla bliźniego. To, co Prymas zaproponował, było dotknięciem jednego z największych problemów naszego Narodu. Szkoda, że Jako Naród nie przyswoiliśmy sobie tej lekcji, bo Jest niedopuszczalne, żeby budować autostradę i po miesiącu ją zamykać, gdyż nadaje się do remontu. To właśnie na tym polega brakoróbstwo. Na Zachodzie funkcjonuje przysłowie: „Polski most, niemiecki post, francuskie małżeństwo i włoskie nabożeństwo to jedno wielkie błazeństwo”. I rzeczywiście w czasach Prymasa Tysiąclecia symbolem brakoróbstwa, dziadostwa, lekceważenia, marnowania materiału był most. Studiowałem w Lublinie i sam pamiętam, jak w telewizji pokazywali otwarcie mostu na trasie lubelskiej. Dwa-trzy dni później musiałem pojechać do Warszawy i okazało się, że most był zamknięty; otworzono go tylko dla telewizji. I dzisiaj widzimy, że wielu ludzi zamiast pracować, chce się wzbogacić i urządzić na pracy innych, samemu nie przykładając do niczego ręki. Niestety, jest to dość powszechne w naszym społeczeństwie. Wady narodowe, których Prymas dotknął, są aktualne również dziś. Do dzisiaj na Zachodzie funkcjonuje niekorzystny dla nas stereotyp, że Polak to pijak. Dotyczy to też lenistwa.

Dziękuję za rozmowę.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Czerwiec 2012 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

ŚWIĘCI bo nie udawali ŚWIĘTYCH

ŚWIĘCI bo nie udawali ŚWIĘTYCH
ks. Arkadiusz Nocoń

Książka Święci, bo nie udawali świętych, to opowieść o 105 różnych drogach do tego samego celu… Wśród bohaterów są tacy, których dobrze znamy (czy na pewno?), i tacy, których imiona brzmią egzotycznie, mimo że od lat są w kalendarzu liturgicznym… Wszyscy oni warci są przypomnienia, tak w czasie liturgii (ich życiorysy są najlepszym komentarzem do Ewangelii), jak i poza nią, gdyż „święci zawsze wołają o świętość” (Jan Paweł II) – moją i twoja.

Share.