O kim myślimy, gdy odmawiamy różaniec? O Maryi czy o Jezusie? O Matce czy o Synu?  Dobrze jest zadać sobie to pytanie, nawet jeśli koraliki naszego różańca są już mocno wytarte.

W dniu 19 czerwca 2017 r. w wideoprzesłaniu skierowanym do pielgrzymów zgromadzonych w sanktuarium maryjnym Ta’Pinu na Malcie papież Franciszek powiedział: „(…) wydaje się, że Maryja jest w centrum, ale tak naprawdę to Ona (…) staje się rodzajem schodów, po których Jezus może do nas zejść. W centrum jest zawsze Jezus, który się uniża, aby kroczyć z ludźmi, tak, abyśmy mogli razem z Nim wstępować do nieba”. Bo choć wciąż powtarzamy Ave Maria, nie Ave Christus, to właśnie Chrystusa mamy kontemplować i chwalić w każdej modlitwie, również różańcowej. Także Matce należy się cześć i pokłon, Maryja jednak zawsze wskazuje na swojego Syna, prowadzi do Niego i kieruje nas ku Niemu. A w modlitwie różańcowej w sposób szczególny towarzyszy nam w kontemplacji misterium życia i śmierci Chrystusa.

„Jest ona syntezą Bożego Miłosierdzia – mówił o modlitwie różańcowej papież Franciszek. – To w tajemnicach różańca wraz z Maryją kontemplujemy życie Jezusa, który promieniuje miłosierdziem samego Ojca. Cieszmy się Jego miłością i przebaczeniem, przyjmijmy Go w przybyszach i w potrzebujących, żyjmy na co dzień Jego Ewangelią” (katecheza środowa, 26 października 2016 r.). We wspomnianym już wideoprzesłaniu do pielgrzymów w Ta’Pinu na Malcie Ojciec Święty dodał: „Ta prosta modlitwa pomaga nam kontemplować wszystko to, co Bóg w swojej miłości uczynił dla nas i dla naszego zbawienia, pozwala zrozumieć, że nasze życie jest zjednoczone z życiem Chrystusa. Modląc się, zanosimy wszystko Bogu: trud, rany, obawy, ale także radości, dary, bliskie osoby (…)”.

Z jednej strony zatem modlitwa różańcowa jest kontemplacją Chrystusa, która dokonuje się pod przewodnictwem i u boku Maryi. Z drugiej natomiast kontemplacją naszego własnego życia w kontekście Boga i wszystkiego, co w swoim wielkim miłosierdziu nam uczynił. A widząc nasze życie z jego małymi i wielkimi sprawami codzienności, nie sposób nie zanosić ich przez Maryję do Chrystusa. Nie zanośmy jednak jedynie trudów i cierpień – naszych, Kościoła i świata. Przynieśmy przed majestat Boga również to, co miłe i radosne. Często modlimy się za opuszczonych, zranionych i cierpiących, a kiedy ostatnio powierzaliśmy w naszych modlitwach szczęśliwych, by potrafili się swoim szczęściem dzielić, radosnych, by swoją radością chwalili Pana, i uśmiechniętych, by wiedzieli, komu swój uśmiech zawdzięczają?

Módlmy się za szczęśliwych na różańcu! Na różańcu i w każdy inny sposób, bo ostatecznie sens modlitwy – różańcowej czy jakiejkolwiek innej – jest zawsze ten sam: Boga czcić, chwalić, Jemu służyć…

„Modląc się, pozwalamy, aby Bóg wszedł w nasz czas, aby przyjął i przemienił wszystko, czym żyjemy – nauczał papież Franciszek. – Używajcie często tego silnego narzędzia, którym jest modlitwa różańcowa, aby wlewała pokój w serca, w rodziny, w Kościół i w świat”.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – PAŹDZIERNIK 2017 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

O różańcu Maryi Od Sykstusa IV do Piusa V
Angelus Maria Walz OP

O początkach i rozwoju niektórych nabożeństw warto niekiedy pisać – po to, by w końcu zebrać nagromadzone o nich wiadomości i poszczyć o nowe, w międzyczasie odkryte, źródła, tak żeby dotyczący ich materiał ukazać w nowym świetle. Taki właśnie cel przyświeca niniejszemu przedstawieniu pewnego etapu historii modlitwy różańcowej.

Udostępnij

Biblista, teolog i dziennikarz, absolwent UKSW.