Lubię kolorowe rzeczy, więc kiedy w przykościelnym sklepiku z dewocjonaliami zobaczyłam pięknie opakowany kolorowy mały różaniec – na dodatek wykonany z drewna, które uwielbiam – nie wahałam się, dokonałam zakupu. Trudno mi kupić różaniec, zawsze szukam takiego, który będzie mi „pasował”; jakoś tak ze mną jest.
Ten mały kolorowy polubiłam od razu. Często się na nim modlę. Zabrałam go ze sobą również na wyprawę w Bieszczady.
Bieszczadzki czas zbiegł się z odmawianiem Nowenny pompejańskiej. Martwiłam się przed wyjazdem: jak ja znajdę czas na modlitwę, przebywając ciągle w grupie kilkunastu osób? Moje obawy się nie sprawdziły. Grupa współtowarzyszy wędrówki była wspaniała, rozmowna, żartobliwa, miła, nastawiona na przeżycie pięknego czasu. W ośnieżonej scenerii, pomimo października w kalendarzu, często przemierzaliśmy bieszczadzkie szlaki, idąc gęsiego, każdy swoim tempem, w milczeniu, zachowując tlen dla mięśni – nieraz brakowało tchu ze zmęczenia, nie należało trwonić powietrza w płucach na gadanie. Dla mnie były to znakomite warunki. Miałam bardzo dużo czasu na modlitwę. Nie było mnie jednak stać na to, by przy innych wyjąć różaniec i modlić się; nie chciałam epatować towarzyszy swoją wiarą.
Pobyt w bieszczadzkim Sękowcu dobiegł końca. Wsiedliśmy do autokaru i wyruszyliśmy do Warszawy. Na zaplanowanym postoju wyszliśmy z autobusu i staliśmy w kółku, rozmawiając, żartując i zwyczajnie ciesząc się swoim towarzystwem. Ktoś żartem zapytał Pawła, jednego z naszych towarzyszy:
– No i jak ci się siedzi koło zakonnicy?
– Dobrze – odpowiedział. – Usiadła i zaraz zaczęła odmawiać różaniec, a później, jak już się pomodliła, bardzo przyjemnie rozmawialiśmy – kontynuował.
Włożyłam rękę do kieszeni, gdzie trzymałam mój mały kolorowy różaniec, ułożyłam go na dłoni i wyciągnęłam rękę z różańcem w kierunku grupy.
– Ja też odmawiam różaniec i modlę się codziennie – powiedziałam – i jak widać, jestem normalna. – Uśmiechnęłam się. – A w czasie bieszczadzkich wędrówek – dodałam – nie stroniłam od grupy, tylko potrzebowałam czasu na modlitwę.
Zapadła cisza.
– O! – zawołał Paweł, przerywając ją. – Jaki ładny! Mogę go wziąć do ręki?
– Oczywiście. – Wyciągnęłam do niego dłoń z różańcem. Paweł wziął różaniec, pooglądał z każdej strony. – Ładny – stwierdził, oddając mi go.
Byłam szczęśliwa i dumna, że mogłam dać świadectwo swojej wiary, a pomógł mi w tym mały kolorowy różaniec z drewna. Dziękuję Panu Bogu również za postawę Pawła.
Mam nadzieję, że to wydarzenie przyniosło dobre owoce, że zasiało choć małe ziarenko wiary w jednym niewierzącym sercu. Chwała Panu.
Danuta Besińska
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – PAŹDZIERNIK 2017 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Rozważania Różańcowe na Każdy Dzień
Praca Zbiorowa
Przyjmij ten „brewiarz różańcowy”, zanurz się w medytacji i Różańcem opleć cały świat – sprawy Kościoła i Ojczyzny, parafii i rodziny. Rozbudzaj w sobie pragnienie, aby Maryja była „coraz bardziej znana i kochana” i aby zatriumfowało Jej Niepokalane Serce.
